W najnowszym projekcie projektu (bo tak to trzeba to nazwać) pojawiły się dwa konkretne punkty. Pierwszy to ograniczenie władzy prezesa na rzecz kolegium. Drugi to obsadzenie kolegium tylko
przez naukowców z tytułem co najmniej doktora habilitowanego, z rekomendacją senatów dwóch uczelni.
.
Pomysł na ograniczenie władzy prezesa to reakcja na działalność Janusza Kurtyki. Czyli kolejny przykład pisania ustaw przeciw konkretnemu człowiekowi. IPN w założeniu ma być instytucją
niezależną od władzy państwowej, rządzoną kadencyjnie w niezakłócony sposób. Jeśli dziś zostanie uchwalone lex Kurtyka, po tylko by zdjąć tę konkretną osobę ze stanowiska, a jego
następcę zamienić w figuranta, to możemy być pewni, że w przyszłości będą pisane ustawy pod kolejnych prezesów. Coś, przy zachowaniu proporcji, jak w latynoskim systemie prawnym, gdzie
każdy dyktator i prezydent pisał własną konstytucję.
IPN pod jego kierownictwem budzi kontrowersje, ale wydaje masę książek, organizuje tysiące (to nie
przesada, lecz fakt) wystaw, prowadzi szerokie badania naukowe. A uzależniony od wielogłowego kolegium prezes może wybrać spokój i trwanie. Bo po co się wychylać i narażać?
Samo zaś Uniwersyteckie senaty to ciała szacowne,
ale też nękane przypadłościami typowymi dla korporacji. Jeśli będą musiały wybrać między konformizmem i spokojem a fermentem i kontrowersjami to postawią na to pierwsze.
Cisza, spokój, brak sporów to cecha cmentarzy. Debata, spór i kontrowersje to rzeczy towarzyszące naukom humanistycznym. Takim jak historia najnowsza.
_________________________