Dziennik Gazeta Prawana logo

"PiS oddala się od Rydzyka"

12 października 2007, 16:14
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
Premier Kaczyński zdoła zapewne załagodzić konflikt z ojcem Rydzykiem, ale ich sojusz nigdy już nie będzie tak bliski jak wcześniej - pisze w DZIENNIKU Michał Karnowski.
Rządy przemijają i prezydenci też przemijają - odwieczne motto wszystkich politycznie rozczarowanych można w ostatnich dniach często usłyszeć na antenie Radia Maryja. I choć na razie nie ma tam głośnej i ostrej krytyki Prawa i Sprawiedliwości, to wyraźnie słychać ton zawodu. I przestrogę, że i PiS ludzie mogą kiedyś wypluć.

Na razie tylko tyle. Oprócz głośnego - powielonego także w "Naszym Dzienniku" - wybuchu złości ojca Tadeusza Rydzyka po wspólnym apelu kilkudziesięciu dziennikarek i prezydentowej Kaczyńskiej, innych ataków nie było. Nie pojawiły się także publiczne pochwały Ligi Polskich Rodzin, konkurenta PiS do względów toruńskiego radia.

A więc nic się nie stało? Stało. Zaproszenie do Pałacu Prezydenckiego dziennikarek, w tym lewicowych, i działaczek feministycznych, a także apel prezydentowej o zablokowanie zwiększających ochronę życia zmian w konstytucji, dotknęło bowiem najważniejszych elementów tożsamości środowiska Radia Maryja. Było publicznym policzkiem i upokorzeniem. Złamaniem sojuszu, w którym oba ośrodki pozostają samodzielne i różne, ale za wszelką cenę starają się nie atakować. I nawet jeśli otwarta wojna nie wybuchnie, to tak duże pęknięcie trudno będzie załatać.

Niewdzięczność PiS

Z prawej strony PiS powstała szczelina, którą próbuje wejść Roman Giertych. Na razie bezskutecznie. Ale jutro? A może sztuka ta uda się komuś innemu? "Te emocje pozostaną. PiS boleśnie uraziło ojca Rydzyka, nie okazało się dość wdzięczne. A Rydzyk ma dobrą pamięć i nie zapomina. To widać po tym, jak ciężko wrócić Romanowi Giertychowi do łask" - ocenia sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna. I wydaje się, że tym razem nie są to życzenia opozycji, ale słuszna diagnoza. W jednej chwili poważnie nadwerężona została bowiem krucha konstrukcja, budowana przez Jarosława Kaczyńskiego w czasie całej poprzedniej kadencji i już po objęciu rządów. Konstrukcja, która wydawała się spełnieniem jego snów o wielkiej centroprawicowej formacji: od Marka Jurka po Zytę Gilowską.

Dziś trudno w to uwierzyć, ale były czasy gdy między Radiem Maryja a obozem obecnego premiera panowały arktyczne temperatury. Kaczyński, określający się jako katolik środka, wielokrotnie krytykował ojca Rydzyka. Publicznie pytał nawet o rosyjskie powiązania radia bez problemów stawiającego nadajniki na terenie Rosji. Wspominał, jak próbował słuchać Radia Maryja, ale zbyt często trafiał na krytykę siebie i swojej formacji. Jeszcze w kampanii 2002 roku rozgłośnia popierała Ligę Polskich Rodzin i niektóre nurty Akcji Wyborczej Solidarność. Prezes PiS po raz pierwszy pojawił się w studiu rozgłośni dopiero dwa lata temu. Argumentował, że radio się zmieniło; przesunęło w kierunku antypeerelowskim i antyrosyjskim. Faktycznie, trudno zaprzeczyć, że Radio Maryja wyrugowało jawnie antysemickie i zbyt obskuranckie głosy słuchaczy.

Ale i sam Jarosław Kaczyński przeszedł przemianę. Porzucił sporą część inteligenckich mitów i przywiązań. Uznał, że ludowy katolicyzm Radia Maryja jest najlepszą z możliwych odpowiedzi na te nurty współczesnej cywilizacji liberalnej, które budzą jego niepokój. No i dostrzegł realną siłę struktur związanych z Radiem Maryja, będących przecież nie tylko grupą medialną, ale i organizacją quasi-polityczną, zdolną do szybkiego i długotrwałego mobilizowania zwolenników.

