Europa musi uzgodnić wspólny system wartości
Lech Wałęsa, prezydent RP w latach 1990-1995;


Unia Europejska w dzisiejszym kształcie nie jest w stanie sprostać wyzwaniom współczesnego świata. Strukturalnie, organizacyjnie, a także programowo nie jest do tego zdolna. UE powstała 50 lat temu i przez te pół wieku nieznacznie tylko skorygowała swój sposób funkcjonowania. A świat poszedł do przodu i UE też musi to wreszcie dostrzec.

Aby Unia się zmieniła, do głosu musi dojść nowe pokolenie, nie obciążone brzemieniem wojny i komunizmu. Ludzie, którzy są wolni od tego piętna, będą w stanie zbudować program i struktury na miarę współczesności.

Krokiem ku zmianom na pewno nie jest Traktat Konstytucyjny. Eurokonstytucja hołduje tak zwanej koncepcji wolnościowej. Zgodnie z nią wszyscy Europejczycy są wolni, mogą zrzeszać się jak tylko chcą, panuje też absolutna wolność ekonomiczna, rynek reguluje wszystko. A prawdziwa globalizacja i współdziałanie, które może przynieść efekty, są możliwe tylko wówczas, gdy wypracujemy wspólny system wartości.
Druga koncepcja mówi, że Europa musi uzgodnić katalog przykazań opartych na wartościach religijnych i świeckich. Dopiero na nich można budować ekonomię i politykę oraz wszystkie pozostałe dziedziny. Jako człowiekowi sumienia ta koncepcja jest mi najbliższa.

Na 50-lecie Unii Europejskiej życzyłbym jej więc przede wszystkim zaszczepienia wartości, na których będą opierać się wszystkie rozwiązania regulujące nasze życie. Unia Europejska jest dziś potrzebna. Żeby się liczyć we współczesnym świecie, Europa musi działać wspólnie. Globalizacja skurczyła świat. Informacja, ekologia, czy ekonomia to dziedziny, które nie znają granic. Nie mamy więc wyboru. Do młodego pokolenia Polaków należy wypracowanie w Europie takiego miejsca dla naszego kraju, na jakie zasługujemy. Polska musi zostać doceniona z powodu naszej wielkości geograficznej, intelektualnej i historycznej.


Unia powinna mieć szersze kompetencje
Valery Giscard d'Estaing, prezydent Francji w l. 1974-1981 i były przewodniczący Konwentu do spraw Przyszłości Europy, przygotowującego projekt eurokonstytucji


W pięćdziesiąt lat po traktatach rzymskich obraz wyłaniający się z badań opinii publicznej dotyczący stosunku obywateli UE do politycznej Europy jest mieszaniną oczekiwań i niezadowolenia. Pragnieniem nas wszystkich jest zaistnienie na światowej scenie politycznej silnej i zjednoczonej Europy, zdolnej do utrzymania swojej pozycji i obrony swoich wartości w szybko zmieniającym się świecie.

Przyczyny niezadowolenia obywateli w stosunku do Europy politycznej są złożone, można jednak wyróżnić dwie główne linie. Pierwsza z nich jest związana z faktem, że w ostatnich dekadach rządzący Unii, postawieni wobec sławetnego dyptyku rozszerzenie i pogłębienie, który pojawił się po raz pierwszy w latach 70., dali pierwszeństwo rozszerzeniu, bez wcześniejszego ustalenia strategii działania związanej z pogłębieniem.

Istotną rolę odegrały w tym wypadku wydarzenia historyczne, w szczególności wyzwolenie krajów Europy Centralnej i Wschodniej spod zwierzchnictwa sowieckiego. Powiększeniu Europy o te kraje, całkowicie uzasadnionemu, niemniej jednak skomplikowanemu i różnorodnemu, powinno było towarzyszyć, lub wręcz je poprzedzać, przyspieszone pogłębienie struktur UE. Tymczasem, z chwalebnym wyjątkiem wprowadzenia euro jako waluty europejskiej, stało się zupełnie odwrotnie: proces pogłębienia uległ spowolnieniu, nie udało nam się wyjść z impasu podczas szczytów w Amsterdamie i w Nicei i do dziś obowiązują nas traktaty tam zawarte.

W rezultacie instytucje politycznej Europy są oderwane od rzeczywistości, nie spełniają wyznaczonych im funkcji, nie są rozpoznawalne przez obywateli ani nawet faktycznie demokratyczne. Krótko mówiąc, instytucje te nie spełniają wymogów wydajności ani demokratyczności, opartych na równości praw obywatelskich. Druga przyczyna niezadowolenia tkwi w przekonaniu, że rezultaty osiągnięte przez Unię są niewystarczające i jej działanie jest oceniane przez społeczeństwo jako mierne.

Na tę już i tak niezbyt pozytywną ocenę wpływa dodatkowo bardzo istotny czynnik: obywatel europejski nie jest w stanie rozróżnić w istniejącej gmatwanie spraw leżących w gestii Europy od tych będących stricte w zakresie kompetencji poszczególnych krajów.

Panujący zamęt jest niestety podtrzymywany przez instytucje europejskie i rządy poszczególnych krajów. Komisja Europejska jest przekonana, że została powołana do zajmowania się wszystkimi możliwymi dziedzinami i mnoży wnioski w sprawach, w których żaden z traktatów nie przyznał jej kompetencji.

