Dziennik.pl logo

Leszek Miller nie wierzy Pełczyńskiej-Nałęcz. "Strzeliła focha, jest humorzasta"

Leszek Miller
Leszek Miller/PAP Archiwalny
Polska opinia publiczna wciąż żyje głośnym odejściem ministry funduszy i polityki regionalnej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z rządu Donalda Tuska. Polityczna argumentowała, że złożyła rezygnację dlatego, że jej chodzi o zasady, natomiast koalicji wyłącznie o stołki. Były premier Leszek Miller nie wierzy w te powody.

Pani minister odeszła z powodów osobistych. Strzeliła focha, bo nie zostanie wicepremierem, w dodatku jej dawny rywal przejął partię więc uznała, że to dobry moment, żeby trzasnąć drzwiami i wyjść. Jest humorzasta – ocenia Leszek Miller na antenie Radia ZET.

Leszek Miller: Polska 2050 nie ma nic do powiedzenia

Pytany przez Bogdana Rymanowskiego, czy kandydatki na nową minister funduszy i polityki regionalnej będą z ramienia Polski 2050, były szef rządu wskazuje, że "to będą kandydatki pana premiera Tuska" i dodaje, że "typuje panią Bieńkowską i panią Sobkowiak". Polska 2050 przecież nie ma nic do powiedzenia. Ile oni tam mają, 2 proc.? To co taka partia ma do powiedzenia? – pyta retorycznie Miller.

Leszek Miller: Hołownia za plecami Pełczyńskiej? To normalne

Dopytywany o "taśmy Pełczyńskiej" i o to, czy prawdą może być to, że Szymon Hołownia spotykał się z Donaldem Tuskiem za plecami Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, żeby zastąpić ją w rządzie, Leszek Miller zauważa, że takie sytuacje są "absolutnie normalne". Tak robiono wobec mnie. Ja nie musiałem tak robić, bo miałem tak mocną pozycję, że nie musiałem tego udowadniać, ale kiedy w partii nie ma jasno określonej siły, która kieruje partią, ludzie posuwają się do takich momentów – spostrzega były premier.

Zdaniem byłego premiera Donald Tusk nie ma problemu z utrzymaniem jedności koalicji. Koalicja będzie trwała do wyborów, ale nie będzie podejmować żadnych ważnych decyzji, zwłaszcza dotyczących ochrony zdrowia – przekonuje były szef SLD.

Leszek Miller: Chcę, żeby Polska zachowywała się jak mężczyzna

Pytanie, czy Sejmik Województwa Lubelskiego powinien zerwać współpracę z Obwodową Radą Lwowa przez decyzję dotyczącą UPA, Leszek Miller kwituje: Oczywiście.

Chcę, żeby Polska zachowywała się jak mężczyzna, a nie jak rozmemłana baba. Polskie władze się tak zachowują, bo nie mogą zdobyć się na poważny ton tylko tolerują wszystko, co wyczynia Kijów – uważa były premier. Jego zdaniem "to, co zrobiła Lwowska Rada Obwodowa, wynika z tego, co zrobił parlament ukraiński w grudniu ubiegłego roku". To jest taki zwyczaj, nawet powinność, że ukraiński parlament tworzy listę najważniejszych uroczystości, które będą się odbywały w następnym roku. Taką uchwałę podjęto w grudniu 2025 i tam wymieniono Szuchewycza jako godnego najwyższych zaszczytów – zwraca uwagę były premier.

Pytam się polskiej dyplomacji – dlaczego nie zauważyli takiej listy? Bo tam nie tylko Szuchewycz jest na liście. Jest mnóstwo działaczy OUN i UPA, przy czym duża ich część to ordynarni mordercy, którzy zabijali Polaków – zaznacza Leszek Miller. W jego ocenie "polski rząd powinien powiedzieć wyraźnie, że Polska nie będzie tego tolerować, a Polska ma rozmaite możliwości, żeby pokazać swoją siłę".

Kiedy Zełenski nazwał jedną z jednostek wojskowych im. bohaterów UPA, to Polska powinna zrezygnować z dotacji dla Starlinków. Niech sobie wykombinują jakąś inną, podobną usługę, ale nie będziemy tego płacić. My to opłacamy. Dlaczego mamy to robić? – pyta retorycznie były premier.

Pytany o to, czy przyszły rząd powinna stworzyć Konfederacja, były szef rządu odpowiada, że "rząd będzie tworzył ten, kto wygra wybory", ale dodaje: Z punktu widzenia pomysłów na gospodarkę, wolny rynek – to tak, Konfederacja się przyda.

Pytany z kolei, czy Grzegorz Braun to agent wpływu Rosji? Oczywiście, że nie. Nie akceptuję jego poglądów, ale ponieważ Braun ma solidną bazę w Polsce, to nie mogę powiedzieć, że wszyscy Polacy, którzy popierają Brauna, to są agencji rosyjscy – mówi Miller.

Odnosząc się do innego głośnego zagadnienia, były premier spostrzega, że Viktor Orban powinien zostać sekretarzem generalnym ONZ. Przecież Orban to polityk o wielkim doświadczeniu i nie przeszkadzał nikomu, jak był członkiem EPL, czyli partii, którą kierował Donald Tusk – kwituje były premier.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj