Przede wszystkim jako niezbyt czytelną manifestację odebrano wizytę minister Anny Fotygi. Zinterpretowano to jako próbę pokazania, że prezydent Kaczyński jest ciągle w grze w sprawie tarczy. Tyle że wcześniej myśleli, że w Polsce rząd i prezydent uzgadniają swoje stanowiska.

Duży problem dla naszej pozycji negocjacyjnej stworzyło to, że nasz rząd odrzucił już wynegocjowane warunki w dniu 4 lipca, a więc amerykańskiego Święta Niepodległości. Politycy amerykańscy bardzo źle to odebrali, można nawet mówić o pewnym szoku. Jeden z moich rozmówców powiedział mi, że w administracji amerykańskiej do dziś zastanawiają się, czy ten afront był zamierzony, czy też wynikał z niezrozumienia przez stronę polską, co robi, w jakim dniu robi, jakie mogą być tego konsekwencje. Mówiąc wprost, z amatorszczyzny.

W USA również dochodzi do konfliktów w łonie władzy wykonawczej. Ale w trakcie ich trwania do opinii publicznej przeciekają szczątkowe informacje, i to przez przypadek. Jeżeli na przykład ktoś w wyniku konfliktu odchodzi ze swojego stanowiska, to tego nie komentuje. Dopiero gdy mija trochę czasu, czasem miesiące, a czasem lata, pojawiają się książki na temat kulis odejścia. Dodatkowo każdy polityk, który odchodzi na emeryturę, od razu pisze wspomnienia.

O tym, że w administracji George'a W. Busha istniał konflikt wokół podjęcia decyzji o wojnie w Iraku, dowiedzieliśmy się rok, dwa lata później. Wtedy zaczęły ukazywać się pierwsze książki na temat różnicy zdań i konfliktu na tym tle. Natomiast w pierwszej fazie wojny w Iraku dla wszystkich było oczywiste, że należy na zewnątrz mówić jednym głosem. I tak jest w każdym kontrowersyjnym przypadku, zwłaszcza gdy w grę wchodzą sprawy ważne dla bezpieczeństwa USA. Gdyby jakiś polityk próbował taki konfliky rozgrywać dla swoich celów, dużo by na tym stracił. Poza tym samo wymienianie nazwiska jakiegoś polityka w kontekście informacji o rywalizacji czy kłótni w administracji osłabia jego pozycję.

Mimo zgrzytów z ostatnich tygodni Amerykanie prawdopodobnie przygotowują się teraz na jeszcze jedną, ostatnią rundę rozmów. A jednocześnie zastanawiają się jednocześnie, co tak naprawdę jest ważne w procesie podejmowania w Polsce decyzji w sprawie tarczy antyrakietowej. Czy są to kwestie merytoryczne, czy pozamerytoryczne, dotyczące wewnętrznej polityki?

Obecnej waszyngtońskiej administracji zależy bowiem na tym, by rozbudowę systemu obrony antyrakietowej posunąć jak najdalej, bo nie wiadomo, jakie będzie stanowisko demokratów, jeśli wygrają wybory. Dlatego jeśli Polska jednak nie zdecyduje się na budowę elementów tarczy w naszym kraju, możliwy jest wariant litewski. Jeszcze kilka tygodni temu, kiedy dziennikarze sugerowali, że odbywają się negocjacje amerykańsko-litewskie, Departament Stanu stanowczo to dementował, podkreślając, że negocjacje w sprawie wyrzutni toczą się tylko z Polską. Zauważyłem, że od kilku dni, jeśli gdzieś pojawiają się spekulacje na temat Litwy, Departament Stanu milczy.

Jeśli Amerykanie poważnie myślą o tarczy antyrakietowej, muszą albo szybko doprowadzić do umowy z Polską, albo szybko znaleźć alternatywę. Musimy realistycznie spojrzeć na kalendarz polityczny w USA. Na przełomie sierpnia i września rusza tak naprawdę cała kampania wyborcza i od tego momentu nikt nie będzie zajmował się tarczą. W listopadzie wybory, na początku roku zaprzysiężenie nowego prezydenta.

Reklama

Do kwietnia, maja będzie trwał proces krzepnięcia nowego gabinetu. Później nowy prezydent zacznie od kwestii najważniejszych dla Amerykanów, a w polityce zagranicznej są to Irak, Afganistan, Iran, konflikt izraelsko-palestyński. A tarcza nie jest priorytetem. Dlatego najwcześniej pod koniec lata czy na początku jesieni Amerykanie mogliby na nowo zająć się tarczą antyrakietową. I to przy założeniu, że wygrałby John McCain. Bo gdyby wygrał Barack Obama to kontynuowanie prac nad systemem obrony antyrakietowej stanęłyby pod znakiem zapytania.

Zbigniew Brzeziński, doradca Baracka Obamy, już zapowiedział, że najpierw dokładnie należy przyjrzeć się, czy warto kontynuować rozbudowę tarczy. Jeśli ten przegląd nie doprowadzi do rezygnacji z instalacji jej elementów w Polsce, czy wręcz rezygnacji z całej tarczy, to przynajmniej może bardzo opóźnić cały proces.

Nawet jeśli wygra McCain, to i tak nie ma pewności, że jego administracja chciałaby kontynuować rozmowy z Polską. Amerykanie są bardzo racjonalni i pragmatyczni. Skoro z Polską negocjacje trwają co najmniej dwa lata, to gdyby się teraz nie zakończyły porozumieniem, to wracanie do nich za rok z punktu widzenia Amerykanów nie miałyby większego sensu. Zwłaszcza że zainteresowanie tarczą wyrażała na początku Wielka Brytania, jest aktualna kwestia Litwy. Amerykanie po prostu nie lubią wracać tam, gdzie się nie udało im się odnieść sukcesu. Poza tym jak wiadomo, nie lubią być traktowani w sposób, ich zdaniem, im nienależny. Jeśli Polska chce mieć tarczę, musi więc negocjacje zakończyć teraz.