Tak doszło do zbliżenia, które w kampaniach 2005 roku przybrało formę jawnego sojuszu. A potem, już po objęciu władzy, Kaczyński i jego ministrowie - a wcześniej także premier Kazimierz Marcinkiewicz - przełamali izolację środowiska Radia Maryja. Ich wizyty w radiu i Telewizji Trwam, a czasami nawet materiały na wyłączność, takie jak podpisanie paktu stabilizacyjnego, transmitowane tylko w tych mediach, na trwałe chyba włączyły je w główny obieg medialny. "Nasz Dziennik" dołączył do grupy często cytowanych przez inne media gazet w Polsce. To przyniosło ojcu Rydzykowi ogromną satysfakcję i głębokie poczucie wdzięczności. Okazywał ją, gdy tylko mógł; w trakcie największych nawet perturbacji bez mrugnięcia stał przy rządzie i koalicji. W dniach afery z taśmami Renaty Beger, w sporze o obwodnicę Augustowa, w chwili wypędzenia z rządu Kazimierza Marcinkiewicza.

I nawet w czasie seksafery, kiedy goszczącemu wielokrotnie na antenie Radia Maryja Andrzejowi Lepperowi ani razu nie zadano pytania o patologiczne stosunki damsko-męskie panujące w jego partii i gromadzie. W imię trwania koalicji zapewne. Krótko mówiąc, na ojca Rydzyka Jarosław Kaczyński mógł liczyć zawsze.

Masakra w Pałacu

I tak bez drgań aż do 8 marca, kiedy pomyślane jako wesołe spotkanie w Pałacu Prezydenckim, zorganizowane w modnym wśród młodzieży peerelowskim stylu z goździkami i wręczaniem rajstop, przerodziło się w coś, co jeden z posłów PiS nazywa w nieoficjalnej rozmowie masakrą. A Jacek Kurski z PiS mówi o "błędzie w skutkach, choć nie w intencjach". Coś, czego Roman Giertych nie chce w rozmowie z DZIENNIKIEM nawet komentować, bo - jak mówi - musiałby używać bardzo ostrych słów, w jakich nie wypada mówić o prezydentowej. Coś, z czego premier Jarosław Kaczyński musi się tłumaczyć, stwierdzając wczoraj w wywiadzie dla Programu I Polskiego Radia, że "moja bratowa została wprowadzona w błąd". To reakcja oficjalna. Bo nieoficjalnie wiadomo, że sama impreza i jej reperkusje wprowadziły premiera w z trudem hamowaną wściekłość.

Nieszczęśliwie dla PiS i Kaczyńskiego cała sprawa nałożyła się bowiem na zaskakująco silny konflikt na tle zmian w konstytucji w łonie samego PiS. Charakterystyczna była zresztą reakcja marszałka Sejmu Marka Jurka goszczącego w Radiu Maryja w chwili, gdy ojciec Rydzyk zaatakował Marię Kaczyńską. Ten były polityk ZChN, a potem Przymierza Prawicy wchłoniętego przez PiS, nie zaprotestował przeciwko słowom o szambie, jakie przybyło do prezydentowej. Zamiast tego Jurek mówił, iż "rozumie poczucie zawodu", przypominał, że PiS ma dobre intencje.

W co gra Marek Jurek?

Jeśli dołożyć do tego wcześniejsze nazwanie Przemysława Gosiewskiego, bliskiego przecież współpracownika premiera, szkodnikiem i publiczne dywagowanie o głębokości podziałów w partii, to jawi się obraz polityka, który świadomie podejmuje grę z Kaczyńskim. Polityka niewątpliwie motywowanego ideowo, dla którego sprawa ochrony życia zawsze była niezwykle istotna. Ale jednocześnie lidera czującego, że to dobry moment, by zaznaczyć własną odrębność. "I chyba niechcącego wychodzić z PiS, ale na pewno myślącego o budowie własnej frakcji, zdolnej do postawienia kilku warunków przed kolejnymi wyborami" - ocenia jeden z polityków Prawa i Sprawiedliwości.

