To efekt niedopatrzenia ze strony ustawodawcy, który wprowadzając nowy model postępowania dyscyplinarnego, nie usunął jednocześnie przepisu mówiącego tym, że to do kompetencji KRS należy wybór oskarżyciela sędziów.

Resort sprawiedliwości nie tłumaczy, skąd taka nieścisłość. Przyznaje jednak, że "wskazane uchybienie legislacyjne w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa będzie wymagało reakcji w toku najbliższych prac nad zmianami regulacji dotyczących sądownictwa powszechnego".

Nowy model

Od 3 kwietnia br. obowiązuje nowy model postępowania dyscyplinarnego sędziów. Jego krytycy mówią o jego opresyjności oraz o zwiększonym wpływie polityków na sądownictwo dyscyplinarne. Polegać ma to m.in. na tym, że zgodnie z nowymi przepisami rzecznika dyscyplinarnego sędziów oraz jego dwóch zastępców powołuje już nie Krajowa Rada Sądownictwa, ale czynny polityk, czyli minister sprawiedliwości. Tak bowiem stanowi obowiązujący od kwietnia br. art. 112 par. 3 prawa o ustroju sądów powszechnych (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 23 ze zm.; dalej: u.s.p.).

Został on wprowadzony do u.s.p. kontrowersyjną ustawą o Sądzie Najwyższym. Krytyka tego aktu prawnego skupiła się więc przede wszystkim na przepisach, które miały przenieść w stan spoczynku tych sędziów SN, którzy ukończyli 65. rok życia, a wśród nich m.in. Małgorzatę Gersdorf, I prezes SN. W tych warunkach mało kto interesował się tą częścią ustawy, która wprowadzała nowy model postępowania dyscyplinarnego sędziów.

Niechlujstwo ustawodawcy

A okazuje się, że ustawodawca zaliczył tutaj poważną wpadkę legislacyjną. W projekcie nie znalazł się przepis uchylający art. 3 ust. 2 pkt 4 ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 389 ze zm.). Tymczasem przepis ten stanowi, że "Rada wykonuje inne zadania określone w ustawach, a w szczególności: wybiera rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych i asesorów sądowych (…)".

– Jest to przykład wyjątkowego niechlujstwa legislacyjnego – ocenia Sławomir Pałka, sędzia Sądu Rejonowego w Oławie, były członek Krajowej Rady Sądownictwa.

Z kolei Bartłomiej Starosta, sędzia Sądu Rejonowego w Sulęcinie, członek Stałego Prezydium Forum Współpracy Sędziów, przyznaje, że przy tym, co politycy robią z prawem, wcale nie jest zaskoczony całą sytuacją. Ironizuje, że przy obecnym składzie KRS nie ma zresztą większego znaczenia, czy uprawnienie do wyboru rzecznika dyscyplinarnego sędziów ustawodawca przyznaje ministrowi sprawiedliwości czy radzie. Jego zdaniem to kwestia czysto formalna.

– Biorąc pod uwagę to, w jaki sposób obecni członkowie KRS są powiązani ze Zbigniewem Ziobrą, jakie decyzje w ostatnich miesiącach podejmują i jak krytycznie to wszystko jest oceniane przez organy samorządu sędziowskiego, to w sumie wychodzi na to samo – kwituje sulęciński sędzia. Zaznacza jednak, że takie niedopatrzenie legislacyjne ze strony ustawodawcy to spory blamaż.

Czy jednak ten błąd będzie miał wpływ np. na skuteczność decyzji podejmowanych przez obecnego rzecznika dyscyplinarnego i jego zastępców, których wskazał na podstawie z art. 112 par. 3 u.s.p. szef resortu sprawiedliwości? Zdaniem sędziego Pałki nie.

Każdy prawnik szybko dojdzie do wniosku, że to ministrowi sprawiedliwości, a nie KRS przysługuje uprawnienie do wskazywania oskarżycieli sędziów. Wystarczy zastosować jedną z reguł kolizyjnych, zgodnie z którą norma późniejsza uchyla normę wcześniejszą – tłumaczy były członek rady.

W taki sam sposób sytuację wyjaśnia resort sprawiedliwości, zaznaczając przy tym, że "nie zaistniał żaden spór o właściwość w tym zakresie między ministrem sprawiedliwości a Krajową Radą Sądownictwa".

Nie oznacza to jednak, że na całą sprawę można machnąć ręką.

W systemie prawa nie powinny jednocześnie obowiązywać sprzeczne ze sobą przepisy. To niezgodne z zasadami techniki prawodawczej. Prawo jest nie tylko dla prawników, ale też dla wszystkich obywateli. Dlatego powinno być pisane w sposób prosty, przejrzysty, a także, co w tym przypadku chyba najistotniejsze, spójny – kwituje sędzia Pałka.