Reklama

Sprawy obyczajowe nie powinny być przedmiotem rozważań publicznych, ale konflikt między Januszem Palikotem a jego byłą żoną dotyczy osoby publicznej. A w takich przypadku nie ma tajemnic. Wszyscy mówią o wszystkim. Wyborcy są zainteresowani, na ile ich przedstawiciel w Sejmie jest osobą wiarygodną i czy wywiązuje się ze swoich wszystkich zobowiązań. Tutaj nie chodzi przecież o kwestie damsko-męskie, tylko o to, czy ktoś płaci alimenty i wywiązuje się z zobowiązań, które ma wobec dzieci. Przecież one nie ograniczają się do płacenia alimentów, ale należy się również z dziećmi spotykać, zabierać je na wakacje, kontaktować się z nimi. O tym wszystkim Polacy chcą wiedzieć, a media odpowiadają na zapotrzebowanie. To nakręca się jak spirala.

Nagłośniony konflikt między Januszem Palikotem a byłą żoną może zaszkodzić jego politycznej wiarygodności, jeśli okazałoby się, że niedostatecznie interesował się sprawami swoich dzieci. Jeżeli rzeczywiście odciął im elektryczność, to tak zamożny człowiek nie może tłumaczyć się tym, że skoro przepisał majątek na swoich synów, to nie ma obowiązku płacenia rachunków. Istnieje coś takiego jak ludzka życzliwość, miłość do dzieci, zrozumienie ich potrzeb, zwłaszcza jeżeli chodzi o człowieka bardzo zamożnego, dla którego zapłacenie rachunków nie jest problemem. Z drugiej jednak strony nie znam sytuacji materialnej jego żony, a jeżeli jest dobra, to mogła płacić.

To, czy ta sprawa zaszkodzi Januszowi Palikotowi, będzie zależało od sposobu przedstawienia tego w mediach. Media mogą takie sprawy przedstawiać w sposób życzliwy lub negatywny. Jeżeli przedstawią to życzliwie dla Janusza Palikota, to mu nic nie zaszkodzi, jeśli zaś będą przedstawiać tę sytuację nieżyczliwie, to oczywiście mogą mu zaszkodzić. Najlepiej byłoby, gdyby media przedstawiły to prawdziwie.