Inne
Reklama

W poniedziałek przed południem polityk lewicy wsiadł do służbowej limuzyny na warszawskim lotnisku Okęcie. Kierowca przez całą drogę mocno dociskał pedał gazu - relacjonuje "Fakt", który śledził Bartosza Arłukowicza.

Gdyby świadkiem tego poselskiego rajdu byli policjanci, kierowca straciłby prawo jazdy. Lista jego przewinień jest bowiem długa. Jazda z prędkością 120 km/h w miejscach, gdzie obowiązywało ograniczenie do 70, wyprzedzanie bez kierunkowskazu, przekroczenie linii ciągłej, przejechanie przez skrzyżowanie na czerwonym świetle.

Wszystkie przewinienia kosztowałyby w sumie 1500 złotych mandatu i ponad 20 punktów karnych - podsumował "Fakt". Bartosz Arłukowicz nie chciał tego skomentować.

Czytaj także: Libacja na komisariacie!