Dziennik Gazeta Prawana logo

Miller: IV RP chce wywrócić Okrągły Stół

13 lutego 2009, 22:09
Ten tekst przeczytasz w 16 minut
Dlaczego 20 lat po Okrągłym Stole wydarzenie to wywołuje większe emocje niż 10 lat wcześniej? Ponieważ pojawiła się IV RP z całym jej slangiem… Jeśli 20 lat temu rozpoczęła się w tej części Europy pokojowa rewolucja, to IV RP jest kontrrewolucją. Jest próbą zawrócenia Polski do roku 1989 - z tezą, że można było zrobić wszystko inaczej - mówi Leszek Miller w rozmowie z Cezarym Michalskim.

Kierowała mną złość biorąca się z przekonania, że polskie przemiany zostaną zepchnięte w cień przez podobne wydarzenia mające miejsce w podobnym czasie w innych częściach Europy, zwłaszcza w Niemczech czy Czechach. Jesienią tam również minie 20 lat od wielkich wydarzeń. Przypuszczam, że w obchody silnie zaangażują się też władze, nie pozostawiając cienia wątpliwości, że nie w Polsce, a w Berlinie wszystko się zaczęło. Tymczasem w Polsce na oczach wszystkich prowadzi się niekończące dyskusje na temat oceny Okrągłego Stołu. Na zewnątrz jest to odbierane następująco: skoro Polacy sami mają aż tyle wątpliwości, to dlaczego mamy uznawać ich pierwszeństwo w zapoczątkowaniu tych przemian.


Nie neguję czynnika geopolitycznego. Więcej, uważam, że na pytanie, dlaczego to wszystko stało się możliwe właśnie w roku 1989, a nie w roku 1956 czy 1970, mam bardzo jasną odpowiedź. Rok 1989 był momentem, kiedy wystąpiły jednocześnie co najmniej trzy warunki, które wcześniej nigdy jednocześnie nie występowały. Te warunki to silna, dobrze zorganizowana opozycja wewnętrzna w postaci "Solidarności"


Ale jednocześnie dojrzewała do porozumienia. Drugim czynnikiem było wzmocnienie jednego z nurtów w obozie władzy do tego stopnia, że jego przedstawiciele mogli sobie pozwolić na rozpoczęcie dialogu z opozycją. Trzecim czynnikiem były wydarzenia w ZSRR i pierestrojka Gorbaczowa. Dlaczego 10 lat wcześniej zmiany były niemożliwe? Istniał przecież silny ruch opozycyjny w postaci "Solidarności" - co do tego nie ma wątpliwości. Dyskutować można, czy istniał już wtedy czynnik drugi, czyli określony nurt w obozie władzy. Nie można jednak mieć wątpliwości, że zabrakło czynnika trzeciego, czyli zmian na arenie międzynarodowej.


To był inny podział… Wówczas motywacja do rozmów - w sytuacji, gdy wiadomo było, że ZSRR nie będzie interweniował - dzieliła się na dwa typy. Jedni uważali, że należy zacząć od reform politycznych i przechodzić do reform gospodarczych. Druga frakcja była dokładnie przeciwnego zdania. Nawoływali do wyjścia od reform gospodarczych w kierunku politycznych. Rzecznikiem tego drugiego podejścia byli ludzie związani z Mieczysławem Rakowskim. Były dwie ważne postacie, z którymi Rakowski, po tym jak został premierem, próbował realizować ten program - Mieczysław Wilczek, minister przemysłu, i Dominik Jastrzębski, minister współpracy gospodarczej z zagranicą. Ja wówczas uważałem, że właśnie tak trzeba to robić - zaczynać od reform gospodarczych, a dopiero później liberalizować system polityczny. Na dobrą sprawę ta linia zwyciężyła. Umowa Okrągłego Stołu to był czteroletni okres przejściowy, w którym przede wszystkim chcieliśmy się uporać z gospodarką, mając lojalną opozycję w postaci OKP. To, co się później błyskawicznie stało, było złamaniem umowy Okrągłego Stołu. Nazywaliśmy to "zdradą Jóźwiaka i Malinowskiego".


Tego nie można nazwać zdradą - taki był po prostu wynik wyborów.


