Dziennik Gazeta Prawana logo

Jak się nie podoba w UE, to wynocha

24 czerwca 2008, 23:23
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Jeśli Irlandczycy nie chcą popierać UE, to bardzo dobrze. Tylko niech wystąpią z Unii! Moim zdaniem to żaden problem. Mają do tego prawo. To samo dotyczy Polski. Jeśli Polska nie chce podpisać Karty Praw Podstawowych, powinna otwarcie powiedzieć: nie chcemy już być częścią Unii Europejskiej. Nie można zjeść ciastka i mieć ciastka - grzmi w "Fakcie" eurodeputowany, Daniel Cohn-Bendit.

To prawda, ale nie zapominajmy, że to polscy politycy, którzy krzyczeli "Nicea albo śmierć przyczynili się do takiego obrotu spraw. Tu nie chodzi tylko o Irlandię. Mamy dziś do czynienia z poważnym problemem, który powoduje, że wszystkie kraje postrzegają Europę jedynie "jednokierunkowo.

Rozpowszechniła się wizja narodowa Europy. Ludzie dziś myślą w następujący sposób: "Co ja, jako Irlandczyk, Polak czy Francuz mam z Europy i co jeszcze mógłbym uzyskać?. W ten sposób do niczego nie dojdziemy!

Tak. Musimy również odpowiedzieć sobie na jedno proste pytanie i w zależności od odpowiedzi przebudować Europę: chcemy tylko Europy rynkowej czy Europy politycznej, społecznej i ekologicznej, która będzie w stanie stawić czoła wyzwaniom dzisiejszego świata?

Globalizacja, degradacja środowiska i potrzeba budowy wielobiegunowego świata, który przyjmie odpowiedzialną postawę wobec konfliktów wybuchających w różnych częściach naszej planety. Potrzebujemy świata opartego na uniwersalnych prawach człowieka i Europy, która będzie chronić podstawowe wartości.

Sarkozy blefuje. To tylko element debaty politycznej. Wiem, że Nicolas Sarkozy uważa, że energia nuklearna jest jedyną możliwą drogą. Inni uważają, że rozwiązaniem jest energia odnawialna czy wprowadzenie oszczędności energetycznych itp. Tak czy siak to tylko debata polityczna i w tego rodzaju dyskusji albo się wygrywa, albo się przegrywa… Moim zdaniem, istota sprawy leży gdzie indziej. Tak naprawdę ważne jest, aby wyraźnie powiedzieć, że potrzeba spójnego stanowiska Europy, aby móc skutecznie przeciwdziałać degradacji środowiska naturalnego.

Jeśli tak jest, to bardzo dobrze. Tylko niech wystąpią z Unii! Moim zdaniem to żaden problem. Mają do tego prawo. To samo dotyczy Polski. Jeśli Polska nie chce podpisać Karty Praw Podstawowych, powinna otwarcie powiedzieć: nie chcemy już być częścią Unii Europejskiej. Nie można zjeść ciastka i mieć ciastka!

- Może i dlatego czekanie na pełną jednomyślność jest szaleństwem. Jeżeli przeprowadza się referendum i ludzie mówią "nie chcę tej Europy, którą mi zaproponowano", oznacza to de facto, że sami się z tej Europy wyrzucają.

Jestem za referendum europejskim opartym na podwójnej większości, to znaczy za tym, by decydowało zdanie większości narodów. Jeśli większość państw opowiada się za tak, to pozostali muszą się zdecydować, jakie przyjąć stanowisko, odpowiadając sobie na pytanie: "Albo zostajemy i akceptujemy dany model polityczny Europy, albo występujemy z Unii!"

Oczywiście. Nie można dalej funkcjonować w ten sposób. Musimy określić taki sposób działania, który pozwoli Europie iść naprzód. Jeśli prezydent Wacław Klaus sprzeciwi się ratyfikacji i Czesi nie ratyfikują traktatu, jak wyobraża sobie pan czeską prezydenturę Unii?

Zapanowałby niesamowity bałagan. W ogóle nie mogę sobie tego wyobrazić. Moim zdaniem, krótkoterminowo, należy kontynuować proces ratyfikacji. Tak jak w przypadku traktatu konstytucyjnego, należy zastosować warunek przyjęcia go przez 4/5 państw. Jeśli traktat lizboński zostanie ratyfikowany przez co najmniej 4/5 państw członkowskich, powinien obowiązywać w tych 4/5 krajów. I kropka.

Oczywiście, to porażka polityków, ale wynika ona z koncepcji Europy "jednokierunkowej, o której wcześniej mówiłem. Kiedy ma zostać podjęta jakaś decyzja, rządy podejmują ją albo wspólnie w Brukseli lub na spotkaniu Rady Europejskiej. Następnie politycy wracają do swoich krajów i oznajmiają, że "Bruksela zadecydowała. Ale czym jest Bruksela? To tylko kamienie, które przecież nie mogą o niczym decydować: decyzje podejmują siły polityczne, rządy. Tymczasem wytworzył się zupełnie chory klimat wokół Brukseli, z którego wynika, że to biurokraci decydują o wszystkim. To nieprawda. O wszystkim decydują politycy. Być może robią to źle, ale w takim przypadku trzeba wybrać innych.

Nie. Należy wprowadzić więcej polityki. Musimy przywrócić odpowiednią wagę polityce, wprowadzić w życie proces podejmowania decyzji na poziomie europejskim i stworzyć publiczną przestrzeń europejską.

Jest mi wszystko jedno, czy będzie to prezydent Europy, czy prezydent Komisji Europejskiej. Po prostu podczas wyborów europejskich, każde ugrupowanie polityczne powinno wystawić jednego kandydata na czele listy europejskiej, który byłby kandydatem we wszystkich krajach. Spowodowałoby to, że debata odbywająca się podczas wyborów europejskich, dotyczyłaby Europy, a nie danego kraju. Ludzie nie głosowaliby już za lub przeciw braciom Kaczyńskim, za lub przeciw Berlusconiemu, za lub przeciw Sarkozyemu. Debata powinna dotyczyć Europy i projektu europejskiego/

*Daniel Cohn-Bendit, francuski eurodeputowany, publicysta

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj