Aleksander Kwaśniewski wrócił i nawet pogoda się poprawiła. Z telewizji poznikały twarze, do których przez ostatnie półtora roku zdążyliśmy się przyzwyczaić. Zamiast permanentnie przemawiających, wyjaśniających, grożących i tropiących polityków prawicy na błękitnym tle, choć bez białego konia, pojawił się były prezydent Kwaśniewski. I już w pierwszych, jeszcze tylko telefonicznych, ankietach zaczął święcić triumfy.
Polacy chcą Kwaśniewskiego, bo mają już dość szarpaniny, chcą świętego spokoju, bo chcą piękna, a nie brzydoty. Pragną harmonii i współpracy, odrzucają permanentny konflikt i opluwanie się.
Coraz wyraźniej widać, że projekt IV RP zakończył się fiaskiem. Poparcie spada. Elity się zbuntowały. Realnych efektów, poza upolitycznieniem państwa, nie widać. Za to do głosu zostały dopuszczone siły ekstremalne, takie jak LPR, które w cywilizowanej demokracji powinny znajdować się poza sceną polityczną. I odium tej kompromitacji zaczęli odczuwać wszyscy Polacy.
Restauracja III RP
Pamiętajmy jednak, że sukces braci Kaczyńskich nie wziął się znikąd. Był wynikiem kompromitacji III RP. Ten paradoks znamy z historii: złe rządy prowadzą do gwałtownej zmiany, a gdy nowe okazują się jeszcze gorsze, następuje restauracja poprzednich. To logika inna niż zwykła wymiana partii rządzących w dojrzałych demokracjach.
Czy jednak zanim nadejdzie czas na prawdziwe zmiany, musimy przejść w Polsce jałowy okres restauracji? Czy mimo zmiany nazw i aliansów będzie, jak było, może tylko nadziei i witalności będzie mniej? Ich w III RP, mimo wszystkich jej błędów, nigdy nie brakowało. Odpowiedź na to pytanie zależy przede wszystkim od tego, jaki program polityczny ma dla Polski Aleksander Kwaśniewski. Na dłuższą metę nie wystarczy przecież ani prosta krytyka "państwa podsłuchów", które buduje PiS wespół z LPR i Samoobroną, ani przypominanie sukcesów III RP, na zmianę z odwoływaniem się do ogólnie słusznych haseł związanych z Europą, prawami człowieka i swobodami demokratycznymi.
W związku z tym warto chyba, abyśmy wszyscy razem i każdy z osobna wciąż stawiali wracającemu Kwaśniewskiemu pytania zasadniczej natury. Jasne i nierozmydlone odpowiedzi na nie - bez względu na to, jakie będą - zapewne nie uczynią go na powrót idolem wszystkich Polaków. Mogą natomiast pomóc zwolennikom zmiany - a nie restauracji - podjąć decyzje, czy warto Kwaśniewskiego poprzeć.
Pytania do Kwaśniewskiego
Zacznijmy od paru pytań oczywistych.
1. Jak Kwaśniewski zamierza uniknąć oczywistych patologii III RP, zwielokrotnionych jeszcze w IV? Upartyjnienia państwa i instytucji publicznych, zblatowania władzy i biznesu, marnej jakości polityków, którym chodzi wyłącznie o blichtr władzy i prywatne korzyści. Gdzie są ci ludzie, co do których nie będzie wątpliwości, czy jak się tylko dopchają do władzy, to zaraz nie zaczną się przekręty? Jak były prezydent przekona tych, którzy o patologiach dzisiejszej władzy mówią jak o twórczym rozwinięciu metod z czasów rządów SLD? Jak rozwiązać problem mediów publicznych, spółek Skarbu Państwa, obsadzania stanowisk nie tylko w agencjach i funduszach publicznych, ale nawet w szpitalach, teatrach, galeriach sztuki przez kolegów ekipy rządzącej?
2. Skoro Aleksander Kwaśniewski nie pretenduje do pozycji bardziej wyrazistych niż centrowe i uważa się dziś za liberała i demokratę, to mimo wszystko nie obejdzie się bez sprecyzowania, co przez liberalizm i demokrację rozumie. I czym się ma różnić jego stanowisko na przykład od PO, która też uważa się za partię demokratyczną i - obok konserwatyzmu - również odwołuje się do ideałów liberalnych. Żeby nie odchodzić daleko od bieżących sporów w stronę teoretycznych spekulacji, zapytajmy wprost, czy wchodząc do polityki Aleksander Kwaśniewski zamierza bronić rzekomo kompromisowego kształtu obecnej ustawy antyaborcyjnej, tak jak czyni to PO, czy postulować jej liberalizację? Jaki jest jego stosunek do legalizacji związków jednopłciowych, związków partnerskich itd.?
