Dziennik Gazeta Prawana logo

Katastrofa śmigłowca Millera. Przygrywka przed Smoleńskiem?

4 grudnia 2013, 10:55
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Miejsce katastrofy śmigłowca wiozącego Leszka Millera
Miejsce katastrofy śmigłowca wiozącego Leszka Millera/AP
Błędy, nonszalancja, brawura... Ukrywane przez wojsko dokumenty wskazują na to, że katastrofa śmigłowca z Leszkiem Millerem na pokładzie 10 lat temu była przygrywką przed Smoleńskiem - pisze tygodnik "Polityka".

Godzina 18.30, 4 grudnia 2003 roku. Rządowy śmigłowiec Mi-8 z ówczesnym premierem Leszkiem Millerem na pokładzie zbliża się do Warszawy. W pewnym momencie pilot rzuca przez radio: . Po chwili przestaje działać drugi. Maszyna skręca nad las, pilot major Marek Miłosz próbuje wykorzystać siłę obracającego się jeszcze śmigła, by osiąść na drzewach. Cudem nikt nie zginął.

5702087-leszek-miller-w-szpitalu-po-katastrofie.jpg
Leszek Miller w szpitalu po katastrofie śmigłowca

Do katastrofy sprzed 10 lat wraca tygodnik "Polityka". Przypomina słowa Leszka Millera, który zachwalał manewr majora Miłosza i jego umiejętności: -

Czy na pewno pilot był bohaterem? Eksperci badający wypadek zwracali uwagę, że nie włączył instalacji przeciwoblodzeniowej, przez co silniki przestały działać. Końcowy raport na temat przyczyn katastrofy został ukryty. MON nie chciał udostępnić dokumentu - zauważa tygodnik, podkreślając, że nawet raporty z większych katastrof lotniczych, z udziałem samolotów Tu-154 i CASA, były upubliczniane.

5702200-sluzby-ratunkowe-jada-na-miejsce.jpg
Służby ratunkowe jadą na miejsce katastrofy śmigłowca wiozącego Leszka Millera

Co kryje się w raporcie? "Polityka" dotarła do ustaleń komisji badającej wypadek. Wylicza zarzuty pod adresem 36 specpułku, tego samego, który 10 kwietnia 2010 roku wysłał tupolewa z Lechem Kaczyńskim do Smoleńska. Nonszalancja wojskowych, ignorowanie zasad, braki w wyszkoleniu załogi. 4 grudnia 2003 roku śmigłowiec był sprawny, ale nie powinien w ogóle startować z Wrocławia, ponieważ "organizacja lotów (...) nie zapewniała bezpiecznego wykonania zadania" z uwagi na "brak właściwego wypoczynku załogi przed lotem". Zdaniem ekspertów, pilot nie przeanalizował prognoz pogody przed startem, widoczność była poniższa dopuszczalnej, chmury wisiały zaledwie 30 metrów nad ziemią. Brzmi znajomo?

5702171-podpulkownik-marek-milosz-pilot.jpg
Podpułkownik Marek Miłosz, pilot śmigłowca

Pilot śmigłowca Marek Miłosz, dziś w randze podpułkownika, został uniewinniony przez sąd wojskowy dwa razy. Jak podaje "Polityka", w lutym tego roku odszedł do cywila.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Polityka
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj