"Dzieci powinny widzieć, że głoszone przez rodziców deklaracje idą w parze z ich zachowaniem. Stosowanie podwójnych standardów jest zabójcze dla autorytetu - pisze w "Fakcie" Bronisław Komorowski, wicemarszałek Sejmu, poseł PO, ojciec pięciorga dzieci.
By uchronić dzieci przed licznymi zagrożeniami, jakie czają się w świecie (alkohol, narkotyki, ryzykowne przyjaźnie czy związki), niekoniecznie trzeba być samemu
dla nich bohaterem bez skazy, idealnym drogowskazem, przykładem, zawsze czuwającym opiekunem dającym, stuprocentowe poczucie bezpieczeństwa, a nawet swoistą tamą przed zagrożeniami świata.
Wszak dzieci wchodząc w wiek naturalnego, młodzieńczego buntu, łatwo taką "pomnikową" postawę odrzucają, a szukając owoców zakazanych, wpadają w różnego rodzaju
pułapki.
Sądzę więc, że tym ważniejsze jest środowisko rówieśnicze, w którym dziecko postawy kolegów uzna czasami za ważniejsze od przykładu rodzicielskiego. Oczywiście optymalna jest sytuacja, kiedy wzorce wychowawcze wynoszone z domu rodzinnego pokrywają się, a przynajmniej nie są sprzeczne, z postawami i wartościami panującymi w środowisku rówieśników.
Nie warto otaczać dzieci kloszem, który izoluje je od problemów świata. Przecież młody człowiek wcześniej czy później będzie musiał się z nimi zmierzyć. W wychowaniu najlepiej łączyć stanowczość z serdecznością i czułością. Dla dzieci trzeba być także partnerem, a stan idealny jest wtedy, gdy między tymi elementami jest zachowana równowaga.
Stosowanie kar cielesnych nie jest dobrą metodą budowania autorytetu. Kara cielesna to przede wszystkim sposób rodziców na odreagowanie własnych stresów, to przejaw rodzicielskiej bezradności i zniecierpliwienia. W ten sposób dziecko niczego się nie uczy i na pewno nie dowiaduje się, jak radzić sobie z agresją. Lanie jest tylko przejawem słabości dorosłych. Autorytet buduje się inaczej. Uznając prawo rodziców do karcenia fizycznego, szczególnie małych dzieci, sam wstydzę się dzisiaj każdego lania, które było udziałem moich własnych.
Trzeba być wiarygodnym i konsekwentnym. Dzieci powinny widzieć, że głoszone przez rodziców deklaracje idą w parze z ich zachowaniem. Dzieci świetnie wyłapują fałsz i szybko potrafią się zorientować, gdy ktoś mówi jedno, a robi coś innego. Stosowanie podwójnych standardów jest zabójcze dla autorytetu. Czasami lepiej przyznać się do błędu czy słabości.
Ważne jest także dawanie dzieciom poczucia bezpieczeństwa, ale rozumianego jako asekuracja życiowa, a nie jako pełna, nieprzenikalna osłona. Gdy dziecko ma problemy w szkole, z przyjaciółmi czy na studiach, musi wiedzieć, że w domu znajdzie wsparcie. Musi wiedzieć, że jest ktoś silniejszy, kto w razie czego weźmie na siebie wspólne dźwiganie części problemów, ktoś, kto stanie się piorunochronem w życiowych burzach.
Dzieciom od małego należy też wpajać zasady. Wychowanie to przejaw miłości, a nie tresura. Warto kształtować dzieci na prawych ludzi, którzy w przyszłości bez problemu odróżnią wartości od własnego interesu.
Warto uczyć dzieci dzielności. To oznacza, że jest się nastawionym na samodzielne zdobywanie, a nie na to, że wszystko jest podane na tacy. Być dzielnym oznacza umieć zmierzyć się ze światem na każdym etapie: w szkole, w pracy, w życiu osobistym. Być dzielnym to mieć świadomość, że życie nie jest usłane różami i nie bać się go.
W dzieciach należy również kształtować poczucie własnej wartości. Im lepiej rodzicom to wychodzi, tym lepiej dzieci sobie radzą w pokonywaniu życiowych trudności. Warto kreować postawy prospołeczne. Ja realizowałem się w harcerstwie, a dzieci w Przymierzu Rodzin lub KiK-u, w których potem same stawały się wychowawcami.
Zaszczepiajmy także w dzieciach radość życia. Tak, by potrafiły cieszyć się z tego, co mają, i nie odczuwały boleśnie dyskomfortu z powodu tego, że czegoś im brakuje.
Dobrze jest znać środowisko, w którym wyrastają nasze pociechy. Tak było w naszym przypadku. Wiedzieliśmy, z kim się przyjaźnią, gdzie chodzą. Nie był to jednak rozbudowany aparat kontroli, tylko łatwość w przepływie informacji pomiędzy rodzicami, o czym wszystkie dzieci doskonale wiedziały, a nawet słyszały rodzicielskie tamtamy przesyłające nowiny z rodziny do rodziny.
Pamiętajmy, że dzieci przychodzą na świat z charakterem, który po części wynika z genów dziedziczonych po przodkach. Im jestem starszy i im więcej moich dzieci jest już samodzielnych, tym bardziej doceniam rolę uwarunkowań genetycznych. Ostatecznie dzieci wychowywane w takich samych warunkach i na takich samych zasadach wyrastają na zupełnie innych ludzi.