Kaczyński czuje tę determinację Jurka i włożył sporo pracy, by jego partia wyszła ze sprawy zmian w konstytucji nieskłócona. Wbrew własnemu przekonaniu dał zgodę Marszałkowi na prowadzenie dalszych prac w tej sprawie, choć obarczył go też całą odpowiedzialnością. Wypracowany kompromis - polegający na wpisaniu do artykułu 30 konstytucji pojęcia godności płodu ludzkiego - dawał też szansę na spacyfikowanie ofensywy Romana Giertycha. Bo lider LPR konsekwentnie próbuje uczynić ze spraw cywilizacyjnych i obyczajowych swój sztandar. Podnosi kwestię stosunku do homoseksualistów, chce pełnego zakazu aborcji, broni oskarżanego o współpracę z SB biskupa Wielgusa. "Chce obejść PiS z prawej strony. Zwraca się do ojca Rydzyka i radykalnie prawicowego wyborcy, mówiąc co chwila: oto jestem, wierny i prawowierny" - ocenia politolog doktor Marek Migalski.

I coś w tym jest. "Ja nie mówię, że nie działamy w demokratycznym systemie i nie chcemy głosów, ale w tych sprawach od lat głosimy to samo z taką samą intensywnością. Nie można nam postawić zarzutu koniunkturalizmu. Ale najbardziej chcielibyśmy, by PiS nas popierał" - dodaje złośliwie wicepremier i minister edukacji. Polityk PiS komentuje: "No tak, cieszy się, bo prezydentowa idealnie zagrała w jego scenariuszu!"

Giertych wraca do łask Rydzyka
Czy zatem Roman Giertych wraca do łask ojca Rydzyka? Marek Migalski jest sceptyczny. Jak mówi, gdyby efektem miało być całkowite zerwanie, już by do niego doszło. Ale klucze do spiżarni trzyma PiS i toruński redemptorysta doskonale o tym wie. "Radio Maryja to de facto trzecia rządowa przystawka i po prostu ostro gra o swoje wpływy i interesy, także te ideowe. Pilnuje linii rządu i reaguje w takich przypadkach, jak ten z 8 marca" - ocenia. Słowa przypadek używa też Kurski: "To był przypadek i on wyznaczył krótkotrwały konflikt o wartości. To przykra, trudna dla nas historia, ale zapewniam, że nie damy się okrążyć z prawej strony" - przekonuje.

Kiedy zatem Lech Kaczyński ponownie zagości w Radiu Maryja? "Nie potrafię powiedzieć" - kwaśno odpowiada rzecznik PiS Adam Bielan. A Jarosław Kaczyński? "Mam nadzieję, że wkrótce" - mówi.

To była wpadka
Ale ojciec Rydzyk też pozwolił sobie na dużo i jakaś kwarantanna wydaje się nieunikniona. A prezydentowi długo będzie pamiętał przygodę z Moniką Olejnik piszącą Marii Kaczyńskiej polityczne oświadczenia. Adam Bielan przekonuje, że cała sprawa może wyjść jego partii na dobre. Prezydent pokazuje się bowiem jako osoba różna od brata premiera. "Naprawdę się różnią, więc rozjazd ich wizerunków jest naturalny i był nieuchronny. Jarosław jest bardziej konserwatywny, Lech nieco centrowy" - mówi. Także zdaniem Migalskiego prezydent musi pamiętać, że wybory wygrywa się większością 51 procent. Prezesowi PiS wystarczy twarde 25-30 procent. Ale, wbrew zawiłym interpretacjom doradców, to wcale nie była przemyślana korekta kursu, ale zwykła wpadka.

Zresztą, jak nieoficjalnie słychać, były już próby kontaktu przedstawicieli obu stron. Nie ma jednak wątpliwości, że tak miło, jak było przed 8 marca, już długo nie będzie. Są i inne konsekwencje - pisowski amalgamat różnych nurtów prawicowych, o jakim mówił i Marek Jurek, i premier, nie jest tak jednorodny, jak do tej pory sądzono. Ten konflikt Kaczyńscy zdołają zapewne załagodzić. Ale warto zapamiętać całą sprawę. Bo najważniejsza w niej nie była wcale objawiona różnica zdań czy gromy ojca Rydzyka, ale fakt, jak nieprzemyślane są działania Pałacu Prezydenckiego. Jak łatwo premier może stracić obecnych sojuszników. Bo dobra polityka może być centrowa, prawicowa albo nawet amalgamatowa. Ale nigdy przypadkowa. Przystawki żywią się przypadkami.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj