Ciasno, mało wygodnie i mniej komfortowo, ale do Szwajcarii da się dolecieć. Lech Kaczyński wybierze się na szczyt ekonomiczny w Davos starym jakiem. Rządowy tupolew jest bowiem zepsuty. Czy polskiemu prezydentowi wypada latać taką maszyną? "Wstydu nie będzie" - przekonuje jego kancelaria.
Do czwartku, kiedy prezydent leci do Davos, - rozkładają ręce mechanicy. Dlatego Lech Kaczyński musi przesiąść się do mniejszego jaka.
Co to oznacza dla prezydenta? Mniejszą delegację i mniej wygód, za to dłuższą podróż. Radio RMF, które dowiedziało się o usterce tupolewa, zapytało kancelarię Lecha Kaczyńskiego, czy lot nie umniejszy jego prestiżu.
- usłyszał dziennikarz w Kancelarii Prezydenta. W Davos nie ma bowiem lotniska. Wszystkie maszyny lądują w Zurichu, a do kurortu politycy docierają samochodami.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl