Z dawnego Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju tylko budownictwo zostało oddane minister Jadwidze Emilewicz, która teraz formalnie kieruje resortem rozwoju. Reszta kompetencji pozostała w pani ministerstwie – funduszy i polityki regionalnej. Nie ma zamieszania w sprawie tego, kto odpowiada za dawny rozwój?

Reklama

Zarówno za dawny, jak i za przyszły rozwój kraju odpowiada cały rząd, zwłaszcza resorty gospodarcze. Kompetencje dotyczące funduszy europejskich czy koordynacji Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju pozostały w ministerstwie, którym kieruję.

Kto będzie decydował o negocjacjach dotyczących kolejnej perspektywy unijnej?

Jeśli chodzi o negocjacje budżetu na kolejną perspektywę, uczestniczy w nich bezpośrednio premier Mateusz Morawiecki, wspierany przez ministra Konrada Szymańskiego. Najważniejsze decyzje zapadają bowiem na forum Rady Europejskiej. Naszą działką będzie przeznaczenie tych kwot na polityki i programy, uzgodnienie zasad i warunków ich inwestowania, jak choćby poziomów dofinansowania. Tak, by wsparcie unijne było możliwie najbardziej dopasowane do naszych potrzeb.

W jakim stadium negocjacji budżetowych jesteśmy? Kiedy mogą się zakończyć?

Dziś mówimy o 64,4 mld euro na politykę spójności. To pula, jaką wskazała Komisja Europejska jeszcze w maju zeszłego roku. Już tamta propozycja nie była dla nas zadowalająca. Obecna, fińska prezydencja mówi o dalszym zmniejszeniu środków na politykę spójności, ale są państwa członkowskie – w tym my – które się na to nie godzą. Cały czas toczą się rozmowy na temat zwiększenia wysokości budżetu. Widzimy taką możliwość także dla Polski ze względu na propozycję zmiany tzw. lat referencyjnych do wyliczenia alokacji, z okresu 2014–2016 na 2015–2017, a zwłaszcza korekty prognoz wzrostu PKB dokonanej przez Komisję. Jeśli kraje członkowskie przystaną na te propozycje, to może być ok. 1 mld euro więcej dla nas.

A jakie są zagrożenia dla naszego portfela? W zeszłym roku w trakcie prac nad budżetem to była polityka migracyjna wzmacniana kosztem spójności. Teraz na unijnej agendzie mocno staje kwestia neutralności klimatycznej.

Reklama

Mówimy o neutralności klimatycznej i funduszu transformacji energetycznej, czyli Just Transition Fund. Czy ten program będzie pomniejszał politykę spójności i będzie odrębnym programem z odrębnym budżetem do dyspozycji państw członkowskich? Dyskusja na ten temat trwa. Zobaczymy, czy wpłynie to na zmniejszenie funduszy spójności. Z pewnością może do tego przyczynić się brexit i związane z nim niejasności. Pamiętajmy jednak, że środki z budżetu spójności nie są jedynymi, z których nasz kraj będzie korzystał, inwestując w rozwój. Obecnie jesteśmy jednym z największych beneficjentów planu Junckera (od 2021 r. program Invest EU), a w przyszłej perspektywie pojawią się kolejne instrumenty. Obok znanego już Connecting Europe Facility (CEF) przeznaczonego m.in. na rozbudowę infrastruktury transportowej, będą to Military Mobility z przeznaczeniem na rozwój sektora obronnego i infrastruktury związanej z bezpieczeństwem czy także wspomniany Just Transition Fund – m.in. na wsparcie dla regionów węglowych i realizacje celów klimatycznych.

Bierze pani pod uwagę, że powstanie województwo warszawskie?

To żywy pomysł, liczymy się z tym, że może być 17 programów operacyjnych.

Gdyby podział Mazowsza miał być dokonany, to kiedy?

Z punktu widzenia polityki rozwoju i możliwości korzystania z funduszy UE sprawę załatwił podział statystyczny Mazowsza na dwa regiony NUTS 2. Ale jeśli przyjąć, że miałby nastąpić też podział administracyjny, powinien się odbyć w takim czasie, żeby móc przedstawić KE propozycje programów operacyjnych na lata 2021–2027.

Czyli ewentualne woj. warszawskie powinno zacząć funkcjonować od 2021 r.?

Jeśli wszystkie programy miałyby być gotowe równolegle, to myślę, że nawet od roku 2020. Ale to teoretyczne dywagacje dotyczące wdrażania funduszy. Decyzje dotyczące ewentualnego utworzenia nowego województwa nie należą do kompetencji mojego resortu.

Polski rząd walczy o to, by Unia nie przycięła środków na politykę spójności, której jesteśmy największym beneficjentem. Sugeruje nawet, że można pomyśleć o nowych źródłach unijnych dochodów. Co konkretnie ma na myśli?

Nasza propozycja zakładała zwiększenie składek wpłacanych przez kraje członkowskie na rzecz wspólnego budżetu. Tę propozycję podtrzymujemy.

Jak bardzo zwiększenie składki obciążyłoby polski budżet?

