Dziennik Gazeta Prawana logo

Staniszkis: Afera strzykawkowa obnaża słabość administracji

13 października 2007, 16:40
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Ujawniona przez DZIENNIK afera ze skażonymi strzykawkami jest świadectwem wyjątkowo głębokiego kryzysu, w jakim pogrążają się coraz bardziej polskie instytucje państwa i administracji - pisze socjolog Jadwiga Staniszkis.

Nie mogę pojąć, jak mogło dojść do tego, że po wykryciu w radomskim szpitalu serii skażonych strzykawek nie zostały uruchomione odpowiednie procedury. Natychmiast powinno było się sprawdzić, do jakich jeszcze odbiorców mogły trafić niebezpieczne strzykawki. Potem powinny być one natychmiast wycofane z rynku.

Za tym zaś powinno pójść - oczywiście jeżeli to było świadome zaniedbanie - wyciągnięcie konsekwencji wobec producenta. Zamiast tego odbyła się żenująca przepychanka między dwiema prokuraturami, po której zaczęło się niedbale prowadzone śledztwo, a opinia publiczna i odbiorcy o stanowiących zagrożenie strzykawkach dowiedzieli się o całej sprawie nie od nadzoru farmaceutycznego, lecz z DZIENNIKA w pół roku po tym, jak została ona wykryta w Radomiu.

W tym wypadku inercja czy wręcz indolencja odpowiednich organów państwa była oczywista. Fakt, że nie nadano tej sprawie odpowiedniego biegu, wpisuje się w ogólną kondycję Ministerstwa Zdrowia i polskiej opieki medycznej. To, co dzieje się w Ministerstwie Zdrowia, w którym słychać wciąż nieodpowiedzialne i niekompetentne wypowiedzi wiceministrów z koalicyjnego nadania, to sytuacja kompletnie chora.

Sprawa skażonych strzykawek - milczenie odpowiednich służb i niewycofanie z użytku niebezpiecznej partii sprzętu jest kolejnym dowodem na to, że nadzór farmaceutyczny w Polsce kompletnie nie działa. Po tym, jak DZIENNIK ujawnił aferę corhydronową, w mediach było bardzo głośno o usprawnianiu procedur dotyczących kontroli jakościowej leków i sprzętu medycznego. Zdjęto ze stanowiska szefa nadzoru farmaceutycznego, potem zaś - jako wybitnego ponoć specjalistę - przywrócono. Widać jednak, że w działaniu tej instytucji nie nastąpiły żadne większe zmiany.

Zadziwia także stosunek prokuratury do całej tej sprawy. Skupiła się ona wyłącznie na wyjaśnianiu jednostkowego przypadku odkrycia niebezpiecznych strzykawek w Radomiu, mając wiedzę o tym, że podobne zagrożenie mogło wystąpić także w innych rejonach Polski. Niemal na każdej konferencji prasowej Zbigniewa Ziobry słychać zapewnienia o usprawnianiu działań prokuratury. Wydaje się jednak, że Ziobrze udało się jedynie wzmocnić hierarchiczną zależność prokuratorów, nie zrobił jednak nic, by poprawić poziome zależności między poszczególnymi placówkami.

Afera ze strzykawkami jest jednak dowodem nie tylko na niewłaściwe działanie nadzoru farmaceutycznego i ministerstwa zdrowia oraz na opieszałość prokuratury. Świadczy ona przede wszystkim o głębokim kryzysie zarządzania publicznego w Polsce.

Widać, że nie wyciąga się u nas instytucjonalnych wniosków z popełnionych błędów - jak te popełnione w wypadku afery corhydronowej. Widać, że nie prowadzi się świadomej polityki kadrowej. Widać, że zaniedbana jest totalnie budowa sieci powiązań informacyjnych pomiędzy poszczególnymi instytucjami państwowymi.

Sfera administrowania państwem została bowiem zupełnie zepchnięta na bok. Liczą się tylko potrzeby bieżącej polityki. Dlatego w aferze strzykawkowej ktoś z pewnością zostanie z hukiem pociągnięty do odpowiedzialności, zostaną powzięte rozmaite spektakularne kroki, za którymi jednak nie pójdzie żaden głębszy namysł. Przecież z punktu widzenia polityków rządzących naszym krajem liczy się tylko wytrzymanie szumu medialnego, który spowodowała strzykawkowa afera.

Udało się wytrzymać sprawę corhydronu, uda się i tę. Wątpię jednak, by kolejna kompromitacja nadzoru farmaceutycznego oznaczała jakąkolwiek głębszą reformę tej sfery życia publicznego. Ubocznym skutkiem trwającego dziś pata politycznego, w którym rząd pozostaje w permanentnym kryzysie koalicyjnym jest paraliż także na niższych szczeblach. Zapaści politycznej towarzyszy zapaść sfery administracji publicznej. Przez to w podstawowych zupełnie sprawach możemy się obawiać, że zostaniemy ofiarami indolencji państwa.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj