To nie tajne służby, lecz sami pracownicy Biura Bezpieczeństwa Narodowego razem z policją weszli po katastrofie pod Smoleńskiem do mieszkania Aleksandra Szczygły - twierdzi "Gazeta Wyborcza". Co więcej, komisyjne otwarcie mieszkania ministra nastąpiło na prośbę BBN.
Zauważono brak należącego do Szczygły laptopa, ale nie zgłoszono jego zniknięcia. Nie jest wykluczone, że minister mógł go mieć przy sobie w samolocie - dodaje dziennik.
Sprawa stała się głośna za sprawą niektórych polityków i mediów, sugerujących polityczny kontekst rzekomych włamań do mieszkań osób związanych z PiS, będących ofiarami katastrofy prezydenckiego tupolewa. Wspominali o tym m.in. profesor Jadwiga Staniszkis i wiceszef Biura Witold Waszczykowski.
Szef kolegium do spraw służb specjalnych, Jacek Cichocki, pytany w RMF FM, czy wie, gdzie jest laptop Aleksandra Szczygły odpowiedział: "Nie mam też takiej wiedzy. Nawet nie wiem, czy jeden z kilku zabezpieczonych laptopów to jest akurat ten laptop". "Wszystkie laptopy, które zostały przekazane, są dzisiaj w dyspozycji służby i na wniosek prokuratury są poddawane analizie" - dodał minister.