Przede wszystkim Polska nadal dużo więcej otrzymuje z budżetu unijnego, niż do niego wpłaca. Licząc od 2004 r., w rozliczeniach z KE jesteśmy ponad 115 mld euro na plusie. W ostatnich latach średnia wysokość naszej składki kształtowała się na poziomie ok. 3,5 mld euro. Stanowiło to od 0,65 do 0,88 proc. naszego PKB. Oceniamy, że zwiększenie składki do górnych granic naszych dotychczasowych wpłat byłoby możliwe do utrzymania.

Jeśli chodzi o wykorzystanie pieniędzy z obecnej perspektywy – czy widzi pani jakieś zagrożenia?

Na chwilę obecną widzę zagrożenia związane ze środkami przewidzianymi na aktywizację osób bezrobotnych. Bezrobocie w Polsce osiągnęło poziom naturalny, więc nie ma aż takiego zapotrzebowania na te pieniądze. Poza tym dużo udało nam się już na tym polu osiągnąć. Udział w projektach aktywizacyjnych ukończyło do tej pory ponad 540 tys. osób poniżej 30. roku życia. Co więcej, 78 proc. z nich po udziale w projekcie podjęło pracę albo powróciło do nauki. To ponad 420 tys. ludzi, a więc tyle co np. mieszkańców Gdańska lub Szczecina. Wychodząc naprzeciw zagrożeniom, jesteśmy w trakcie zmian w programie operacyjnym "Wiedza, edukacja, rozwój", chcemy te środki przekierować na aktywizację osób z niepełnosprawnością. Podczas gdy gospodarka potrzebuje rąk do pracy, akurat ta grupa społeczna może chociaż częściowo ten popyt zaspokoić. Również z korzyścią dla siebie.

O jak dużych środkach mówimy?

Od początku 2020 r. na ten cel chcemy przeznaczyć 150 mln zł, co, jak zakładamy, pozwoli na aktywizację ponad 10 tys. osób z niepełnosprawnościami. Ale tu nie chodzi tylko o wielkość środków, ale także o sposób ich rozliczania. Chcemy go znacznie uprościć, nie rozliczać każdej wydanej złotówki, ale płacić za osiągnięte efekty. Czyli jeżeli osoba z niepełnosprawnością podejmie pracę, realizator projektu otrzyma zryczałtowaną stawkę, a jeżeli ta praca zostanie utrzymana, wypłacony zostanie dodatkowy bonus. W tym kierunku prowadzimy również prace nad działaniami miękkimi w przyszłej perspektywie finansowej.

Czy w nowej perspektywie przewidujecie nowe narzędzia finansowe adresowane np. do przedsiębiorców?

Nie przewidujemy jakichś zasadniczych zmian w porównaniu z tym, co było między perspektywą 2007–2013 a 2014–2020, gdy wchodziliśmy w dużo większy udział wydatkowania instrumentów zwrotnych. Te instrumenty będą dalej obecne, zapewne wykorzystywane w większym stopniu niż do tej pory. Środki takie mogą być obracane wielokrotnie, do tego zwykle na preferencyjnych warunkach i to duża szansa, bo mogą być np. alternatywą dla kredytów, których banki z różnych względów mogą nie chcieć udzielać, np. młodym firmom bez historii kredytowej. Na pewno priorytetem będą innowacje i prace badawczo-rozwojowe. Już wiemy, biorąc jako bazę do wyliczeń kwotę wynikającą z propozycji podanej przez KE, że ok. 60 mld zł będzie przeznaczone na wdrażanie innowacji wśród przedsiębiorców. Staramy się też wypracować pewne instrumenty informatyczne, aby składanie wniosków było znacznie łatwiejsze, by przedsiębiorca ubiegający się o dofinansowanie nie błądził w gąszczu działań i osi priorytetowych. Chodzi o to, by przedsiębiorca, który wie, co chce zrobić i na co pozyskać środki, został odpowiednio ukierunkowany przez system i uzyskał wskazanie, gdzie należy złożyć dany wniosek. Chcemy w ten sposób ściągnąć zwłaszcza tych przedsiębiorców, którzy nigdy po eurofundusze nie sięgali, bo np. bali się biurokracji i skomplikowanych procedur. Zakładamy, że taki system ruszy wraz z nową perspektywą finansową.

Z czego powinniśmy panią rozliczyć na koniec kadencji, co pani chce osiągnąć?

Z wykorzystania obecnej perspektywy finansowej i efektów nowej negocjacji. Mam nadzieję, że nie oddamy ani jednej złotówki z perspektywy 2014–2020, na dziś mamy zakontraktowanych 80 proc. środków. Podobnie było w porównywalnym momencie poprzedniej perspektywy – na koniec 2012 r. w umowach było 81 proc. dostępnych wówczas funduszy. Na pewno też trzeba będzie mnie rozliczyć z aktualizacji Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju i wdrażania projektów, które są tam przewidziane. Za cztery lata chciałabym też z panami porozmawiać o tym, jak nasz program "Dostępność plus" wpłynął na likwidację różnego rodzaju barier dla osób z niepełnosprawnościami.

Cała rozmowa na gazetaprawna.pl