Od polityki wschodniej po bezpieczeństwo i kryzys gospodarczy, właściwie we wszystkich najważniejszych kwestiach Berlin wykonał w ostatnich tygodniach ruchy, które nawet przy najlepszej woli trudno uznać za przyjazne wobec naszego kraju.
Najbardziej spektakularny okazał się atak niemieckiej dyplomacji na projekt budowy w Polsce amerykańskiej bazy tarczy antyrakietowej. Steinmeier, szef niemieckiego MSZ, wykorzystał pierwszy kontakt z nową administracją USA, aby zaapelować do złożenia tej inwestycji na ołtarzu poprawy stosunków z Moskwą. Co szczególnie bulwersujące, o tej inicjatywie polska dyplomacja dowiedziała się z gazet. Gdy w taki sam sposób przed sześciu laty postąpił premier Leszek Miller, nie informując kanclerza Schroedera o zamiarze przyłączenia się Polski do amerykańskiej interwencji w Iraku, Berlin zareagował wielomiesięcznym ochłodzeniem stosunków z Warszawą. Nasz rząd na razie woli przemilczeć sprawę, ale i w tym przypadku nie uda się uniknąć ochłodzenia kontaktów przez Odrę.
Inicjatywą, która miała połączyć Polskę i Niemcy po dojściu do władzy Donalda Tuska, miało być wspólne forsowanie w Brukseli interesów Ukrainy i innych krajów b. ZSRR. Tu jednak także doszło do spektakularnej porażki. W decydującym dla przyszłości Kijowa okresie wojny gazowej . Kanclerz Merkel chce bowiem ze zdwojoną energią forsować budowę pod nowego gazociągu pod Bałtykiem, wspierając w ten sposób lansowaną przez Władimira Putina tezę o tym, że nie można polegać na Ukrainie jako państwie tranzytowym. Już wcześniej Berlin najmocniej zaangażował się w storpedowanie amerykańskiej inicjatywy stopniowego przyjęcia do NATO naszego wschodniego sąsiada.
W trudnych momentach kryzysu Niemcy nie zrobiły też nic, aby w imię europejskiej solidarności choćby werbalnie wesprzeć sąsiada zza Odry. Wiadomo już, że Republika Federalna, jako jedyny obok Austrii kraj Unii, pozostanie zamknięta dla polskich pracowników. W przeciwieństwie nawet do Francji, przecież nie tak dawno owładniętej paniką przed "polskim hydraulikiem", niemieckie władze nawet nie spróbowały przekonać swoich obywateli do liberalizacji stosunków gospodarczy z Polską. W samej Brukseli kanclerz Merkel najmocniej zaangażowała się zaś przeciwko jakiejkolwiek bardziej ambitnej, wspólnej inicjatywie na rzecz przełamania kryzysu. Obawiała się, że z funduszy niemieckich podatników mogą także skorzystać uboższe kraje UE, takie, jak Polska.
Czy w tej sytuacji, nie znajdując odzewu ze strony Niemiec, rząd Donalda Tuska powinien zmienić swoją strategię dyplomatyczną ?
Większość z nas tego by nie chciała. Paradoksalnie to . 1 maja, w dniu, w którym Niemcy utrzymają zakaz pracy dla naszych obywateli, Polska zniesie zakaz kupowania przez Niemców działek rekreacyjnych. Nikt w naszym kraju nie wyraża z tego powodu obaw, większość o wprowadzeniu swobody sprzedaży nieruchomości cudzoziemców wręcz nie pamięta.
Dobre stosunki z Niemcami są Polsce potrzebne jak nigdy dotąd. Wobec odradzającej się potęgi autorytarnej Rosji, Polska nie może balansować między Wschodem i Zachodem, jak to było w latach 30. zeszłego wieku. Dobre kontakty z Berlinem są tym bardziej potrzebne, że polityka nowego amerykańskiego prezydenta wobec naszego regionu pozostaje niepewna.
Jednak złudzenie, że na linii Warszawa-Berlin uda się dokonać równie spektakularnego pojednania, do jakiego doprowadził między Berlinem i Paryżem przed pół wiekiem generał De Gaulle, musi zniknąć. Po napięciach za czasów poprzedniego rządu,