Ja nie miałem. Uczestniczyłem wówczas w kampanii wyborczej i kiedy w węższym czy szerszym gronie odbywały się tu w Warszawie spotkania z Jaruzelskim, otwarcie mówiłem, co przywożę z tzw. terenu. Mówiłem, że kampania jest bardzo ciężka, że nie jesteśmy noszeni na rękach, że spotykamy się z obojętnością, często z niechęcią, i nie sądzę, byśmy w tych wyborach mieli odnieść olśniewający sukces. Był taki nurt, który martwił się wtedy, że "Solidarność" dostanie za mało i trzeba ją będzie podpierać - jednym z jego reprezentantów był Zygmunt Czarzasty. Ale ja aż takim optymistą nie byłem…


Słynne zdanie Rakowskiego o stole suto zastawionym zamiast okrągłego nie było wymyślone ot tak sobie. Jego przekonanie brało się z konkluzji, że ważniejsza od nadbudowy jest baza…


Niech pan zwróci uwagę, że determinacja Rakowskiego w tym zakresie szła tak daleko, że to on urynkowił ceny żywności, a przecież nie musiał tego robić. Nagle ceny poleciały do góry i zaczął się chaos. Ten krok nie był konieczny. Jednak Rakowski naprawdę był głęboko przekonany o tym kierunku zmian - od gospodarki do systemu politycznego. Uważałem wtedy Rakowskiego za swojego guru i podzielałem pogląd, że jak naprawimy gospodarkę, to będziemy mogli potem zaryzykować sprawdzian polityczny. Kwaśniewski uważał wówczas odwrotnie.


To dobre pytanie. Być może byli pod wrażeniem polityki Gorbaczowa, który próbował jednak zacząć zmiany od nadbudowy. Gorbaczow był wtedy zjawiskiem, które w wielu miejscach, nie tylko w Polsce, wywierało ogromny wpływ. Myślę, że nasi generałowie wychodzili z założenia, że skoro Gorbaczow idzie tą drogą, to być może ma rację i warto iść za nim.


Chyba nie wywołały one specjalnego wrażenia, ponieważ Rumunia zawsze była przez nas traktowana jak dzika planeta. Przepaść między systemem władzy politycznej w Polsce a Rumunami była ogromna. I to na naszą korzyść. Zawsze dziwiło mnie, dlaczego Zachód tak się Rumunom podlizywał. Myślał, że skoro Rumuni są antyradzieccy, to automatycznie są sojusznikami. U nas to jednak nie wywoływało większego wrażenia. Poza tym, jeśli do czegoś takiego miało dojść w obozie socjalistycznym, musiało się to zdarzyć w Rumunii.


Uważałem, że mam przed sobą przy Okrągłym Stole absolutnie reprezentatywną część opozycji, a ci, którzy pozostali na zewnątrz, mogą być hałaśliwi, ale ich realny potencjał polityczny jest żaden. Choć oczywiście moja znajomość tego środowiska była dość wątła. Miałem taką próbę kontaktu z nim przed Okrągłym Stołem. W styczniu zorganizowałem spotkanie otwarte w stołówce KC, na które przyszło wielu młodych radykałów, m.in. Piotr Skwieciński i Marcin Meller z NZS. Miałem taką umowę z Jaruzelskim, że będzie to próba przed czymś ważniejszym. To był taki nasz sprawdzian, czy można wpuścić każdego do KC i umożliwić mu nie tylko powiedzenie tego, na co ma ochotę, ale potem jeszcze pokazać to na zewnątrz. Sprawdzaliśmy, jaka będzie na to reakcja. Stefan Meller opowiadał mi dużo później, że jak na to spotkanie wybierał się jego syn, matka ostrzegała go, że pewnie zostanie tam aresztowany albo pobity. Kiedy wrócił, matka powiedziała mu: "Wiesz, ten Miller to chyba jakiś normalny człowiek jest". Ludzie przyszli i powiedzieli rzeczy gorsze niż przy Okrągłym Stole. Mówiono, że oto jesteśmy w gmachu zbroczonym krwią i tego typu rzeczy, które jednak przy Okrągłym Stole nie padały. Miałem wówczas przed sobą próbkę ludzi, którzy walczyli o zarejestrowanie swojej organizacji, czyli NZS, ludzi bardzo zdeterminowanych, z zupełnie innej planety. Ci ludzie już się nie bali i mówili rzeczy, których nikt nigdy, przynajmniej w tamtym budynku, nie mówił.


Przypuszczam, że zadecydowała o tym ich niewiara w to, że my możemy coś znaczyć. Gdyby w 1989 roku pana strona, patrząc na nas, widziała w nas realne zagrożenie polityczne, widziała w Kwaśniewskim prezydenta, we mnie premiera itp., to być może próbowałaby za wszelką cenę do tego nie dopuścić. Nas jednak postrzegano jako polityczne trupy… Pamiętam Wałęsę z jego uśmieszkiem, kiedy mówił, że nas już nikt do niczego nie zaprosi. Uważał, że umrzemy śmiercią naturalną. Do wyborów w 1993 roku żyliśmy w przekonaniu, że to bardzo dobrze, iż jesteśmy w Sejmie, ale jesteśmy skazani na wieloletnią opozycyjność. Wyobrażaliśmy sobie, jak można to wszystko przebić, i cały czas błąkał się wśród nas pomysł na zjednoczenie z lewicą solidarnościową, czyli z Unią Demokratyczną. Pamiętam jeden z moich pierwszych wyjazdów jako sekretarza generalnego SdRP w 1990 czy 1991 roku do Madrytu na rozmowy z hiszpańskimi socjalistami. Powiedziano mi tam wprost, że nie będziemy postrzegani jako europejscy socjaliści, dopóki nie uzna nas Unia Demokratyczna. Dopóki ona nas nie namaści, pozostaniemy poza nawiasem życia politycznego.


