"Były problemy w koordynacji pracy prokuratury i policji" - twierdzi, powołując się na kręgi bliskie władzom PiS, Polska Agencja Prasowa. Za prokuraturę odpowiada minister Zbigniew Ziobro, a policję nadzorował aż do dziś Ludwik Dorn. I - jak się mówi - wicepremier porzucił zapowiadane wcześniej przez siebie reformy w resorcie i zaczął podejmować decyzje "pod wpływem lobby generałów". Tę wersję potwierdził w radiu TOK FM eurodeputowany Samoobrony Ryszard Czarnecki. A europoseł PiS Adam Bielan powiedział krótko: "Nie zaprzeczam".
Ta dymisja miała też pokazać, że w rządzie Jarosława Kaczyńskiego nie ma świętych krów - twierdzi źródło zbliżone do kierownictwa PiS. I nawet tak bliski współpracownik braci Kaczyńskich jak Dorn może pożegnać się z fotelem ministra, jeśli czymś szefowi rządu podpadnie.
Premier mówił jednak o tym enigmatycznie. Według niego, decyzję o dymisji Dorna podjął z powodu "pewnych różnic, odnoszących się do sposobu koordynowania różnych przedsięwzięć". Kaczyński - naciskany przez dziennikarzy - dodał, że "pewne sprawy muszą pozostać między osobami, które o coś się spierają".
Ale na tym nie koniec spekulacji. Premier był dopytywany, czy powodami odwołania Dorna mogła być m.in. sprawa jego zastępcy Marka Surmacza, który wysłał policjantów z kanapkami do jednej z współpracownic lub obsada stanowisk wojewodów. Spekulowało się także, iż mogło też chodzić o sprawę mandatu prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Jarosław Kaczyński odpierał te sugestie: "Jeśli chodzi o pana Surmacza, a tym bardziej o panią Gronkiewicz- Waltz, to nie ma żadnego konfliktu" - mówił.
Niektóre media podejrzewają też, że Dorn zrezygnował, bo premier powierzył mu misję specjalną, której on nie chciał się podjąć - miał zastąpić Annę Fotygę na fotelu szefa polskiej dyplomacji.
Wiadomo już, że stanowisko ministra spraw wewnętrznych i administracji zajmie jutro dotychczasowy prokurator krajowy Janusz Kaczmarek. Jako pierwszy poinformował o tym dziennik.pl.