Naczelna Prokuratura Wojskowa stawia zarzuty dwóm Rosjanom z obsługi lotniska w Smoleńsku. Pierwszemu z nich zarzuca się sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa w ruchu powietrznym. Drugiego oskarża się o nieumyślne sprowadzenie katastrofy w ruchu powietrznym.

Płk Ireneusz Szeląg przyznał, że uruchomiono międzynarodową procedurę zmierzającą do przestawienia Rosjanom zarzutów i przesłuchania ich w charakterze podejrzanych. Do tego czasu prokuratura ma nie informować o szczegółowych zarzutach i posiadanych dowodach.

Płk Szeląg poinformował jednocześnie o przedłużeniu śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej do października.

Pułkownik Ireneusz Szeląg poinformował też, że zdaniem biegłych, do katastrofy przyczyniły się niewłaściwe działania załogi Tu-154 M. Dodał, że polegały one na zniżaniu samolotu przez dowódcę samolotu poniżej warunków minimalnych. Nie wydano również komendy odejścia na drugi krąg. Jak podkreślił prokurator, było to działanie nieadekwatne do warunków meteorologicznych. Na zewnątrz panowała bowiem mgła. Dowódca samolotu Tu-154 nie miał zatem prawa wobec braku niewidzialności ziemi zejść poniżej 120 metrów.

Wojskowy prokurator poinformował też, że zdecydowano o zmianie zarzutów dla dwóch osób funkcyjnych z 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. Chodzi między innymi o złą ocenę warunków atmosferycznych oraz niewłaściwe wyznaczenie składu załogi. Jako dowódcę załogi wybrano bowiem pilota, który utracił uprawnienia do wykonywania lotów bez widzialności. Zawieszeniu uległa też jego ważność uprawnień do latania Tu-154. Uprawnienia drugiego pilota do latania tym typem samolotu także zostały zawieszone. Z kolei nawigator w ogóle nie miał uprawnień do bycia nawigatorem tego typu samolotu.

Prokuratorzy przyznali też, że w tym roku śledztwa zakończyć nie zdążą.

Śledczy zabrali też głos w sprawie tego, kto był w kabinie pilotów podczas katastrofy. Obecność generała Andrzeja Błasika w kokpicie samolotu, który rozbił się w Smoleńsku była możliwa. Tak uznali biegli podczas śledztwa - poinformowano na konferencji Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Pułkownik Ireneusz Szeląg poinformował, że biegli na nowo zweryfikowali nagranie głosowe z pokładu maszyny. Dzięki zastosowaniu nowej metody, miało ono lepszą niż dotychczas jakość. Przeprowadzone prace wskazały, że istnieją przesłanki wskazujące na możliwość przebywania w kabinie samolotu dowódcy sił powietrznych w ostatnim fragmencie końcowego zniżania się samolotu do lotniska - powiedział prokurator. Poinformował też, że biegli oparli swój pogląd na analizie częstotliwości głosu Andrzeja Błasika, zeznaniach jednego ze świadków znających generała i kontekstu sytuacji. Pułkownik Szeląg dodał, że nie ma potwierdzenia, by generał Błasik nalegał na lądowanie w złych warunkach. Brak jest jakichkolwiek sygnałów, wskazujących na to, aby jakakolwiek inna osoba wpływała na członków załogi - mówił.

Śledczy z Naczelnej Prokuratury Wojskowej odnieśli się też do zarzutów, że ich konferencje pokrywają się z kalendarzem wyborczym. Prokurator Szeląg przekonywał, że te sprawy nie mają ze sobą związku. Proszę nie wyciągać żadnych wniosków, co do tego, kiedy konferencja jest organizowana - mówił.

10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem doszło do katastrofy tupolewa, którym leciał między innymi prezydent Lech Kaczyński. Zginęli wszyscy obecni na pokładzie, w sumie 96 osób.