Było to dla mnie strasznie wkurzające. Jednak nie wszyscy tak to postrzegali. Wielu moich kolegów uznawało, że to jedyna droga i że trzeba poświęcić własną suwerenność i po prostu zrealizować dyktowane warunki. Echo tych myśli pojawiało się jeszcze wiele lat później, kiedy dzielił się SLD. Ale wcześniej przełomem stały się wybory w 1993 roku, kiedy okazało się, że skala naszego zwycięstwa wspólnie z PSL jest zdumiewająca. Kiedy na Zachód zaczęli jeździć demokratycznie wybrani ministrowie, nie było już mowy o żadnych próbach izolacji.


Podoba mi się sformułowanie, które pojawiło się przy okazji obecnych obchodów, głoszące, że komunizm nie został w Polsce obalony, ale rozwiązany za porozumieniem stron. Rytualna "zemsta na komuchu", przy dodatkowym twierdzeniu, że się komunizm w Polsce obaliło, jest historycznym kłamstwem.


W mediach pojawiła się opinia, że Pokojowa Nagroda Nobla powinna była zostać przyznana Wałęsie i Kiszczakowi. Uważam, że ma to głęboki sens. To byłby prawdziwy wyraz tego, co się wówczas działo.


Ale dlaczego 20 lat po Okrągłym Stole wydarzenie to wywołuje większe emocje niż 10 lat wcześniej? Ponieważ pojawiła się IV RP z całym jej slangiem… Jeśli 20 lat temu rozpoczęła się w tej części Europy pokojowa rewolucja, to IV RP jest kontrrewolucją. Jest próbą zawrócenia Polski do roku 1989 - z tezą, że można było zrobić wszystko inaczej. Trzeba przekreślić wiele instytucji, które się wówczas pojawiły, i zacząć od nowa. Przed 10 laty obchody rocznicy Okrągłego Stołu wyglądały bardziej cywilizowanie. A kiedy mówimy o ustawie dotyczącej emerytur dla generałów, to jestem pewien, że ona zostanie uchylona przez Trybunał Konstytucyjny. A jeżeli nie, to wszyscy, którzy zaskarżą ją do Strasburga, będą wygrywać. Zapłacimy wysoką cenę za ten kaprys.


Pana diagnoza niekoniecznie musi być słuszna, bo wielu Polaków nie popiera ograniczania praw emerytalnych byłym wojskowym. To może być dla lewicy szansa na poszerzenie bazy. Historia najszerzej uśmiecha się do zwycięzców. Ci, którzy dominują w danym momencie, piszą najbardziej popularną wersję historię. Nawiasem mówiąc, uważam, że Platforma popełniła błąd, nie włączając się w te obchody. Kto będzie pisał historię za 10 lat? Uważam, że wówczas pomysł IV RP będzie już tylko cieniem i że obchody będą przypominały bardziej te z czasów prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego, a nie te obecne.


Jak się panu w takim razie podoba formuła: "Moją ojczyzną była PRL, moją ojczyzną jest III RP, a moją ojczyzną będzie Europa".


Panu jest o wiele łatwiej. Pan spędził w PRL niewiele czasu, a ja ponad połowę życia.


Nie rozmawiałem z nim nigdy na ten temat. Rzadko rozmawialiśmy o przeszłości. Zaproponowałem Celińskiemu przejście do SLD, ponieważ jego poglądy były tak bliskie moim, że wydawało mi się, że jego miejsce jest u nas. Dla niego to była bardzo trudna decyzja. To nie była jedyna taka zmiana. Przecież pani Piekarska, była działaczka NZS, była w moim rządzie wiceministrem spraw wewnętrznych. Andrzej Bączkowski także z nami pracował…


Nie.


Nie mogę się na to zgodzić. To by było niewiarygodne, bo ja większość życia spędziłem w PRL. Jeśli jednak znajdzie pan moich młodszych kolegów, to przypuszczam, że z nimi taki układ będzie pan mógł zawrzeć bardzo łatwo.


Być może.


Niech pan spróbuje…

p

, ur. 1946, polityk działacz PZPR (od 1988 roku sekretarz KC), uczestnik obrad Okrągłego Stołu. Po 1989 roku współzałożyciel SdRP i lider SLD. W latach 1993 - 1996 minister pracy i polityki społecznej. W 2001 roku poprowadził SLD do zwycięstwa wyborczego. W latach 2001 - 2004 premier RP. W grudniu 2002 roku doprowadził do finału negocjacje akcesyjne z UE. W maju 2004 roku ustąpił ze stanowiska w wyniku afer korupcyjnych z udziałem polityków SLD.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj