powiedział PAP Chmielewski, który wygłosił wykład na konferencji naukowej poświęconej losom polskich Żydów w początkach okupacji niemieckiej.
Chmielewski przypomniał, że w Lublinie już w pierwszych godzinach po zajęciu miasta niemieckie władze wojskowe schwytały kilka tysięcy zakładników - zarówno Polaków, jak i Żydów, którzy mieli stanowić zabezpieczenie na wypadek ewentualnych wystąpień ludności przeciwko instalującej się władzy okupacyjnej. Jak mówił, - opowiadał Chmielewski.
Mówiąc o początkowej fazie wykluczenia wskazał na ich stygmatyzowanie. - wymieniał.
Tłumaczył, że - podał.
Mit o tym, że polscy Żydzi byli zamożni tłumaczył tym, że Żydzi przed wojną zdominowali niektóre zawody, bardzo wielu było rzemieślnikami, kupcami, zdecydowanie mniej np. pracowało na roli. - zaznaczył.
Dodał, że miejsca, w których gromadzono Żydów, bardzo szybko stawały się przeludnione. Wzrastało tam zagrożenie epidemiczne, które doprowadzało w konsekwencji do wybuchu epidemii. Nie było czym leczyć chorób, brakowało personelu medycznego, lekarstw i żywności.
Odnosząc się do sytuacji getta w Lublinie zwrócił uwagę na jego specyfikę. Getto to bowiem zostało późno ograniczone. - powiedział PAP.
Zwrócił uwagę, że getto lubelskie zaczęto grodzić zaledwie około 3 miesięcy przed rozpoczęciem "akcji wysiedleńczej" do wspomnianego obozu zagłady, przy czym był to jeden z kilku kroków zmierzających do ostatecznego celu. - poinformował historyk.
Mówiąc o specyfice Lublina powiedział: - dodał. Wyjaśnił, że
Jak mówił, - podkreślił.
Anna Hirsh z Jewish Holocaust Centre w Melbourne, w trakcie wykładu "+Tego już nie ma ...+ Pocztówki z Warszawy, okupowana Polska 1939-1941" zaprezentowała kilka przykładów korespondencji osobistej wychodzącej z Warszawy, która znalazła się w Australii. Większość tych pocztówek znajduje się w zbiorach archiwalnych w Jewish Holocaust Centre. Badaczka wskazała, że dla Żydów - dodała.
Hirsh przekazała, że pocztówki opisywały osobiste reakcje na wydarzenia w getcie, stanowiły także źródło informacji o dacie, kiedy dana osoba żyła. Dodała, że przed wojną listy pisane były w jidysz, a pocztówki z warszawskiego getta są po polsku i niemiecku. Jak mówiła, w korespondencji tej nie pisano o potwornościach życia w getcie, nie ma tam też informacji o przemocy, epidemiach, a stwierdzane są tylko śmierci, często bez podania przyczyny. - dodała.
Hirsh przytoczyła również wypowiedź Pereca Opoczyńskiego, który był listonoszem w getcie. "Często poczta była jedyną szansą ratunku. Można było otrzymać wsparcie od krewnych, żyjących np. na wsi. Wielu sprzedawało to, co dostawało, aby zakupić żywność dla siebie i swoich rodzin" - pisał w swoich pamiętnikach Opoczyński.
Zwróciła uwagę, że przed wojną listy były wrzucana do skrzynek pocztowych, a w getcie listonosz musiał osobiście dostarczać listy, aby zbierać dodatkowe opłaty. Dodała, że "był celem różnego rodzaju nękań i narzekań".
Konferencja naukowa "Początki okupacji nazistowskiej. Ciągłość i zmiana w życiu polskim i żydowskim 1939-1941" odbyła się w poniedziałek i wtorek w Warszawie. Zorganizowało ją m.in. Muzeum Getta Warszawskiego.