Mikołaj Wójcik: Czy prezydent ma prawo do niepowoływania rządu w tzw. pierwszym kroku konstytucyjnym?
Ryszard Piotrowski:
W tzw. pierwszym kroku konstytucyjnym premier proponuje prezydentowi skład rządu, a ten może go przyjąć albo nie. Rząd ma mieć zaufanie Sejmu, ale prezydent - jeśli chce - uczestniczy w jego tworzeniu. Albo ze swoich kompetencji zrobi użytek i ułatwi tym samym dalszą współpracę z rządem, albo nie doprowadzi do powołania gabinetu. Ma do tego prawo.

A żądanie przez prezydenta umowy koalicyjnej spisanej między PO a PSL zanim dojdzie do powołania nowej Rady Ministrów?

Konstytucja nie przewiduje takiej sytuacji. Umocowane konstytucyjnie jest tylko żądanie przedstawienia składu rządu. Ale prezydent może stawiać dowolne żądania i od nich uzależniać powołanie rządu. To wszystko ma jednak znaczenie polityczne.

Rozumiem, że lepiej by prezydenta nie ponosiła fantazja.

Tak by było najlepiej. Ale pamiętajmy, że prezydent ma suwerenne prawo tak rozumieć konstytucję, jak uważa. Kieruje się przecież jakimś przekonaniem, że to jest dobre. Konstytucja zakłada jednak, że interpretuje się ją racjonalnie.

A czy prezydent może ingerować w to, kto będzie szefem MON?
To jest myślenie rodem z poprzedniej konstytucji. Obecna nie przewiduje żadnej roli prezydenta na etapie obsadzania stanowisk poszczególnych ministrów. Bez względu na to, czy chodzi o MON, czy resort pracy i polityki społecznej. To, że prezydent za pośrednictwem ministra obrony ma sprawować zwierzchnictwo nad armią to nie zwiększenie, a ograniczenie konstytucyjnej roli głowy państwa. Gdyby szef MON miał być człowiekiem prezydenta, to pośrednictwo nie miałoby sensu. W konstytucji zapisano by, że sprawuje to zwierzchnictwo bezpośrednio.

Konstytucja stwierdza, że prezydent "w zakresie polityki zagranicznej współdziała z Prezesem Rady Ministrów i właściwym ministrem", ale jednocześnie w innym artykule precyzuje, że to rząd "prowadzi politykę wewnętrzną i zagraniczną". Czyli prezydent ma słabszą pozycję.

Konstytucja wymusza współdziałanie między rządem a prezydentem. Ono jest nieodzowne. Głównie w zakresie polityki zagranicznej i obronnej. Wprawdzie rząd prowadzi politykę zagraniczną, ale to prezydent jest najwyższym przedstawicielem państwa. To oznacza, że jest reprezentantem Polski w stosunkach międzynarodowych. Nie można więc traktować tutaj roli prezydenta jako formalnej i wtórnej. Ona jest merytoryczna. Prezydent powinien porozumiewać się z rządem tak, by do konfliktu w tej dziedzinie nie dochodziło.