Moskwa faktycznie okupuje również gruzińskie Abchazję i Osetię Płd. oraz mołdawskie Naddniestrze, choć w każdym z tych przypadków rosyjskie siły jedynie wspomagają separatystyczne władze. O ile jednak „niepodległe” Naddniestrze nie jest uznawane przez nikogo na świecie, o tyle niezależność dwóch gruzińskich prowincji uznały – poza Rosją – także Nauru, Nikaragua i Wenezuela. Aneksji Krymu nie uznał do tej pory nikt. Zgromadzenie Ogólne ONZ druzgocącą większością głosów 100:10 przy 58 głosach wstrzymujących się potępiło Rosjan za ten akt. Nie ma powodu, by wątpić, że w razie analogicznych działań we wschodniej Ukrainie Kreml pozostanie izolowany na świecie.
Zarówno marcowe działania na Krymie, jak i rewoltę w Słowiańsku i okolicach, którą obserwujemy obecnie, należy ocenić jako zakazaną prawem międzynarodowym agresję. Termin ten nie dotyczy bowiem jedynie sytuacji, w której na obce terytorium wchodzi regularna armia i rozpoczyna wojnę agresywną. Zgodnie z rezolucją ZO ONZ z 1974 r. agresją jest również „wysyłanie zbrojnych band dokonujących ataków przeciw innemu państwu”. Odkąd ukraińskie służby i dziennikarze udowodnili, że koordynatorem dywersji jest oficer rosyjskiego GRU Igor Girkin, pseudonim Striełkow, nikt już nie powinien mieć wątpliwości, że ta przesłanka zachodzi w Zagłębiu Donieckim.
Na Krymie, miejscu stacjonowania Floty Czarnomorskiej, doszła jeszcze jedna przesłanka z rezolucji: „użycie sił zbrojnych stacjonujących na terytorium innego państwa w sposób sprzeczny z porozumieniem określającym warunki stacjonowania”. Prezydent Rosji Władimir Putin zdążył bowiem przyznać, że krymskie „zielone ludziki” były rosyjskimi żołnierzami. – Za plecami sił samoobrony Krymu stali oczywiście nasi wojskowi – powiedział 17 kwietnia.
Zajęcie ukraińskiego półwyspu jest więc okupacją. Pomimo że armia ukraińska nie próbowała bronić swojego terytorium. Konwencje genewskie o ochronie ofiar wojny z 1949 r. obowiązują także w takim przypadku. „Konwencja będzie również miała zastosowanie we wszystkich przypadkach okupacji całości lub części terytorium jednej z Wysokich Umawiających się Stron, nawet gdyby ta okupacja nie napotkała żadnego oporu zbrojnego” – czytamy. „Terytorium uważa się za okupowane, jeżeli faktycznie znajduje się pod władzą armii nieprzyjacielskiej” – mówi zaś konwencja haska z 1907 r. W ten sam sposób do sprawy podchodzą władze ukraińskie. 27 kwietnia w życie weszła specjalna ustawa o terytoriach okupowanych, regulująca m.in. prawa i obowiązki obywateli mieszkających na Krymie.
Prawo międzynarodowe zakłada, że okupacja z definicji jest okresem przejściowym. Już od czasu Hagi zakazane jest więc ustanawianie suwerenności nad terytorium okupowanym, czyli np. jego formalne włączenie w skład okupanta. Aneksja Krymu łamie ten przepis. Okupant nie może też zmuszać mieszkańców zajętego terytorium do przyjmowania swojego obywatelstwa, nie powinien również zmieniać struktury władzy lokalnej. Rosja nie przestrzega żadnej z tych zasad.
Dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej” od powstania tytułu w 2009 r. Wcześniej pracował w „Dzienniku”.
Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej. Współautor książek: „Wilki żyją poza prawem. Jak Janukowycz przegrał Ukrainę” (2015), „Kryształowy fortepian. Zdrady i zwycięstwa Petra Poroszenki” (2016), „Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu” (2020), „Partyzanci. Dziennikarze na celowniku Łukaszenki” (2021).
Laureat nagród dziennikarskich: Belarus in Focus 2012, Grand Press 2018 w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne, Nagrody im. Dariusza Fikusa 2019.
Mówi po angielsku, rosyjsku, ukraińsku i białorusku, uczył się również chorwackiego, esperanto, greckiego, japońskiego, niemieckiego i rumuńskiego.