3. Gros swoich zainteresowań politycznych były prezydent siłą rzeczy koncentruje na polityce zagranicznej. Znowu trudno dostrzec istotną różnicę między dotąd wypowiadanymi przez niego ogólnymi hasłami a stanowiskiem Platformy. Jakiej Europy pragnie Aleksander Kwaśniewski? Bo że demokratycznej i zintegrowanej oraz posiadającej konstytucję, to już wiemy. A teraz chcielibyśmy się dowiedzieć: zintegrowanej wokół czego? Czy bardziej socjalnej, jak wypowiedziały się społeczeństwa Francji i Holandii, które utrąciły konstytucję, czy bardziej liberalnej?
4. Istotną częścią polityki obecnej koalicji, polityki uprawianej w sferze symbolicznej, jest polityka historyczna i lustracja. Czy Aleksander Kwaśniewski zamierza zrewidować nacjonalistyczny kształt polskiej polityki historycznej i w jakim kierunku? Czy poparłby projekt wspólnych europejskich podręczników do historii? Co zamierza zrobić z lustracją?
5. Absolutną tajemnicą jest, co Kwaśniewski ma do powiedzenia w tak ważnych sprawach, jak polityka społeczna i gospodarcza. Nie będzie żadną nową jakością powtarzanie oczywistości o szansie, którą Polska ma przed sobą i powinna wykorzystać. Jakie powinny nastąpić zmiany w podatkach, w prawie, w polityce gospodarczej? Że trzeba umieć wykorzystywać fundusze europejskie - wszyscy wiemy.
Eksprezydent nie wszystkich Polaków
Tak dochodzimy do kwestii fundamentalnej. Kogo reprezentować chce w polityce Polski Aleksander Kwaśniewski? Wszystkich Polaków już się nie da, prezydentem już nie zostanie. Kłopot polega na tym, że role są rozdane i właśnie dlatego sondaże od dawna utrzymują się w podobnym kształcie. PiS i częściowo zjedzone przystawki reprezentują przegranych transformacji, zaś PO wygranych. W wyborach samorządowych pierwsi wygrali w mniejszych miastach i wsiach, a drudzy głównie w dużych miastach.
Z tego, co dotąd mówi Kwaśniewski, wynika, że konkurować będzie on nie tyle z twórcami "państwa podsłuchów", co z Platformą. Czy w tej sytuacji uda mu się sięgnąć po socjalny elektorat PiS-u? Nie będzie miał mu w istocie niczego do zaoferowania? PiS przynajmniej rozładowuje frustracje swoich wyborców, w ciągłej gonitwie za agentami, układami, homoseksualistami oraz seryjnymi mordercami ze szpitali. Polakowi, który zagłosował na obecną koalicję, schludnie ubrany pan mówiący o europejskich standardach i szanowaniu Polski za granicą nie ma nic ciekawego do powiedzenia. Zatem nadzieje, że Kwaśniewski uwolni nas od Giertycha i Leppera wydają się nieuzasadnione, więc złudne.
Być może szansa jest gdzie indziej. Aleksander Kwaśniewski często mówi o mobilizacji niegłosujących. I chyba nie jest to jedynie kolejny ogólnie słuszny sąd, że dla demokracji lepsza jest większa frekwencja przy wyborach niż mniejsza. Jeśli szukać elektoratu raczej poza obecnie popierającymi PiS i PO, to należy znaleźć właściwą odpowiedź na pytanie o tak małą partycypację Polaków w sferze publicznej. Powody są te same, które stoją za klęską formacji okrągłostołowej i zdobyciem władzy przez zwolenników IV RP. Nie chodziło tylko o afery i upartyjnianie państwa, prawdziwym powodem zwycięstwa PiS-u było pozostawienie rosnącej grupy ludzi bez nadziei na poprawę ich materialnego losu.
Nie widząc szans w partiach dotąd wymieniających się władzą, Polacy oddali ją populistycznym kontestatorom. Albo na nich zagłosowali, albo nie poszli na wybory, a nie od dziś wiadomo, że niska frekwencja sprzyja zawsze dobrze zmobilizowanym "wściekłym".
