Jak zauważa Sławomir Koper, Feliks Dzierżyński pod względem liczby pomników w Polsce mógłby swego czasu konkurować z Janem Pawłem II. Do dziś "Krwawy Feliks" cieszy się uznaniem na Białorusi, gdzie przyszedł na świat i gdzie jego imię nosi najwyższy szczyt w tym kraju.

W Polsce opinie na temat współtwórcy Związku Radzieckiego i jednego z najbliższych współpracowników Lenina są raczej jednoznaczne. Choć trzeba przyznać, że Dzierżyński zachowywał się czasem niekonwencjonalnie, przecząc swemu wizerunkowi bezwzględnego polityka, rozmawiającego ze swoimi przeciwnikami wyłącznie za pomocą plutonu egzekucyjnego.

Sławomir Koper przypomina na przykład, że choć "Krwawy Feliks" był twórcą tajnej policji politycznej CzeKa, która bez pardonu rozprawiała się z każdym, kto myślał inaczej niż komuniści, to czasem wykazywał się zaskakującym propolskim sentymentem.

Miał okazję przekonać się o tym hrabia Bogdan Jaksa-Ronikier, który został schwytany przez CzeKa z paszportem na fałszywe nazwisko. Twierdził, że nazywa się Wilhelm Schmidt. Ponieważ przed wybuchem wojny siedział w jednej celi z Feliksem Dzierżyńskim, zażądał widzenia z nim. Ten przyjął go serdecznie, otworzył butelkę przedniego wina z carskich piwnic i obaj panowie do rana dyskutowali po polsku o komunizmie. Jak pisał potem Jaksa-Ronikier w książce "Dzierżyński. Czerwony kat", szef CzeKa zadeklamował na rozstanie wierszowaną strofę, parafrazując Adama Mickiewicza:

Wracaj do domu, ja do lasu muszę
Wy, ludzie, na ten pagórek
Biegajcie sobie i za mą duszę
Zmówcie też czasem paciórek.

Koper przypomina również, że w dniach rewolucji październikowej Dzierżyński również wypuszczał z więzień Polaków, wśród nich między innymi Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego, uczestnika wojny polsko-bolszewickiej i osobistego adiutanta marszałka Józefa Piłsudskiego.

Wobec Józefa Piłsudskiego już takich sentymentów nie przejawiał. Sprzeciwiał się dążeniom do odbudowania niepodległej Polski, twierdził, że tylko pod skrzydłami komunistycznej Rosji Polska może się odrodzić.

Wywiad komunistyczny w 1923 roku przygotował zamach na Józefa Piłsudskiego. Feliks Dzierżyński miał okazję pozbyć się znienawidzonego polityka. Jednak ostro sprzeciwił się tym planom i nie dopuścił do zabójstwa. Nie dlatego jednak, że zmienił zdanie co do marszałka. Jak przypomina Sławomir Koper, "Krwawy Feliks" oświadczył swoim współpracownikom, że gdy w Polsce zwycięży rewolucja, to on Piłsudskiego sam postawi pod murem i rozstrzela.

Feliks Edmundowicz Dzierżyński zmarł niespodziewanie na atak serca 20 lipca 1926 roku. Swojej groźnej obietnicy wobec marszałka Józefa Piłsudskiego na szczęście nie miał okazji dotrzymać.

Sławomir Koper, Wielcy zdrajcy. Od Piastów do PRL, Wydawnictwo Bellona