Dziennik Gazeta Prawana logo

Dlaczego populiści są tak silni w Europie Wschodniej? [ROZMOWA]

4 grudnia 2021, 09:34
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z Viktorem Orbanem
<p>Spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z Viktorem Orbanem</p>/X.com
"Pogląd, że populiści potrafią wyrazić realną potrzebę ludu, jest tak naprawdę mitem. Za to dużo jest prawdy w opowieści o intelektualnym lenistwie polityków opozycji – i nie widać tu oznak poprawy" - mówi w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" Jan Kubik, antropolog polityczny, profesor w Instytucie Nauk Politycznych na amerykańskim Uniwersytecie Rutgersa.
Jan Kubik antropolog polityczny, profesor w Instytucie Nauk Politycznych na amerykańskim Uniwersytecie Rutgersa, profesor slawistyki i Studiów Wschodnio-Europejskich na University College London. Zajmuje się zjawiskami na styku polityki i kultury, polityką protestu, transformacjami w krajach postkomunistycznych i populizmem.

DGP: Kieruje pan międzynarodowym zespołem ekspertów badających populizm - co się takiego wydarzyło, że populiści są tak silni w Europie Wschodniej?

Jan Kubik: Wpływ na to ma kilka czynników. Na pewno transformacja systemowa - cena, którą ludzie zapłacili za zmiany, jest nierówno rozłożona na poziomie klas społecznych oraz regionalnie. Ludzie mieszkający w małych miastach, rejonach poprzemysłowych czy na wsiach mają poczucie osamotnienia. Odwróciły się od nich elity polityczne, które forsowały własne wartości, a państwo i jego instytucje w coraz mniejszym stopniu są w stanie zapewnić im wsparcie. Rynek pracy jest niepewny, partie postawiły na klasę średnią, zaś do tego w mediach najczęściej peryferie są przedstawiane przez pryzmat negatywnych skojarzeń. Efekt? Poczucie zagubienia i kulturowego wykorzenienia.

Jaki jest więc patent populistów na peryferie?

Spójrzmy na Węgry - Viktor Orbán po przegranych wyborach w 2006 r. przystąpił do budowy oddolnego ruchu „kół obywatelskich”. Analizy socjologów pokazują, że była to mozolna praca u podstaw - wiele inicjatyw samopomocowych i charytatywnych, wymyślanie nowych świąt, które wspólnie przeżywano, wycieczki edukacyjne oraz pielgrzymki, festiwale jedzenia, nawet szkolenia ze składania skarg na skandalizujące treści w mediach.

Szeroki obywatelski front.

Powstało coś w rodzaju konglomeratu dużych ruchów religijnych, patriotycznych, politycznych, zawodowych, rodzinnych, kobiecych, młodzieżowych i obywatelskich. Budowanie wspólnoty poprzez obywatelską aktywność było kluczowe dla ugruntowania i rozszerzania społecznych podstaw prawicowej polityki.

Dając polityczne zwycięstwo partii Orbána.

Tak, dzięki pracy u podstaw Fidesz zyskał większość konstytucyjną. U nas proces ten wyglądał podobnie, a wykorzystał go PiS. Badacze z Polski oraz Węgier wskazali na wiele podobieństw między oboma krajami nie tylko na poziomie politycznej aktywności, lecz także - co zaskakujące - budowy prawicowego społeczeństwa obywatelskiego. Dobrym tego przykładem są kluby „Gazety Polskiej”.

CAŁY WYWIAD CZYTAJ W ELEKTRONICZNYM WYDANIU MAGAZYNU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj