Jak podaje "Rzeczpospolita" od odkrycia masowego grobu w Wiźnie minął miesiąc. Jednak miejsce kaźni Żydów z Wizny nie zostało odpowiednio zabezpieczone, nie ma pewności, co się stanie ze szczątkami pomordowanych. Ze zdjęć wykonanych na miejscu, wynika, że szczątki znajdują się w dole zalanym wodą. Niedawno ktoś okrył pryzmy wyjętej z dołu ziemi niebieską folią. Teren nie był ogrodzony.

O losy odkrycia "Rz" zapytała pion śledczy IPN. Prokurator Robert Janicki potwierdził, że „ujawnione szczątki ludzkie mogą należeć do ofiar zbrodni dokonanych przez żołnierzy niemieckich latem 1941 roku, po zajęciu Wizny przez wojska niemieckie". Z tego powodu Prokuratura Rejonowa w Łomży przekazała śledztwo do dalszego prowadzenia pionowi śledczemu IPN w Białymstoku. „Po podjęciu śledztwa zabezpieczono miejsce, w którym ujawniono szczątki ludzkie, ponadto zwrócono się do miejscowej jednostki Policji o kontrolowanie tegoż miejsca w ramach prowadzonych działań patrolowych" – zapewnia prokurator. I dodaje, że prowadzone postępowanie rozstrzygnie o kwestii związanej „z podjęciem szczątków ludzkich".

Odkrycie stowarzyszenia

Zbiorową mogiłę odkryli w Wiźnie członkowie stowarzyszenia "Wizna 1939", prowadzący tam poszukiwania pozostałości z czasów II wojny światowej. Przypuszczali, że to miejsce pochówku ofiar mordu Niemców na miejscowych Żydach w 1941 roku. O odkryciu zawiadomili policję i prokuraturę.

Śledztwo związane z tym odkryciem wszczęła Prokuratura Rejonowa w Łomży. Jak powiedziała PAP we wtorek jej szefowa Karolina Szulkowska, biegły z zakresu patomorfologii zbada zabezpieczone szczątki, by była pewność że to szczątki ludzkie. Jeśli z zebranych dowodów będzie wynikało, iż może to być miejsce pochówku ofiar zbrodni z czasów II wojny światowej, sprawę przejmie pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej.

Stowarzyszenie "Wizna 1939" zajmuje się lokalną historią i angażuje w projekty badań historycznych. Również 1,5 roku temu prowadziło badania terenowe w Wiźnie, dotyczące mordu dokonanego przez Niemców na żydowskich mieszkańcach miasteczka. Odkryto wówczas łuski z nabojów produkowanych dla niemieckiej SS. Kilka lat temu stowarzyszenie zbierało też relacje mieszkańców Wizny z czasów II wojny światowej, m.in. nieżyjącego już naocznego świadka tamtych wydarzeń.

Członkowie "Wizny 1939" - powołując się na własne ustalenia, m.in. rozmowy z mieszkańcami Wizny - zakładają, że zamordowanych Żydów z miasteczka Niemcy wrzucili do dołu powstałego wskutek wybuchu bomby. Ponieważ w terenie nie udało się namierzyć tego miejsca, wykorzystano zdjęcia lotnicze z lat 70. ubiegłego wieku; na jednym z nich, obejmującym objęty badaniami teren było widać obszar, gdzie mogła być zmieniona struktura gruntu; przyjęto, że to ślad po zasypanym dole.

Użyto georadaru, potem detektora metalu (wskazał obecność dużych odłamków bomby lotniczej), zaś na głębokości ok. 1,5 metra - znaleziono pojedynczą, spaloną ludzką kość udową. W związku z kolejnymi wskazaniami, że może to być miejsce pochówku zwłok ludzkich, prace przerwano, zawiadamiając policję i prokuraturę.

List naczelnego rabina Polski

Po nagłośnieniu sprawy odkrycia, list do stowarzyszenia Wizna 1939 napisał naczelny rabin Polski Michael Schudrich, w imieniu Komisji Rabinicznej ds. Cmentarzy. List ten Wizna 1939 opublikowała na swojej stronie internetowej.

Michael Schudrich wyraża w nim zaniepokojenie w związku z prowadzeniem - jak to ujął - "w miejscu domniemanej lokalizacji żydowskiej mogiły prac ziemnych i natrafieniem w rezultacie na ludzkie szczątki". Poprosił stowarzyszenie o informacje, jakie są "założenia i cele działań" podjętych przez nie w Wiźnie, na jakiej podstawie prowadziło ono prace ziemne w miejscu "domniemanej lokalizacji żydowskiego grobu wojennego" i dlaczego o fakcie poszukiwań i natrafienia na ludzkie szczątki nie poinformowało Komisji Rabinicznej ds. Cmentarzy.

"Prawo żydowskie wyklucza możliwość ekshumacji żydowskich szczątków oraz zakazuje otwierania grobów. Rozkopywanie mogił z okresu Holocaustu stoi w sprzeczności z szacunkiem dla ofiar i jest rażącym naruszeniem żydowskiej tradycji, która była udziałem ludzi w tym miejscu pochowanych" - napisał Schudrich.

W odpowiedzi Wizna 1939 podkreśliła, że swoje prace w Wiźnie stowarzyszenie prowadziło na podstawie stosownego zezwolenia, a przerwało je od razu, gdy natrafiono na szczątki ludzkie. Powiadomione też zostały wtedy m.in. policja i delegatura Podlaskiego Konserwatora Zabytków, co ostatecznie doprowadziło do przejęcia sprawy przez IPN.

"Stowarzyszenie nie prowadziło i nie prowadzi żadnych prac wykopaliskowych na terenie cmentarza żydowskiego w Wiźnie, ani w jego bezpośrednim sąsiedztwie" - podkreślił prezes stowarzyszenia Dariusz Szymanowski, w liście udostępnionym PAP. List organizacja upowszechniła też w mediach społecznościowych.

Szymanowski wyjaśnił, że miejscem badań terenowych było prywatne pole uprawne, gdzie zlokalizowano dół po wybuchu bomby lotniczej. "Opierając się na informacjach pochodzących od okolicznych mieszkańców można przypuszczać, że został odkryty dół, w którym Niemcy, w celu zatarcia śladów zbrodni, ukryli szczątki swoich ofiar zamordowanych w budynku kuźni w Wiźnie. Miejsce to trudno jednak nazwać mogiłą wojenną czy miejscem pochówku" - dodał prezes Wizny 1939.

Powtórzył też, że dalszym wyjaśnianiem sprawy zajmuje się IPN. "Jednakże niezależnie od tego, jaki będzie wynik wznowionego śledztwa i co wykażą badania, wszyscy jesteśmy chyba zgodni co do tego, że każdemu człowiekowi należy się szacunek i godne miejsce spoczynku" - dodał zapewniając przy tym, że prowadzone przez stowarzyszenie badania nie są „rozkopywaniem mogił” i nie mają na celu naruszania żydowskiej tradycji dotyczącej miejsc pochówku.