Politycy też oczywiście bywają grubi, ale konserwatywni są w sferze idei. Politycy konserwowi są natomiast zakonserwowani i kwaśni jak ocet. Otóż typową partią konserwową jest Sojusz Lewicy Demokratycznej. Puszka, ocet i bezterminowa ważność.
Pierwszym celem SLD jest utrzymanie w stanie zapuszkowania, zaoctowania i bezterminowości możliwie wszystkich instytucji, zasad, obyczajów i zwyczajów uchwalonych, przyjętych i utrwalonych przez chlubną poprzedniczkę Sojuszu - PZPR. W PRL archiwa komunistycznej policji politycznej były tajne i SLD będzie robić wszystko, aby tak zostało do końca świata.
Aby archiwa zostały zakonserwowane i hermetycznie zamknięte w słoju, a słój zakopany za stodołą. Ryszard Kalisz znów skarży tak zwaną małą nowelizację ustawy lustracyjnej do Trybunału Konstytucyjnego, żonglując rozmaitymi pretekstami prawnymi, ale to tylko konieczny kamuflaż. Kwaśnym ogórkom z SLD idzie tylko o to, żeby konserwować własną przeszłość i odłożyć ją do zapasów strategicznych. To samo jest z zasobami mieszkaniowymi lokatorskich spółdzielni mieszkaniowych. SLD sprzeciwia się likwidacji tej absurdalnej formacji i uwłaszczeniu mieszkańców. Spółdzielnie lokatorskie to jest całkowita groteska. Dobro materialne, które nie ma właściciela, ma tylko zarządcę. To znaczy nie ma nikogo, kto by ponosił za nie odpowiedzialność.
Tymczasem SLD chce utrzymać lokatorów takich mieszkań w feudalnej niewoli spółdzielczych prezesów i uniemożliwić, aby się lokatorzy uwłaszczyli na własnych mieszkaniach. Konserwa z PRL wiecznie żywa, wiecznie trwała. Oczywiście, tutaj argumentów racjonalnych nie ma w ogóle. Ale od czego są uczucia zbiorowe, z nieśmiertelną polską zawiścią na czele? Trzeba podburzyć resztę Polaków przeciw lokatorom spółdzielni pokrzykiwaniem o sprawiedliwości społecznej - dlaczego ktoś może wykupić mieszkania za złotówkę, gdy ja muszę kupić na wolnym rynku za kredyt? Nigdy. Ja nie mam, on też niech nie ma. Bardzo piękna linia polityczna, prosta i kwaśna jak ogórek z PRL-owskiej puszki.
Zaczynam żałować, że SLD nie broniła spółdzielni produkcyjnych na wsi, bo wtedy chłopi przyjechaliby z kosami i widłami na Rozbrat i zrobili z tego zakonserwowanego towarzystwa zupę ogórkową, którą moglibyśmy posłać w ramach pomocy humanitarnej na Białoruś.