Przygotowane positio znajduje się w tej chwili w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych i będzie przechodzić zaplanowane etapy studiów prowadzonych przez odpowiednie gremia. Na końcu sprawa zostanie przedstawiona Ojcu Świętemu Benedyktowi XVI do ostatecznej decyzji.
Obecnie positio zajmują się eksperci z komisji teologów. Wynik ich dyskusji przejdzie do następnej komisji, tym razem kardynałów.
Nie, absolutnie nie. Przecież samemu papieżowi Benedyktowi XVI zależy na jak najszybszym zakończeniu procesu, bo świat się tego domaga. Nie tylko chrześcijanie, ale także inne religie. Jan
Paweł II stał się liderem dla całego świata.
Myślę, że tak, o ile nie wypadnie jakaś nieprzewidziana sprawa. Na przykład ktoś opublikował w Rumunii książkę z czasów wojny, podając nazwisko Wojtyła. Oczywiście to nie dotyczyło
osoby Karola Wojtyły, ale trzeba było wszystko sprawdzić, aby nie było żadnych wątpliwości, a to oczywiście wymagało czasu, więc czas procesu się wydłużył.
Według mnie nie, ale nie z powodu czasu zakończenia procesu, tylko kalendarza kanonizacji. 11 października tego roku odbędzie się kanonizacja bł. abp. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego. A kanonizacja Jana Pawła II będzie miała wyjątkowy charakter i raczej nie odbędzie się w towarzystwie innych. Co do konkretnych dat chcę jasno powiedzieć: nie będziemy naciskać na Benedykta XVI. Mamy zaufanie do jego mądrości, modlimy się o kanonizację. Lepiej nie robić tego w pośpiechu, ale przeprowadzić proces dogłębnie, aby nikt nigdy nie zarzucił, że sprawa została potraktowana powierzchownie.
Kanonizacja odpowiedziałaby na powszechne zapotrzebowanie. Na jego pogrzebie ludzie krzyczeli "santo subito" (natychmiast święty), a nie "santo beato"
(natychmiast błogosławiony). Beatyfikacja oznacza zgodę na kult lokalny, np. w jednej diecezji, a kanonizacja oznacza kult powszechny w całym Kościele.
Istotą świętości Jana Pawła II jest modlitwa, kontemplacja. On był zanurzony w Bogu nieustannie, w czasie każdej czynności. Z tego czerpał swoją niezwykłą siłę, spokój i prawdę.
Ludzie przebywający w pobliżu Ojca Świętego wyczuwali bliskość Boga. Papież był bardzo otwarty na wszystkich, nie dzielił ludzi na wierzących czy niewierzących. Szanował każdego. Kiedyś
na kolację do Ojca Świętego przyszła rodzina Żydów ze Stanów Zjednoczonych. Syn, młody człowiek, przez cały czas milczał, w pewnym momencie mówi do papieża: ja odczuwam tu obecność
Boga, i spytał, czy może zaśpiewać pieśń modlitwę, Jan Paweł II zgodził się, a on zaśpiewał dwie pieśni.
Postać Jana Pawła II nie idzie w zapomnienie. Mam wyraźne sygnały, że ludzie pragną pogłębiać jego dziedzictwo, które jest przecież jednocześnie dziedzictwem całego Kościoła. Z drugiej strony powinniśmy pamiętać, co mówił nasz papież jeszcze jako kardynał o Kościele: podobnie jak Chrystus będzie on do końca świata znakiem, któremu będą się sprzeciwiać. Ów sprzeciw wyraża się między innymi brakiem zachowania zasad moralnych, które mogą być traktowane jako niewygodne dla współczesnego człowieka, zwłaszcza młodego. Jan Paweł II bardzo zdecydowanie przypominał, że orędzie, które głosił, nie jest jego nauczaniem prywatnym, lecz Chrystusowym. Przykazania Boże są podstawą wszelkich zasad i życia moralnego. Powiem więcej, stanowią fundament praw stanowionych przez człowieka, choć były w historii ludzkości wielokrotnie przekraczane. Zawsze jednak wychodziło to na szkodę człowieka.
Spontanicznie przychodzą mi na myśl chociażby ruchy pro-life. Ochrona dziecka od poczęcia chyba już na stałe weszła w świadomość Polaków dobrej woli. Także głoszona przez papieża godność człowieka i jego podstawowych praw - do wolności, swobodnego zrzeszania się czy wyrażania swoich poglądów - stały się rzeczywistością.
Pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II to początek wyzwolenia spod panowania totalitaryzmu marksistowskiego i początek wyzwolenia z paraliżującego lęku, jaki ogarniał wielu Polaków. Ludzie zobaczyli, że można podnieść głowy i żyć inaczej, zrozumieli, że trzeba być razem. I tak zrodziła się "Solidarność". W Europie Zachodniej mówi się o murze berlińskim, zapominając jednak o "Solidarności". Otóż mur berliński był już pochodną ruchu wyzwoleńczego, jaki się zaczął w Polsce.
