Ada nie planowała dużej rodziny, ale pierwsze dziecko urodziła jeszcze na studiach. Drugie też, kiedy je kończyła. Trzecie – przed trzydziestką. A zarzekała się, że nie będzie sobie "marnować młodości". Znajomi przestrzegali, że kiedy urodzi, jej świat stanie na głowie, a ona uschnie z niewyspania i straci urodę. Gdyby dała się zastraszyć życzliwym, pewnie dziś nie byłaby w czwartej ciąży. Drugi syn ma się urodzić wiosną. Na razie ma dwie córki: starsza ma osiem lat, młodsza sześć. I trzyletniego syna. – Z perspektywy czasu myślę, że byłam skazana na tak obfite macierzyństwo. Mój mąż pochodzi z wielodzietnej rodziny. Ma aż jedenaścioro rodzeństwa – śmieje się Ada.

Reklama

Kiedy Agata z mężem kupowali ponad 100-metrowe mieszkanie w Warszawie, mieli wieść luksusowy żywot dobrze zarabiającej pary z jednym dzieckiem. Dzisiaj mają ich pięcioro, mało oszczędności, dużo wydatków i jeszcze więcej dylematów, na co przeznaczyć roczny zwrot z podatków – na wycieczkę zagraniczną całą rodziną czy na odwlekany remont mieszkania.

Ewa z Piotrem doczekali się trojga potomstwa. Każda ciąża była zaplanowana i bardzo wyczekiwana. Brakuje pieniędzy, aby posyłać dzieci na wiele dodatkowych zajęć, więc rozrywkę muszą animować rodzice w domu. A to wzmacnia więzi.

Nie ma kokosów. Są dziadkowie

W całej Polsce żyje obecnie około 630 tys. rodzin wielodzietnych (co daje prawie 3,5 mln osób), czyli takich, które wychowują co najmniej troje dzieci. Z opublikowanego w 2016 r. przez Związek Dużych Rodzin "Trzy Plus" raportu "Wielodzietni w Polsce" wynika, że największy ich odsetek zamieszkuje wschodnią ścianę Polski. Średnio w takich rodzinach wychowuje się czworo potomstwa. W co czwartym gospodarstwie domowym mieszkają dzieci z poprzednich związków, a co dziesiąta taka rodzina żyje w nieformalnym związku. Przynajmniej jedno z rodziców samo ma liczne rodzeństwo – szczególnie na wsi (ponad 90 proc.), ale też w miastach, gdzie tylko jedna czwarta badanych nie miała wcześniej styczności z taką sytuacją w rodzinie.

Związek "Trzy Plus" wyliczył, że dochody połowy rodzin wielodzietnych w Polsce nie pozwalają na zaspokojenie bieżących potrzeb, natomiast 58 proc. osiąga dochód nieprzekraczający 3 tys. zł na rękę. A przecież jest tyle wydatków! Średnio jedna trzecia domowego budżetu idzie na żywność, resztę pochłania szkoła (27 proc.), zajęcia dodatkowe dla dzieci (26 proc.), koszty związane ze żłobkiem i przedszkolem (19 proc.) oraz transport (15 proc.). Co trzecia rodzina deklaruje, że nie wydaje nic na kulturę i rozrywkę – na to już nie starcza.

Przemieszczanie się po mieście jest kłopotliwe – przyznaje Agata. – Jak powiększyła się rodzina, musieliśmy kupić większy samochód. Trochę ratuje nas Karta Warszawiaka dla rodzin posiadających więcej niż troje dzieci. Córka może więc bezpłatnie dojeżdżać autobusem do liceum. Wszyscy jeździlibyśmy częściej komunikacją zbiorową, gdyby jakaś zniżka przysługiwała również rodzicom. Niestety, musimy płacić 100 proc. za bilet, co powoduje, że młodsze dzieci nie korzystają często z przywileju darmowej komunikacji, bo stale pozostają pod naszą opieką, a wobec braku zniżki wolimy podróżować samochodem.

Autem po mieście – ze sklepu do domu, z przedszkola do pracy – poruszają się też Ewa z Piotrem i trojgiem dzieci: Martą, Adamem i Pauliną. Ale chociaż w Łodzi żyje się coraz szybciej (choć nadal nie tak szybko jak w Warszawie), cała piątka nie odczuwa tego pośpiechu.

CZYTAJ WIĘCEJ W MAGAZYNIE DGP