I twierdzenie, że władza zrobi coś lepiej - pod względem bezpieczeństwa zdrowotnego, medycznego, jak też w innych sferach - okazuje się w świetle ujawnionych przez DZIENNIK faktów całkowitą fikcją. Jak bowiem inaczej ocenić tę sytuację?
Kiedy doszło do tego, że zakupiono zanieczyszczone strzykawki, cała machina państwowa próbowała przecież ukryć ten fakt przed opinią publiczną. Zataić, że takie zagrożenie ma miejsce. Państwo więc nie tylko nie zapewnia ochrony obywatelom, ale również wykorzystuje swą monopolistyczną pozycję do tego, by wszystkie patologie, które mają tu miejsce, ukryć.
Coś takiego nie mogłoby się zdarzyć w mechanizmie rynkowym, gdzie każdy każdemu patrzy na ręce i tego rodzaju potknięcia są ujawniane od razu. Albo ujawnia je dana instytucja dla własnego dobra, żeby więcej już się coś takiego nie powtórzyło, albo odkryje to konkurencja. Mechanizm konkurencji jest bowiem najlepszym kontrolerem, najlepiej też wyłapuje nieprawidłowości. Natomiast monopol państwa, jak widać, prowadzi tylko do patologii.
Cała ta sprawa powinna skłonić do głębszej analizy i refleksji. W tym kontekście należałoby się zastanowić nad dwiema kwestiami - po pierwsze, dlaczego do takiej afery doszło. A po drugie - jak uszczelnić system, żeby nie można było takich patologii ukrywać przed obywatelami. Bo to, że tak się stało, to defekt systemu.
Już przy aferze z corhydronem władze państwowe zapewniały, że system kontroli będzie dużo lepszy - a jednak nic się nie zmieniło. To tylko pokazuje, że państwo nie jest w stanie wyciągać wniosków i zagwarantować bezpieczeństwa obywatelom. I to nie tylko bezpieczeństwa w kwestiach medycznych. Szwankuje system kontroli także w innych dziedzinach, za które odpowiedzialna jest administracja państwowa. Tak naprawdę na każdym odcinku władza jest nieprzystosowana do pełnienia tych funkcji, do których została powołana. I co robi? Bierze się za nowe obszary, w których sobie znowu nie radzi.
Wychodzące na jaw kolejne afery pokazują, że mamy przestarzałe państwo. Za ten stan są odpowiedzialne wszystkie kolejne rządy, które po kolei doprowadziły do tego, że nasze państwo ma niesprawny system i nie jest w stanie zapewnić obywatelom podstawowych potrzeb - w tym bezpieczeństwa. A takie afery obnażają bezradność administracyjną i system instytucji państwa, który jest fatalny i źle skonstruowany.
Politycy zaś nie mają żadnej motywacji, żeby ten system zmienić. Nie ponoszą bowiem żadnej odpowiedzialności przed wyborcami i obywatelami, co prowadzi do tego, że można być także nieodpowiedzialnym na innych szczeblach administracji.
Afera z corhydronem pokazała, że tak naprawdę nikt nie jest odpowiedzialny i nikt nie ponosi konsekwencji. I nawet jeżeli odpowiedzialność karna istnieje, to tak naprawdę system stawia polityków ponad prawem. Rządzących nie pociąga się do odpowiedzialności za kryminalne decyzje. Najwyżej straszy się ich Trybunałem Stanu, który jest de facto sądem koleżeńskim.
W Polsce potrzebne są głębokie systemowe zmiany, dzięki którym zapanowałby w końcu realny porządek demokratyczny, a nie fikcyjny - jak jest to do tej pory. Kiedy obywatele mieliby władzę nad politykami (np. gdyby wprowadzono okręgi jednomandatowe), ci ostatni staraliby się naprawdę dbać o ich interesy, a więc i o ich bezpieczeństwo.
Gdyby politycy czuli personalną odpowiedzialność, wtedy może by nie dochodziło do takich sytuacji jak z corhydronem czy skażonymi strzykawkami. Ciekawy jestem, jakie teraz politycy zaproponują rozwiązania, które by zabezpieczyły przed powtórzeniem się takich sytuacji. Sytuacji groźnych dla życia obywateli.