Dziś nikogo to już nie dziwi. Ale w 1957 roku, czyli w momencie podpisania traktatów rzymskich - i jeszcze przez 32 lata potem - byliśmy pozbawieni podmiotowości suwerennego państwa europejskiego. Nie braliśmy udziału w rozwoju EWG, a potem Unii. W Deklaracji Berlińskiej wymieniono jednak "Solidarność" i działania opozycyjne jako elementy konstruujące późniejszą jedność Europy.

Obie strony zachowują się więc jak należy. Polska sama dostrzega ważność elementów historycznych, w których nie mogła brać udziału przez 32 lata. Największe państwa Unii podkreślają zaś znaczenie udziału społeczeństwa, narodu polskiego w ukształtowaniu nowego ładu Europy.

Jesteśmy postrzegani jako czynnik budowy Europy - na to trzeba spojrzeć z optymizmem i zadowoleniem. Pomiędzy 1957 a 1989 rokiem mogliśmy najwyżej obserwować, jak się rozwija, umacnia i stabilizuje gospodarczo Europa Zachodnia. Sami należeliśmy jednak do przaśnego RWPG... Byliśmy poddani najpierw koncepcjom gospodarczym i politycznym Gomułki, a potem Gierka. W tej chwili świętujemy więc rocznicę wydarzenia, które uczuciowo nas w ogóle nie mogło angażować, bo byliśmy wówczas bardzo daleko. Dziś ta przepaść została zasypana. A my - Polacy - jesteśmy członkami europejskiej rodziny.

Poszerzanie pojęcia Unii i samej Unii pociąga za sobą szereg problemów - jak w każdej rodzinie. Zwłaszcza jeżeli jest to dwudziestokilkuosobowa rodzina - zawsze ujawnią się jakieś różnice między jej członkami. W tej chwili są to różnice poglądów gospodarczych, ale także psychologiczne i uczuciowe. Cóż - jak to w rodzinie, zawsze zdarzają się sympatie i antypatie - nawet wśród bliskich kuzynów.

Pamiętajmy, że Unia to naprawdę rodzina. I traktujmy jej problemy jak problemy rodzinne. Jeżeli w Unii są trudności, trzeba zastanowić się, jak my - jako państwo europejskie, siódme co do wielkości pośród członków UE - możemy oddziałać na nasz wewnętrzny ład, przykładną stabilizację i rozwój nie tylko gospodarczy, ale i społeczny czy polityczny.

My naprawdę możemy oddziaływać na Europę - to leżało u podłoża myślenia największego Polaka XX w. Jan Paweł II, popierając wejście Polski do Unii Europejskiej, zawsze uważał, że ma to być początkiem współoddziaływania, przykładu, krzewienia pewnych wartości, demonstrowania pozytywnych wzorców. Pozostaje do naszej własnej oceny - oby możliwie skromnej - o ile my jesteśmy dziś bliżsi ideałom dobrego rozwoju, stabilizacji, jasnej wizji i umiejętności znajdowania konsensusu między sobą - tego wszystkiego, co budzi szacunek wśród państw Europy.

Mam nadzieję, że Polska - kiedy w roku 2011 obejmie prezydencję w UE - znajdzie równie dobry, jak dziś Niemcy, sposób na zaakcentowanie naszego wkładu politycznego w jedność Europy.