Nowa ustawa ma wejść w życie na początku marca przyszłego roku. I przyniesie wiele zmian. Przede wszystkim znikną sądy lustracyjne, które do tej pory orzekały, czy ktoś skłamał w swoim oświadczeniu. Zlikwidowany zostanie także urząd Rzecznika Interesu Publicznego. Jego rolą było do tej pory m.in. wskazywanie ewentualnych podejrzanych o kłamstwo.
Zamiast tego lustracją zajmie się Instytut Pamięci Narodowej, który będzie wydawał specjalne oświadczenia. Napisze w nich, czy w jego archiwach są jakieś materiały dotyczące danej osoby.
Ale to właśnie chce zmienić prezydent. Lech Kaczyński proponuje powrót do oświadczeń, które składają sami zainteresowani. A chodzi o około 400 tysięcy osób, które pełnią ważne funkcje publiczne. To, czy w dokumentach jest prawda, ma badać zupełnie nowa instytucja - Biuro Lustracyjne IPN.
Prezydencki projekt kasuje też pojęcie "osobowego źródła informacji". Według ustawy jest nim i ten, kto spotykał się z bezpieką w ramach obowiązków służbowych, i ten, który zwyczajnie donosił. Sprawa "ozi" stała się głośna po procesie lustracyjnym Zyty Gilowskiej. Okazało się bowiem, że gdyby ustawa nie została zmieniona, pani wicepremier musiałaby odejść z rządu. Bo Sąd Lustracyjny stwierdził, że według nowego prawa jest ona "osobowym źródłem informacji".