Dziennik Gazeta Prawana logo

"Matejko" i włos Napoleona, czyli najsłynniejsi polscy fałszerze pieniędzy

17 stycznia 2016, 21:01
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Stuzłotowe banknoty
Stuzłotowe banknoty/Shutterstock
Niechlubna działalność fałszerzy, potrafi się otrzeć o geniusz. Oto najsłynniejsi polscy fałszerze pieniędzy i ich metody.

Czesława Bojarskiego, polskiego inżyniera budowlanego przedstawiać nie trzeba - zasłynął m.in. tym, że przez 15 lat podrobił blisko milion francuskich franków! Pieniądze zaczął fałszować już po tym jak uciekł z niemieckiego transportu robotników, jadącego do Francji. A, że nie mógł potem znaleźć jakiejkolwiek pracy i do tego nie znał języka, to zdecydował, że wejdzie na drogę przestępstwa. Skrupulatnie się przy tym do tego przygotowywał. Przez pierwsze dwa lata skupił się jedynie na analizowaniu francuskich banknotów i udoskonalaniu własnych metod ich produkcji – potem okazało się, że wytworzone przez niego banknoty były tak dobre, że przez pierwsze trzy lata mógł działać bezkarnie, niezauważony przez nikogo. Wszystko między innymi dlatego, że od prawdziwych banknotów te fałszywe miały się różnić jedynie brakiem jednego włosa na podobiźnie Napoleona. Ba, bank, nie będąc w stanie wycofać wszystkich podrobionych przez Bojarskiego pieniędzy, ostatecznie zdecydował się wyprodukować banknoty z… innym wizerunkiem.

Głośno swego czasu było także o Zdzisławie N., który działał pod pseudonimem "Matejko" – głównie dlatego, że w Krakowie zdobył wykształcenie plastyczne i tam też chciał żyć ze sprzedaży obrazów. "Szybciej i prościej było po prostu malować banknoty", będzie potem mówił o powodach swojej decyzji, by zająć się fałszowaniem pieniędzy. On także długo analizował wygląd banknotów – i tak np. ten o nominale 1 dolara studiował aż półtora roku. Potem dołączył kolejne waluty i już w wolnej Polsce zaczął podrabiać m.in. 100 zł. Zawsze wyposażony w skaner, drukarkę, a także szło powiększające, bo zabezpieczenia nanosił ręcznie. I to na każdy banknot. Jego fałszywki w latach 2006-2008 zaczęły iść w tysiące.

Wbrew pozorom fałszowano jednak nie tylko banknoty, ale także monety – przy czym istnieli specjaliści od poszczególnych nominałów. Przykłady można mnożyć. I tak np. Krzysztof W., wyspecjalizował się w produkcji 5 zł, z kolei Józek Majnert – w produkcji model kolekcjonerskich, w tym. in. talara Zygmunta Starego.

Ten pierwszy przez osiem lat w przydomowym warsztacie w Krakowie wyprodukował łącznie 85 tys. sztuk pięciozłotówek. Jak w przypadku innych najsłynniejszych polskich fałszerzy także był samoukiem – technologii produkcji uczył się bezpośrednio z książek; sam także zbudował maszyny do ich wytwarzania. Od oryginałów jego monety różniły się jedynie wagą – a dokładnie jedną setną grama.

Majnert z kolei, którego technika i pomysłowość sięgała dużo dalej, większość swoich monet bił używając do tego stempli ciętych od ręki. Do dziś do końca nie sposób oszacować, ile sfałszowanych monet wprowadził na rynek antykwaryczny.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj