Polska Agencja Prasowa: 5 września 1980 r. Edward Gierek stracił władzę. Czy w wyjątkowej atmosferze pierwszych dni budowy niezależnych związków zawodowych zwracano uwagę na zmianę dokonującą się na szczytach reżimu?

Reklama

Prof. Jerzy Eisler: Z całą pewnością dostrzegano to wydarzenie. Niezależnie od znaczenia, jakie miało podpisanie porozumień gwarantujących możliwość powoływania samorządnych związków zawodowych, zmiana na najważniejszym stanowisku politycznym w PRL była rzeczą niezwykle istotną. Nieprzypadkowo przecież utarło się nazywanie poszczególnych okresów dziejów politycznych PRL od nazwisk I sekretarzy KC PZPR. Staram się zwalczać tę tendencję, bo nie była to Polska ani Gomułki, ani Gierka, ani Jaruzelskiego, ale po prostu PRL.

Dla wszystkich było oczywiste, że utrata władzy przez kolejnych I sekretarzy KC PZPR wiązała się ze zmianami. Nikt nie mógł przewidzieć, czy zmiana oznacza „liberalizację”, czy raczej „ostry kurs”, poprawę bytu obywateli, czy zwiększenie wydatków na zbrojenia. Do pewnego stopnia zmiana z września 1980 przypominała tę z grudnia 1970 r., gdy Gierek zastąpił Gomułkę. Oczywiście w sierpniu 1980 r. nikt nie strzelał do robotników i nie płonęły komitety partii. Władze wyciągnęły lekcję z wydarzeń sprzed dekady i do grudnia 1981 r. nie stosowały tak brutalnych metod.

PAP: W momencie wprowadzenia stanu wojennego Gierek został internowany przez reżim gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Na ile jego uwięzienie stało się podstawą białej legendy Gierka? Jakie jeszcze czynniki decydowały o jej popularności i czy był to wyłącznie sentyment wobec Coca-Coli, małego fiata i innych przejawów gierkowskiego dobrobytu?

Prof. Jerzy Eisler: Myślę, że na powstanie tej legendy złożyło się kilka istotnych czynników. Zacznijmy od refleksji na temat pamięci o Gierku po 1989 r. Po zmianie ustroju był jedynym przywódcą PRL, któremu oddawano hołd przez nazywanie ulic, placów i innych obiektów. Trudno wyobrazić sobie, aby podobnie upamiętniano Bolesława Bieruta czy Władysława Gomułkę. Dziś "biała legenda" Gierka jest już znacznie słabsza niż w latach dziewięćdziesiątych i pierwszych latach obecnego stulecia. To wówczas były I sekretarz publikował kolejne książki, których celem było nakreślenie jak najkorzystniejszego wizerunku okresu jego rządów.

Reklama

Fascynacja Gierkiem brała się również z przyczyn psychologicznych. Bardzo często ludzie w średnim wieku wracają w pamięci do lat swojej młodości, idealizują je, celowo zapominając o wszystkim, co nie pasuje do tego wizerunku. Lata siedemdziesiąte to okres wchodzenia w dorosłe życie powojennego wyżu demograficznego. Dla przedstawicieli tego pokolenia owa dekada to czas podjęcia pierwszej pracy, kupna swego własnego pierwszego mieszkania, zakładania rodziny. To sprzyja idealizacji tych czasów.

Pamiętajmy także o punkcie odniesienia dla rządów Gierka. Trudno porównywać stworzony wówczas „dobrobyt” z krajami Zachodu. Byliśmy nieporównanie biedniejsi. Ulice Warszawy nie wyglądały jak ulice Wiednia lub Paryża, ale dobrze jak na ulice Warszawy w okresie PRL, znacznie lepiej niż za rządów Gomułki. Pojawienie się zagranicznych artykułów ułatwiało życie, ale wydaje się, że bardzo niewielki odsetek osób zamieniło papierosy marki „Sport” na „Marlboro”. Te ostatnie wybierali dotychczasowi palacze najdroższych polskich papierosów „Carmen”. Nie był to konsumpcyjny skok z jednej skrajności w drugą, ale raczej udostępnienie niektórych artykułów z pewexów dla szerszych kręgów społeczeństwa.

Tak jak punktem odniesienia dla lat siedemdziesiątych był standard życia w czasach gomułkowskiej małej stabilizacji, tak punktem odniesienia dla Gierka był jego poprzednik. Może niestosowne jest ocenianie wyglądu innego mężczyzny, ale bez wątpienia prezentował się lepiej od Gomułki. Był postawny i mówił eleganckim barytonem. Na pewno wygrałby ranking najlepiej ubranych I sekretarzy KC PZPR. Nie odstawał od zachodnich polityków, z którymi spotykał się bardzo często. Mówił krótko, czyli 5–10 minut, a nie jak w przypadku Gomułki co najmniej 30–40 minut. Z Gierka raczej nie żartowano – jeśli już, to z czasów, w których był I sekretarzem. Zaledwie kilka lat wcześniej powszechnie wyśmiewano Gomułkę. To wszystko składa się na pozytywny obraz Gierka i nieprzyjmowanie przez część naszego społeczeństwa informacji, które byłyby zaprzeczeniem tego utrwalonego obrazu.

