Przed wylotem do Portugalii prezydent zapowiedział, że nie ustąpi: Joanina musi się znaleźć w europejskim prawie. Kilka dni przed wyborami nie mógł zawieść. I rzeczywiście, przywódcy 27 krajów zgodzili się na spisanie osobnego protokołu, który ma taką moc prawną jak traktat, ale wpisano do niego nie sam mechanizm blokujący, a jedynie zobowiązanie, że nie zostanie on zmieniony bez jednomyślnej decyzji wszystkich państw Unii.

Sama Joanina pozostała natomiast tam, gdzie była: ledwie w deklaracji. Co ważniejsze, mechanizm ten będzie niezwykle trudno uruchomić. A nawet jeśli się to uda, kraje reprezentujące mniej niż 1/5 liczby mieszkańców UE będą mogły co najwyżej przedłużyć dyskusję o niekorzystnych dla siebie projektach ustaw o kilka tygodni, ale nie lat. To wszystko, co osiągnęliśmy.

Mimo to polski prezydent zaakceptował kompromis. "Negocjacje były nadzwyczaj krótkie. Polska przyjęła naszą propozycje w pół godziny. To dla nas wielki prezent ze strony Kaczyńskiego" - chwalił nas wczoraj premier Portugalii Jose Socrates.

Dlaczego poszło tak gładko? "Wszystko z góry przygotowaliśmy, kanclerz Merkel, prezydent Kaczyński i ja" - ujawnił kulisy rozmów prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Nasi dyplomaci dodają: "Nie chcieliśmy sprawiać wrażenia, że Polska znów sprawia kłopoty Europie. Tym bardziej że już podczas czerwcowego szczytu w Brukseli Warszawa zabezpieczyła swoje interesy, tzn. przedłużyła o 10 lat korzystny dla nas system głosowania z Nicei".

Ponadto Niemcy zapowiedziały, że Polska, jak inne największe kraje UE, będzie mogła mianować własnego rzecznika generalnego w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości. To funkcja, która ma istotny wpływ na wyroki sędziów.

Kluczową rolę w negocjacjach i tym razem odegrał Nicolas Sarkozy. Właśnie po spotkaniu z francuskim prezydentem Lech Kaczyński przystał na kompromis. "Teraz będziemy zbierali owoce naszego zaangażowania na Wschodzie Europy" - zacierał wczoraj ręce Sarkozy.

W przyszłym roku Paryż przejmie przewodnictwo w Unii. A Sarkozy mierzy wysoko. Wobec skrępowanej koalicją z socjalistami Angeli Merkel i walczącego z eurosceptyczną brytyjską prawicą premiera Gordona Browna chce zostać przywódcą nowej, dynamicznej Unii, która od 2009 roku będzie miała swojego prezydenta i ministra spraw zagranicznych.

Czy dogada się z Kaczyńskim w sprawie obsady tych stanowisk? Wczoraj francuski przywódca mówił o Tonym Blairze lub premierze Luksemburga Jean-Claude Junckerze jako kandydatach na pierwszego przewodniczącego Rady Unii. Nie wspomniał jednak ani słowem o Aleksandrze Kwaśniewskim, który także pojawił się na liście kandydatów. Ale to akurat Kaczyńskiemu zdaje się nie przeszkadzać. "On kandydował już do tylu instytucji, że mógłby się powstrzymać" - powiedział prezydent RP.