Jan Paweł II zawsze szedł do człowieka. Otwierał się na konkretne narody. A odwiedzając różne kraje, musiał się spotykać z tamtejszymi przywódcami. Zawsze jednak pozostawał sobą. Tak było zarówno na spotkaniach z przywódcami polskimi, jak i wszystkimi dyktatorami na świecie. Z odwagą domagał się wolności i demokracji. Ludzie to doskonale wyczuwali. Jestem przekonany, że dzięki jego postawie wyzwalało się w nich poczucie godności i budziło pragnienie wolności. Wiele rządów i państw, także w Polsce, chciało skorzystać na papieskich pielgrzymkach, i to jest naturalne. Jednak proszę zwrócić uwagę, że papież nie był wygodnym gościem, jeśli były jakieś sprawy trudne w danym kraju, zawsze je poruszał, czy to w oficjalnych przemówieniach, czy w rozmowach prywatnych. W czasie wizyty na Haiti zobaczył nędzę ludzi i głośno dopominał się zmian, a prezydent tego kraju poczuł się tym bardzo dotknięty. Prawie wszyscy dyktatorzy upadli po wizytach papieża. Ojciec Święty był zbyt inteligentny, aby dać się zinstrumentalizować.
Papież o niczym nie wiedział, to był mój pomysł. Otoczenie Kwaśniewskiego robiło wszystko, aby Ojciec Święty spotkał się z nim drugi raz w czasie tej wizyty, właśnie na lotnisku. My nie
chcieliśmy do tego spotkania dopuścić. Gdy przyjechaliśmy na lotnisko, zatrzymaliśmy się przy salonie VIP-ów, było już późno, a jeszcze czekała nas cała ceremonia pożegnalna. Mówię
więc do prezydenta: jesteśmy spóźnieni, musimy już odlatywać, zapraszam pana do papamobile. Dzięki temu do spotkania nie doszło.
Jan Paweł II nie był rewolucjonistą. Tym niemniej z całym przekonaniem bronił praw przysługujących każdej osobie ludzkiej oraz prawa narodów do wolności i suwerenności. Ta właśnie
postawa, poparta mocną osobowością naszego papieża, zaowocowała wielkimi zmianami w Polsce i na świecie. Negocjacje przy okrągłym stole były niejako już rezultatem trwającego procesu
wyzwoleńczego.
Raz widziałem Ojca Świętego, który podniósł mocno głos. Gdy przyjmował delegację władz z Polski z jej przewodniczącym prof. Henrykiem Jabłońskim z okazji kanonizacji św. Maksymiliana Kolbego w 1982 r., Jan Paweł II z całą siłą zwrócił się do niej, mówiąc: "Naród polski nie zasługiwał na takie traktowanie!". Wiadomość o stanie wojennym napełniła papieża wielkim bólem. Przez ten cały nieszczęśliwy okres starał się podtrzymywać naród w nadziei na wolność. Podnosił nas na duchu. Odnośnie do osoby gen. Jaruzelskiego mogę powiedzieć, że Jan Paweł II doceniał jego kulturę osobistą, ale nigdy nie podzielał rozwiązań politycznych, które generał reprezentował.
Politycy też są obarczeni własnymi słabościami i egoizmem. Są pośród nich tacy, którzy starają się korzystać z rad Jana Pawła II oraz wskazań nauki społecznej Kościoła. Mamy też
takich, którzy nie biorą jej pod uwagę. Ostatecznie wszyscy winni być rozliczani przez społeczeństwo właśnie za troskę o dobro wspólne.
Trudno mieć satysfakcję z powodu tych podziałów czy sporów, które są przykre, a nawet upokarzające dla Polaków. Niemniej takie są ograniczenia i braki demokracji. Tam gdzie jest wielość partii, tam zawsze będzie między nimi walka, nie jesteśmy w tym odosobnieni, tak jest i w innych krajach. W przypadku tych dwóch partii dziwi, że tak się spierają, mając wspólne korzenie. Domagamy się, aby wszystkie partie pracowały na rzecz dobra wspólnego obywateli.
Lider jednego ugrupowania przemawiał w czasie mszy na Jasnej Górze, drugi spotykał się na kilka dni przed wyborami z księdzem kardynałem. Jedna z posłanek była na kazaniu, w którym ksiądz
bardzo krytycznie wypowiadał się o jej partii. Wyszła z kościoła, płacząc. Tymczasem Kościół ma być otwarty na wszystkich, bo ma do przekazania Dobrą Nowinę wszystkim ludziom.