Tym nieprzyjmowanym elementem biografii Gierka jest m.in. fakt, że Gierek był znany w najwyższych kręgach kierownictwa ZSRS już w październiku 1956 r. Był na krótkiej liście działaczy sprzyjających Związkowi Sowieckiemu, przywiezionej przez Chruszczowa do Warszawy w kulminacyjnym momencie kryzysu grożącego sowiecką interwencją. To oznacza, że mit zdystansowania wobec Breżniewa i prowadzenia przez Gierka partnerskich rozmów z towarzyszami sowieckimi nie ma oparcia w faktach. Znaczna część wizerunku dobrego gospodarza i polityka potrafiącego rozmawiać z przywódcami państw zachodnich jest nieprawdziwa.

Dodajmy, że Gierek był pierwszym działaczem komunistycznym, który po rozpoczęciu procesu transformacji politycznej w Polsce opublikował swoje wspomnienia. W tradycji ruchu komunistycznego nad Wisłą i w innych krajach było to wydarzenie bezprecedensowe. Odchodzący przywódcy zwykle milczeli. „Przerwana dekada” okazała się największym sukcesem wydawniczym po 1989 r. Sprzedano co najmniej milion egzemplarzy tego wywiadu rzeki. Książka była tak poczytna, że niekiedy dodrukowywano ją, łamiąc prawa autorskie.

PAP: Książka ta uznawana jest za całkowicie kłamliwą i bałamutną. Współczesna wiedza historyczna całkowicie obala zawarte w niej tezy. Ale warto zapytać, czy Gierek rzeczywiście wierzył w tworzony na jej łamach obraz samego siebie i rządów w latach 1970–1980?

Prof. Jerzy Eisler: To bardzo dobre i bardzo trudne pytanie. Najprościej stwierdzić, że odpowiedź na nie jest niemożliwa, ponieważ nie jesteśmy w stanie wejść w psychikę i duszę Edwarda Gierka. Trudno powiedzieć, na ile przejął i zinternalizował tę wizję rzeczywistości. Kilka cech charakteru Gierka pozwala na snucie pewnych hipotez. Wydaje się, że jedną z tych cech była pycha, być może nie w rozumieniu grzechu, ale raczej jako przekonania, że był najlepszym przywódcą PRL. Sam tytuł książki sugeruje, że gdyby towarzysze nie przeszkadzali jego działaniom, to w ciągu dwóch, trzech lat naprawiłby funkcjonowanie systemu. Negatywnym zbiorowym bohaterem tego wywiadu rzeki nie jest „Solidarność”, lecz przeciwni mu intryganci w kierownictwie PZPR.\

Lepiej myśleć o sobie dobrze niż źle. Gierek myślał dobrze o tym, co było prawdą. Tak było m.in. dzięki podjęciu decyzji o niestrzelaniu do robotników w momentach kryzysów, takich jak czerwiec 1976 r. W broń palną (krótką) uzbrojeni byli tylko oficerowie dowodzący akcją tłumienia protestów. Jeżeli Gierek myślał o rzeczywistym awansie cywilizacyjnym Polski, to bez wątpienia również miał rację, zwłaszcza jeśli myślimy o zachodzących wówczas zmianach w kontekście poprzednich dziesięcioleci. W dekadzie lat siedemdziesiątych zmiany, które zaszły w Polsce, były dość głębokie.

Nie oznacza to, że propagandowy slogan: „Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”, został przez Gierka zrealizowany. Dotyczy to szczególnie okresu kryzysu, który nastąpił po pierwszym dynamicznym pięcioleciu jego rządów. Potem „jak już nie szło, to nie szło”. W drugiej połowie lat siedemdziesiątych Polska przeżyła kilka katastrof. Mam na myśli wybuch w Rotundzie PKO w Warszawie w lutym 1979 r., katastrofę samolotu Ił-62 „Mikołaj Kopernik” w marcu 1980 r., katastrofę kolejową pod Toruniem w sierpniu 1980 r. W jakimś stopniu symbolicznym zwieńczeniem tych wypadków była zima stulecia, która na parę tygodni sparaliżowała życie kraju. Wszystkie te wydarzenia (i wiele innych) miały mniejszy lub większy wpływ na nastroje społeczne i kładły się cieniem na rządach Gierka, szczególnie drugim pięcioleciu jego rządów. (PAP)

https://dzieje.pl/

szuk / skp /