Dzisiaj z pokorą powinienem się przyznać, że czasami właśnie mniejsze zapędy wychowawcze rodziców są gwarancją pozytywnego efektu końcowego. Rolą rodziców jest wydobyć z tego charakteru to, co najlepsze, starając się jedynie ograniczyć wpływ cech negatywnych. Rodzice podczas wychowania mogą dużo popsuć, jeśli nie zaakceptują tego faktu. Próbując na siłę zmienić charakter dziecka, można go tylko wypaczyć.
Sądzę więc, że tym ważniejsze jest środowisko rówieśnicze, w którym dziecko postawy kolegów uzna czasami za ważniejsze od przykładu rodzicielskiego. Oczywiście optymalna jest sytuacja, kiedy wzorce wychowawcze wynoszone z domu rodzinnego pokrywają się, a przynajmniej nie są sprzeczne, z postawami i wartościami panującymi w środowisku rówieśników.
Nie warto otaczać dzieci kloszem, który izoluje je od problemów świata. Przecież młody człowiek wcześniej czy później będzie musiał się z nimi zmierzyć. W wychowaniu najlepiej łączyć stanowczość z serdecznością i czułością. Dla dzieci trzeba być także partnerem, a stan idealny jest wtedy, gdy między tymi elementami jest zachowana równowaga.
Stosowanie kar cielesnych nie jest dobrą metodą budowania autorytetu. Kara cielesna to przede wszystkim sposób rodziców na odreagowanie własnych stresów, to przejaw rodzicielskiej bezradności i zniecierpliwienia. W ten sposób dziecko niczego się nie uczy i na pewno nie dowiaduje się, jak radzić sobie z agresją. Lanie jest tylko przejawem słabości dorosłych. Autorytet buduje się inaczej. Uznając prawo rodziców do karcenia fizycznego, szczególnie małych dzieci, sam wstydzę się dzisiaj każdego lania, które było udziałem moich własnych.
Trzeba być wiarygodnym i konsekwentnym. Dzieci powinny widzieć, że głoszone przez rodziców deklaracje idą w parze z ich zachowaniem. Dzieci świetnie wyłapują fałsz i szybko potrafią się zorientować, gdy ktoś mówi jedno, a robi coś innego. Stosowanie podwójnych standardów jest zabójcze dla autorytetu. Czasami lepiej przyznać się do błędu czy słabości.
Ważne jest także dawanie dzieciom poczucia bezpieczeństwa, ale rozumianego jako asekuracja życiowa, a nie jako pełna, nieprzenikalna osłona. Gdy dziecko ma problemy w szkole, z przyjaciółmi czy na studiach, musi wiedzieć, że w domu znajdzie wsparcie. Musi wiedzieć, że jest ktoś silniejszy, kto w razie czego weźmie na siebie wspólne dźwiganie części problemów, ktoś, kto stanie się piorunochronem w życiowych burzach.
Dzieciom od małego należy też wpajać zasady. Wychowanie to przejaw miłości, a nie tresura. Warto kształtować dzieci na prawych ludzi, którzy w przyszłości bez problemu odróżnią wartości od własnego interesu.
Warto uczyć dzieci dzielności. To oznacza, że jest się nastawionym na samodzielne zdobywanie, a nie na to, że wszystko jest podane na tacy. Być dzielnym oznacza umieć zmierzyć się ze światem na każdym etapie: w szkole, w pracy, w życiu osobistym. Być dzielnym to mieć świadomość, że życie nie jest usłane różami i nie bać się go.
W dzieciach należy również kształtować poczucie własnej wartości. Im lepiej rodzicom to wychodzi, tym lepiej dzieci sobie radzą w pokonywaniu życiowych trudności. Warto kreować postawy prospołeczne. Ja realizowałem się w harcerstwie, a dzieci w Przymierzu Rodzin lub KiK-u, w których potem same stawały się wychowawcami.
Zaszczepiajmy także w dzieciach radość życia. Tak, by potrafiły cieszyć się z tego, co mają, i nie odczuwały boleśnie dyskomfortu z powodu tego, że czegoś im brakuje.
Dobrze jest znać środowisko, w którym wyrastają nasze pociechy. Tak było w naszym przypadku. Wiedzieliśmy, z kim się przyjaźnią, gdzie chodzą. Nie był to jednak rozbudowany aparat kontroli, tylko łatwość w przepływie informacji pomiędzy rodzicami, o czym wszystkie dzieci doskonale wiedziały, a nawet słyszały rodzicielskie tamtamy przesyłające nowiny z rodziny do rodziny.
Pamiętajmy, że dzieci przychodzą na świat z charakterem, który po części wynika z genów dziedziczonych po przodkach. Im jestem starszy i im więcej moich dzieci jest już samodzielnych, tym bardziej doceniam rolę uwarunkowań genetycznych. Ostatecznie dzieci wychowywane w takich samych warunkach i na takich samych zasadach wyrastają na zupełnie innych ludzi.
Dzisiaj z pokorą powinienem się przyznać, że czasami właśnie mniejsze zapędy wychowawcze rodziców są gwarancją pozytywnego efektu końcowego. Rolą rodziców jest wydobyć z tego charakteru to, co najlepsze, starając się jedynie ograniczyć wpływ cech negatywnych. Rodzice podczas wychowania mogą dużo popsuć, jeśli nie zaakceptują tego faktu. Próbując na siłę zmienić charakter dziecka, można go tylko wypaczyć.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|