Czas transformacji, w której chodziło o przejście ze złego w sposób oczywisty ustroju, do ustroju lepszego, skończył się bezpowrotnie. Epoka, w której można było sądzić, że istnieje ruch albo w przód, albo w tył, jest za nami. Wiara, że mamy tylko jeden model ekonomiczny przemian, wymagający światopoglądowego kompromisu z Kościołem, zakończyła się wygnaniem Cesarza i splądrowaniem państwa przez niewolników. Program polityczny, który wspierał "prezydent wszystkich Polaków", niestety jednych wynosił do góry, innych skazywał na śmietnik historii. Popieranie starego będzie nieskuteczne.
Pułapka socjotechniki
Z miejsca, w którym stoimy, wykonać trzeba krok do przodu, a nie do tyłu. Socjotechniczna sprawność i formalne talenty niczego na dłuższą metę nie zmienią. Jeśli Aleksander Kwaśniewski uważa, że mimo tych wszystkich procesów, które zaszły, mimo że z błędów transformacji zrodziła się władza populistów, należy uprawiać tę samą centrową politykę po lewej stronie, to niech chociaż wyjaśni, dlaczego. Komu ma pomóc taka polityka? Jakie argumenty za nią stoją?
Dziś wydaje się, że budowa "wspólnego domu: Polska" wymaga nie wzywania do współpracy i powszechnego kompromisu, ale reprezentowania wyrzuconych na różne sposoby za burtę polskich przemian. Wymaga wyrwania ich z objęć konserwatywnego populizmu. Pamiętać jednak należy, że wyrzucono nie tylko tych, którzy nie pasowali do reguł wolnego rynku, ale i tych, którzy nie pasowali do konserwatywnego konsensusu, który zapewnić miał poparcie Kościoła dla akcesji do UE i reform rynkowych. Kompromisu nie da się zadekretować odgórnie. Od tego jest polityka i starcie różnych partii, żeby kompromis między górnikiem i przedsiębiorcą albo księdzem i feministką był efektem demokratycznej rywalizacji. Przedsiębiorca i ksiądz mają dziś swoich reprezentantów, zaś górnika reprezentują co najwyżej populistyczni politycy obecnej koalicji. I nikt nie reprezentuje feministek. Kogo reprezentować chce Aleksander Kwaśniewski?
W cieniu taśm Oleksego
Powrót Kwaśniewskiego odbywa się w cieniu taśm Oleksego. Widać, jak PiS komentuje ujawnienie tych materiałów, i wiadomo już, jak będzie wyglądało powitanie przez rządzącą prawicę Kwaśniewskiego w polskiej polityce. Walka będzie krwawa, a czy bezpośrednią konfrontację wygra Kaczyński, czy Kwaśniewski, zależy od tego, jak zmęczeni rządami obecnej koalicji Polacy odbierają informacje w rodzaju tych płynących z taśm Oleksego.
Kwaśniewski, który dał zatęsknić za sobą, wcale nie musi upaść pod tego typu zarzutami. Rozkochani przez lata w prezydenckiej parze obywatele mogą ataki na nią potraktować jako małostkowe dręczenie króla i królowej, którym należy się bogactwo i prawo do błędów. Ale są to sprawy doraźne, a do następnych wyborów jest ponad dwa lata. Bardzo wcześnie Aleksander Kwaśniewski zdecydował się na powrót. Bardzo prawdopodobne, że w związku z tym do gry powróci także Adam Michnik, przestanie pisać o Mickiewiczu, Ratzingerze i ranach na czole, a zacznie komentować bieżącą politykę. Jednak dystans, który pozostaje do następnej wyborczej rozgrywki, wymagać będzie czegoś znacznie więcej niż zdyskontowania błędów obecnie rządzących i dawnych zasług. Szczególnie, jeśli były prezydent ma ambicje równie wielkie jak urzędy, które sprawował, i popularność, którą się cieszył. "Wszystkie ręce na pokład", ale gdzie ma płynąć ta łódź?
Sławomir Sierakowski, socjolog, redaktor naczelny "Krytyki Politycznej", pisma, wokół którego ukształtowało się jedno z najprężniejszych środowisk polskiej nowej lewicy
Sukces braci Kaczyńskich nie wziął się znikąd. Był wynikiem kompromitacji III RP. Ten paradoks znamy z historii: złe rządy prowadzą do gwałtownej zmiany, a gdy nowe okazują się jeszcze gorsze, następuje restauracja poprzednich - pisze w DZIENNIKU Sławomir Sierakowski, redaktor naczelny "Krytyki Politycznej".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama