*: Nie ma w tym konflikcie jednoznacznego zwycięzcy. Wszyscy stracili. Ale to Ukraina przegrała najbardziej. Przecież jeszcze na początku roku Rosja proponowała nam gaz za
250 dolarów. Teraz jest to 450.
Taka zniżka nie ma wielkiego znaczenia. Właściwie to powinno być tak, że skoro przechodzimy na ceny europejskie za gaz, to powinniśmy też przejść na europejskie opłaty za tranzyt. I dopiero
wtedy dogadywać się na temat ewentualnych zniżek.
Niestety nie mogła. Wskutek akcji propagandowej Gazpromu i rosyjskich polityków coraz więcej państw w Unii Europejskiej zaczynało przyjmować stanowisko Kremla i traktować Ukrainę jak
złodzieja. Dalsze przedłużanie wojny gazowej przyniosłoby nieodwracalne szkody dla wizerunku naszego kraju. Tymoszenko po prostu musiała podpisać porozumienie. Nie miała innego wyjścia.
Poniosła też straty. Po pierwsze straty finansowe. W sytuacji kiedy Gazprom ma poważne kłopoty, podobne konflikty są wyjątkowo odczuwalne. Ale przede wszystkim Rosja po raz kolejny dowiodła,
że nie cofnie się przed niczym, żeby osiągnąć założone cele. Jej wizerunek ucierpiał na Zachodzie tak samo jak wizerunek Ukrainy.
Przede wszystkim UE jest również jednym z przegranych tego sporu. Obnażył on jej słabość i niezdecydowanie.
Mocniej naciskać na Rosję. Ale mam na myśli jeszcze inną słabość. Wspólnota nie była w stanie przyjść z pomocą swoim członkom. To wina systemu gazociągów, które są nastawione na
przyjmowanie surowca, ale już nie na jego redystrybucję wewnątrz Unii.
Pójść po rozum do głowy i zdecydować się na jakąś strategię energetyczną. Albo grać na dywersyfikację dostaw. Albo na alternatywne źródła energii.
Nie. W grę wchodzą za duże pieniądze europejskich koncernów energetycznych i zbyt odmienne interesy polityczne poszczególnych krajów członkowskich. Unia jest za słaba, żeby zrobić coś
wbrew Gazpromowi.
* Wadym Karasiow, politolog, dyrektor kijowskiego Instytutu Globalnych Strategii