Kibice nie chcą wspierać ukraińskiej drużyny
Tupczij na co dzień reprezentuje barwy Barkomem-Każany Lwów. Ukraińska drużyna po wybuchu wojny dołączyła do rozgrywek polskiej PlusLigi. Po zakończeniu poprzedniego sezonu doszło do fuzji Barkomu z Jastrzębskim Węglem.
To nie spodobało się kibicom z Jastrzębia-Zdroju, którzy zapowiedzieli, że nie będą wspierać dopingiem "nowego tworu". Szef kibiców stwierdził, że nie będą wspierać tej drużyny, bo to nie jest polski klub. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak tam zagramy - żali się w rozmowie z ukraińskimi mediami Tupczij.
Ukrainiec doświadczył w Polsce przykrości
To jednak nie jedyny powód dla którego Ukrainiec chce opuścić nasz kraj. Siatkarz podkreślił, że w ostatnim czasie zmienił się stosunek Polaków do obywateli Ukrainy. Tupczij na łamach mediów poskarżył się, że on i jego koledzy z drużyny doświadczyli nad Wisłą przykrości na tle narodowościowym.
Jeśli gdzieś spotkasz jakąś babcię i usłyszy, że rozmawiasz po ukraińsku, to skończy się na krzywym spojrzeniu. Ale zdarzały się w drużynie przypadki, że uszkadzano samochody, przyklejano napisy "wracaj do Ukrainy", a także "wpier***aj na Ukrainę". Myślę, że to mój ostatni sezon w klubie w Polsce - zakończył Ukrainiec.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
