JAKUB BIERNAT: Czy Niemcy mają jakiekolwiek prawne przesłanki, by żądać zwrotu niemieckich dóbr kultury znajdujących się w polskich zbiorach?
JERZY EISLER: Według mojego rozeznania nie mają oni żadnych prawnych podstaw do wysuwania tych żądań.
A przesłanki historyczne?
Tych nie mają tym bardziej. Mam nadzieję, że Niemcy jeszcze pamiętają rok 1939. Przecież agresja i późniejsza okupacja wiąże się nie tylko z ludobójstwem i wynaradawianiem, ale także z
masowym świadomym niszczeniem dóbr polskiej kultury narodowej, co było też elementem wynaradawiania. Zresztą Związek Radziecki po 17 września postępował podobnie. Nie możemy zapomnieć, że
Niemcy zniszczyli o wiele więcej wytworów polskiej kultury, niż jest dóbr kultury niemieckiej, które znalazły się w powojennych granicach naszego kraju. Tak więc to raczej skromny
ekwiwalent.
Niemiecki rząd zrezygnował z podobnych roszczeń wobec państw zachodnich, przede wszystkim Francji. Dlaczego takie roszczenia wysuwa się akurat wobec Polski?
W polityce
niemieckiej, a właściwie w polityce każdego państwa istnieje tendencja, by w różny sposób traktować różne kraje. W myśl tej filozofii, jeżeli ktoś sobie pozwala na to, by go
poniewierano, to pojawia się pokusa, by to wykorzystać. Niemcy nie mogą sobie pozwolić na traktowanie w ten sposób Rosji, podobnie jest z Francją. Te państwa po prostu nie pozwoliłyby sobie
na to. W przypadku Polski można domniemywać, że te roszczenia są pewnego rodzaju próbą sił na zasadzie „uda się albo się nie uda”. Jest to normalna praktyka, ale z
oczywistych powodów w sprawach związanych ze wszystkimi roszczeniami powojennymi politycy niemieccy powinni być szczególnie na tym punkcie wyczuleni i ostrożni. Tu tego zaczyna brakować.
Uważa pan, że przekroczono w tym przypadku jakąś niedopuszczalną granicę, wysuwając te roszczenia?
Najłagodniejszym określeniem, jakiego mógłbym użyć, jest to, że Niemcy postępują niedelikatnie i nieprzyzwoicie, wysuwając jakiekolwiek roszczenia. Dobra kultury, według powszechnego
poglądu historyków, powinny się znajdować w miejscu wytworzenia. Jednak doskonale wiemy, że II wojna światowa wszystko dokładnie przeorała i dlatego tej zasady nie można stosować
literalnie. Wobec strat na polu kultury, jakie poniosła Polska – zniszczonych muzeów, archiwów, kościołów, całych obszarów kultury duchowej i materialnej – kwestia zwrotu
przez Polaków zabytków powinna zostać sprawą historycznie zamkniętą. Nie rozumiem, dlaczego takie głosy w ogóle się pojawiają w debacie publicznej w Niemczech.
Jest pan pewien, że Berlinka, kolekcja lotnicza i inne dzieła sztuki pochodzenia niemieckiego pozostaną w Polsce?
Tak, jeśli nasze władze nie zrobią niczego nieodpowiedzialnego. Nie wyobrażam sobie sytuacji, by bez ich zgody jakiekolwiek dobra narodowe należące niegdyś do Niemiec opuściły granice
naszego kraju. Ostatecznie nie żyjemy w roku 1939 i nikt nie może przyjść i zabrać ich przemocą. Polska jest w Unii Europejskiej i NATO. Musimy tylko twardo żądać egzekwowania przepisów
prawa międzynarodowego, by nasz zachodni sąsiad w końcu zrozumiał, że tego, co udało mu się z Francją, nie uda mu się z Polską.