Minione dwa lata pokazały, że ostra kuracja była Polsce potrzebna. Na jaw wyszły całe pokłady rozmaitych patologii na najróżniejszych poziomach działania państwa. Okazało się, że dotyczą nie tylko najwyższej politycznej półki, ale i samorządów lokalnych czy służby zdrowia. Nie mamy bowiem do czynienia z jednym układem, który opanował kraj i nie pozwala mu na rozwój. Polskę oplotła sieć mniejszych, lokalnych układzików, które - co warto podkreślić - wciąż czekają na rozbicie. Nie da się zaprzeczyć, że dziś atmosfera w państwie jest dużo czystsza i dużo bardziej sprzyjająca ludziom uczciwym.

Znikło społeczne przyzwolenie dla korupcji. Ci, którzy dotąd dawali łapówki z przymusu, przestali je dawać, bo poczuli, że znów można być uczciwym. W tej atmosferze również ci, którzy brali, poczuli się mniej pewnie. To przyniosło najlepsze efekty.

Słuszność postawionej diagnozy i podjęcie potrzebnego leczenia nie oznacza jednak, że chirurg wykazał się pełnym profesjonalizmem. Powołanie CBA czy reforma skarbowych służb kontrolnych były pożądane, lecz z czasem wykorzystano je w sposób podający w wątpliwość czystość intencji. Nie da się bowiem usprawiedliwić prowokacji, w których służby specjalne wykorzystano do celów politycznych. A mieliśmy z tym do czynienia zarówno w sprawie domniemanej korupcji w Ministerstwie Rolnictwa, jak i w działaniach podjętych przez CBA wobec posłanki Beaty Sawickiej. Jednocześnie organa śledcze nie schodziły z telewizyjnych i prasowych czołówek. Medialny rozgłos, jakiego nadawano kolejnym przedsięwzięciom prokuratury, ABW czy CBA, nie świadczył o ich profesjonalizmie. Wskazywał raczej drugie, polityczne dno podejmowanych akcji.

Polacy wybrali dwa lata temu polityczną zmianę, bo nie zgadzali się na patologie w życiu publicznym. I to - o czym trzeba pamiętać - się nie zmieniło. Problem polega na tym, że te nastroje niepotrzebnie poparto bezwzględnymi i szeroko nagłaśnianymi akcjami służb specjalnych z polityczną motywacją w tle. Dziś najważniejsze jest więc, aby umieć odróżnić diagnozę od leczenia.