Oczywiście musimy pamiętać o autonomii od sfery politycznej i nie pozwolić się używać dla celów politycznych czy uprawiać czynnej polityki. Kościół jest powołany do wydawania orzeczeń
moralnych, a nie uprawiania polityki. Ja, przyjmując ludzi z różnych partii, po prostu staram się być otwarty na człowieka. Podział na Kościół toruński czy łagiewnicki to bzdura.
Kościół jest jeden, możemy się różnić metodami pracy, mieć różne zapatrywania, opcje, ale w zasadniczych sprawach wiary i moralności jedność jest absolutna. Kościół w Polsce zawsze
utożsamiał się z narodem. Nigdy z władzą polityczną czy partyjną. I taka postawa jest jego siłą także i dzisiaj.
W porównaniu z innymi krajami europejskimi, które miałem okazję obserwować z punktu widzenia praktyki ich życia religijnego, mogę powiedzieć, że nasz naród wykazuje szczególne
przywiązanie do Kościoła. Obwieszczano nam bezwzględne opustoszenie świątyń w chwili, gdy Polska wyzwoli się spod reżimu komunistycznego. Widzimy, że tak się nie stało. A jeśli nawet
niektóre osoby zaniedbują udział we mszach świętych niedzielnych, to najczęściej czynią tak nie z pobudek wrogości wobec Kościoła, lecz zwykłego braku konsekwencji w wyznawaniu swej
wiary. Ujmując rzecz całościowo, trzeba uczciwie stwierdzić, że Polacy nadal traktują religię jako ważną sprawę.
Na niedzielną mszę regularnie uczęszcza poniżej 45 procent wierzących, odnotowujemy znaczny spadek powołań, coraz więcej ludzi kontestuje niektóre elementy nauczania Kościoła? Owszem,
obserwuje się spadek powołań, ale z drugiej strony, czyż nie jest to pochodna między innymi również ogólnego spadku urodzin? Oczywiście nie można też nie zauważać postępującego procesu
laicyzacji, który jest rezultatem ukazywania młodym ludziom błędnych wzorców i układania sobie życia - powiedzmy to wprost - wedle stylu, który można nazwać zwyczajnym wygodnictwem.
Obserwując pracę niektórych mass mediów, można mieć wrażenie, że starają się one usilnie malować obraz Kościoła i wizerunek jego pasterzy, który nie odpowiada rzeczywistości. Jan Paweł II odszedł do Domu Ojca w niebie, a Kościół w Polsce jakoby nie widzi jasno swojej przyszłości - taka teza jest absolutnie nie do przyjęcia. Moje spojrzenie jest inne. Kościół staje się wciąż odpowiedzialny za dziedzictwo, które pozostawił mu nasz papież. Biskupom polskim jest drogie wszystko to, czym żyje nasz naród. Czy to przypominając o prawach człowieka, czy to troszcząc się o dobro rodzin oraz wychowanie dzieci i młodzieży.
Mogę tylko powiedzieć, że arcybiskup krakowski ma bardzo dużo do zrobienia tu na miejscu, w swojej archidiecezji. A jeśli do tego jest jeszcze kardynałem, to musi brać udział w życiu Kościoła powszechnego. Wzięcie odpowiedzialności za kierunek prac episkopatu to bardzo poważna sprawa, dlatego trzeba wybrać na przewodniczącego człowieka, który będzie mógł to dobrze zrobić. Episkopat jest dojrzały i na pewno znajdzie takiego człowieka.
W sprawie zapłodnienia in vitro nauka Kościoła nie ma charakteru wyznaniowego. Oparta jest na prawie naturalnym, które obowiązuje wszystkich bez względu na wyznanie. Prawo naturalne dotyczy również ateistów. Chodzi bowiem o poszanowanie uniwersalnego prawa do życia i godności każdego człowieka. Zbyt łatwo zapominamy, że dziecko przychodzące na świat ma prawo rodzić się w miłości rodziców, a nie w probówce. Ponadto tak lekkomyślnie pomijamy fakt, że przy poczęciu każdego człowieka mamy do czynienia z wielkim aktem stwórczym.
Jan Paweł II w encyklice "Evangelium vitae" dał w takich sytuacjach wyraźną wskazówkę: jeśli się nie da się osiągnąć wszystkiego, to polityk powinien ratować to, co jest do uratowania. Kościołowi nie chodzi o zakazy, ale o dobro. Jednak nie wolno zapominać, że mimo kompromisu politycznego człowieka wierzącego zawsze obowiązuje nauczanie moralne Kościoła.
p
jest metropolitą krakowskim, przez cały pontyfikat Jana Pawła II, czyli 27 lat, był jego osobistym sekretarzem