"Pytam ambasadora Grinina dlaczego wprowadza w błąd polską opinię publiczną, że nie dostał listu z Kancelarii Prezydenta z informacją, że prezydent pragnie wziąć udział w obchodach uroczystości w Katyniu?" - mówił rano w Radiu ZET Aleksander Szczygło, jeden z najbliższych współpracowników Lecha Kaczyńskiego.

Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego kpił z Rosjan. "Listy wszędzie dochodzą, tylko nie do ambasady rosyjskiej. Taki bałagan mają w ambasadzie?" - pytał retorycznie Szczygło. Nie omieszkał też zrobić wycieczki w stronę rządu: "List do ambasady miał charakter grzecznościowy, a sprawą wizyty prezydenta Kaczyńskiego w Katyniu powinien zając się MSZ".

Burza rozpętała się, gdy wczoraj Grynin oznajmił, że nie dotarł do niego żaden list z Kancelarii Prezydenta. "Nie widziałem takiego pisma" - mówił rosyjski ambasador.