Wybory prezydenckie w Ukrainie zgodnie z normami konstytucyjnymi powinny odbyć się w 2024 roku. Jednak wobec trwającej wojny i obowiązującego przez cały czas, od lutego 2022 roku, stanu wojennego, ich przeprowadzenie nie jest możliwe - zarówno z przyczyn prawnych (zgodnie z zapisami ukraińskiej konstytucji, wybory mogą odbyć się najwcześniej 90 dni po zakończeniu stanu wojennego), jak i organizacyjnych.
Wybory prezydenta Ukrainy to nie problem Trumpa
Łukaszenka w rozmowie z dziennikarzami odniósł się do niedawnych słów prezydenta USA Donalda Trumpa, iż "nadszedł czas, by Ukraina wybrała nowego prezydenta". Chcecie ode mnie odpowiedzi jako polityka, czy merytorycznej? Jeśli merytorycznej, to taka jest moja opinia: to nie jest problem Trumpa. To naród ukraiński zdecyduje, kto zostanie prezydentem Ukrainy - oświadczył białoruski przywódca.
Jego zdaniem Trump pozwala sobie na takie uwagi, ponieważ "Zełenski uzależnił się od USA i od samego Trumpa". To kwestia danych wywiadowczych, a także dostaw broni, czyli dokładnie tego, czego Zełenski rozpaczliwie potrzebuje - tłumaczył Łukaszenka.
Łukaszenka przyznał rację Trumpowi
Łukaszenka przypomniał przy tym, że swego czasu Zełenski obiecał, iż będzie sprawował urząd głowy państwa tylko przez jedną kadencję. Obietnic trzeba dotrzymywać. Czas udać się do urn. W tej kwestii Trump ma rację: jeśli coś obiecasz, musisz dotrzymać słowa. Nie ma jednak potrzeby dyktowania czegokolwiek, Trump nie powinien narzucać Ukrainie, co ma robić - mówił Łukaszenka.
Trump w sobotę powiedział, że Zełenski mógł wiele razy zakończyć wojnę, ale wolał tego nie robić i dodał, że to czas, by Ukraina wybrała nowego prezydenta. W odpowiedzi Zełenski podkreślił, że wybór szefa państwa jest sprawą narodu ukraińskiego, ale zapewnił, że jeśli Rosja wprowadziłaby całkowite zawieszenie broni na 60 dni, Ukraina zorganizowałaby wybory prezydenckie.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