Poszczególne rządy zaś, ze swojej strony, zbyt często zrzucają winę za swoje porażki na karb braku bardziej aktywnej polityki Unii. Tak jest, w szczególności, w przypadku walki z bezrobociemhellip; Uderzającego przykładu ilustrującego panujący zamęt dostarcza za każdym razem dyskusja na temat Europy społecznej. Często można usłyszeć zdanie, że Europa powinna być bardziej społeczna. Z tego powodu projekt konstytucji zakładał wprowadzenie społecznej gospodarki rynkowej w miejsce obowiązującej w tej chwili zasady zwykłego, zjednoczonego rynku, będącego rezultatem dotychczasowych traktatów. Kiedy podczas Szczytu Unii Europejskiej zaproponowaliśmy rozwój w tym kierunku, poprzez wprowadzenie poprawki do Artykułu 137 Traktatu Nicejskiego, reakcje były bardzo pouczające. Zaproponowaliśmy zmianę pewnych ustępów dotyczących zasady jednomyślności, dającej możliwość pojedynczemu państwu zablokowania wszelkich działań Unii, i wprowadzenie w zamian zasady większości kwalifikowanej, która autoryzuje wspólnie uzgodnione działania. Sprzeciw ze strony reprezentantów rządów był prawie jednomyślny. Każdy z nich, w tym Francja, Niemcy i oczywiście Wielka Brytania przedstawiał przynajmniej jedną dziedzinę, w której chciał zachować prawo weta.

Dokładnie rzecz ujmując, Niemcy, na przykład, sprzeciwiły się przegłosowaniu prawa większości kwalifikowanej w sprawie ustalania zasad dostępu cudzoziemców do rynku pracy, Francja w sprawie ustalania statutu służb publicznych. Wiele innych państw poszło w ich ślady, każde promując swoje interesy. Finalnie, tekst ustawy zmienił się bardzo nieznacznie.

Reasumując, godnym krytyki jest nie tyle stanowisko rządzących różnych krajów, jest przecież zrozumiałe, że kompetencje społeczne tworzą część paktu społecznego, który łączy społeczeństwa i kraje członkowskie. Godne krytyki zaś jest oskarżanie Unii Europejskiej o nieudolność w działaniu w dziedzinach, w których nie przyznano jej kompetencjihellip;

Mówmy jednym głosem
Richard von Weizsamp;auml;cker, prezydent Niemiec w 1984-1994


Unia Europejska musi nauczyć się działać i dbać o wspólne interesy razem. Tam gdzie między nami pojawiają się podziały, tam jesteśmy słabi. Musimy nauczyć się jeszcze lepiej rozumieć nawzajem i wspólnie prezentować nasze stanowisko.

Traktaty rzymskie położyły w Europie podwaliny pod bezprecedensową architekturę pokoju. W tamtym czasie należało przede wszystkim przezwyciężyć koszmary drugiej wojny światowej i doprowadzić do zawarcia długotrwałego porozumienia pomiędzy jej uczestnikami. Niestety, za sprawą zimnej wojny stało się to możliwe najpierw na Zachodzie naszego kontynentu. Wspólny rynek okazał się bardzo skuteczny i działał jak magnez. Okazało się, że kwestie gospodarcze stały się niezwykle ważnym elementem w przezwyciężeniu skutków zimnej wojny.

Jednak dla procesu jednoczenia kontynentu europejskiego decydującą datą okazał się 1 maja 2004 r., kiedy to kraje Europy Środkowowschodniej zostały przyjęte do Wspólnoty. Powróciły one do Europy ale i Europa powróciła do nich. Dla Niemiec miało to zawsze szczególne znaczenie, aby wstawiać się za Polską zgodnie z postanowieniami przyjętymi w Nicei.

Dla mnie zawsze bardzo ważnym było to, aby mieć świadomość znaczenia historii w stosunkach polsko-niemieckich. Chcemy się zrozumieć, a zrozumienie nie oznacza wyparcia się przeszłości ale potraktowanie jej bardzo poważnie.

Rozszerzenie Europy realizuje się szybko. Dziś kluczowym zadaniem, jakie stoi przed Unią Europejską, jest taka reforma instytucji, by działały one sprawnie w obliczu dalszego poszerzania Wspólnoty. Żyjemy w zglobalizowanym świecie. W dziedzinie zewnętrznej polityki gospodarczej Unia Europejska nauczyła się już mówić jednym głosem. Musi nauczyć się tego jeszcze w sprawach wspólnej polityki zagranicznej i polityki bezpieczeństwa. To drugie wielkie wyzwanie, jakie stoi przed UE.

Europa pozostaje ściśle złączona ze Stanami Zjednoczonymi. Również w kwestii bezpieczeństwa energetycznego Wspólnota musi nauczyć się działać razem. Tam, gdzie między nami zawsze pojawiają się podziały, tam jesteśmy słabi. Żadne państwo członkowskie nie jest w stanie samo realizować własnych interesów i tylko razem można liczyć na to, że Unia Europejska będzie współodpowiedzialna za przezwyciężenie wielkich problemów, które stoją przed Europą i całą ludzkością.