Kałuża - choć w wyborach samorządowych startował z listy Koalicji Obywatelskiej – po wyborach umożliwił PiS samodzielne rządy w regionie i został wicemarszałkiem województwa. Prokuratura, do której politycy PO przesłali zawiadomienie, nie dopatrzyła się przestępstwa.

- Nie składamy broni - oświadczyli politycy PO podczas poniedziałkowej konferencji prasowej w Katowicach. Ich zdaniem zachowanie Kałuży nosi znamiona korupcji politycznej. Liczą też, że sprawę ostatecznie oceni sąd.

Wiceszef PO poseł Borys Budka powiedział, że decyzja Kałuży – zmiana barw partyjnych podczas pierwszej sesji śląskiego sejmiku - to sytuacja wcześniej niespotykana. - W ocenie posłów PO, cały cykl zdarzeń, który do tego doprowadził mówił i nosił cechy możliwości popełnienia przestępstwa - podkreślił Budka.

- Nie zgadzamy się z tą decyzją prokuratury. Pismo prokuratury, odmawiające wszczęcia postępowania nie zawiera uzasadnienia, w związku z czym trudno nam jest ocenić motywy prokuratury - dodał poseł Marek Wójcik.

Według PO zachowanie radnego po wyborach wymaga oceny prawnej. Choć decyzja prokuratury zamyka posłom formalną możliwość zaskarżenia postanowienia o odmowie wszczęcia śledztwa do sądu - bo nie są w sensie prawnym pokrzywdzonymi - politycy Platformy zapowiadają, że podejmą „wszelkie kroki, żeby w przyszłości doprowadzić do sytuacji, w której to stanowisko prokuratury będzie jednak ocenione w drodze sądowej”.

Wójcik poinformował, że PO chce podjąć rozmowy z organizacjami społecznymi, które zgodnie z Kodeksem postępowania karnego mogłyby zaskarżyć decyzję na odmowę wszczęcia śledztwa. W takiej sytuacji dana organizacja musiałaby wcześniej sama złożyć zawiadomienie w sprawie Kałuży.

- Nie składamy broni, w dalszym ciągu będziemy starali się, aby prokuratura oceniła zachowanie pana Wojciecha Kałuży, dlatego że uważamy, że doszło do ewidentnej zdrady – zdrady w stosunku do 25 tys. wyborców, którzy głosowali na Wojciecha Kałużę i głosując wierzyli, że głosują przeciwko PiS-owi - podkreślił Wójcik.

- W naszej ocenie ta sprawa nie może być zamieciona pod dywan. Wiemy doskonale, że prokuratura podlega ministrowi sprawiedliwości-prokuratorowi generalnemu, a więc działaczowi partyjnemu, politykowi i wszelkie tego typu decyzje mogą nosić niestety, ale znamiona tego, że na nie mają wpływ politycy - dodał Budka.

Zawiadomienie w sprawie Kałuży, w którym mowa o uzasadnionym podejrzeniu przestępstwa korupcji politycznej politycy PO przesłali w grudniu ub.r. Chcieli także zbadania udziału w tej sprawie polityków PiS, przede wszystkim szefa kancelarii premiera Michała Dworczyka, który m.in. uczestniczył w rozmowach z radnym Kałużą, w wyniku których przystąpił on do porozumienia programowego prawicy, choć do sejmiku został wybrany z listy KO.

Prokuratura, która w ubiegłym tygodniu poinformowała o odmowie wszczęcia śledztwa nie dopatrzyła się znamion przestępstwa. „W aktualnym stanie prawnym przepisy nie zabraniają zmiany ugrupowania politycznego już po wyborach, przez osobę, która uzyskała mandat. Wybory Wicemarszałka Województwa Śląskiego w dniu 21 listopada 2018 roku odbyły się zgodnie z obowiązującą procedurą. Zawarcie natomiast ewentualnych uzgodnień – natury politycznej co do sprawowanej funkcji we władzach lokalnych, mieści się w granicach wolności działalności politycznej gwarantowanej przez konstytucję i nie może być rozpatrywane w ramach odpowiedzialności karnej” - wskazali śledczy.

W ocenie polityków PO, Kałuża mógł popełnić przestępstwo łapownictwa biernego, przyjmując - w ocenie Platformy - korzyść osobistą w postaci stanowiska wicemarszałka województwa, oraz majątkową, w postaci wynagrodzenia. Autorzy doniesienia do prokuratury powołują się tu na przepisy art. 228 i 229 Kodeksu karnego.

Zgodnie z art. 228, kto w związku z pełnieniem funkcji publicznej przyjmuje korzyść majątkową lub osobistą albo jej obietnicę, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Podobna kara grozi za naruszenie art. 229, czyli udzielenie lub obietnicę takiej korzyści.

Autorzy zawiadomienia wskazywali, że prokuratura powinna zbadać sprawę pod kątem naruszenia art. 250a Kodeksu karnego, który stanowi, że "kto, będąc uprawniony do głosowania, przyjmuje korzyść majątkową lub osobistą albo takiej korzyści żąda za głosowanie w określony sposób, podlega karze pobawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5". Podobna kara grozi temu, kto udziela komuś takiej korzyści w zamian za czyjeś głosowanie w określony sposób.

Wicemarszałek Kałuża, który zdecydowanie odrzuca zarzuty korupcji politycznej, wyraził kilka dni temu zadowolenie z decyzji prokuratury. Jak ocenił, dowodzi ona, że "każdy polityk może dokonywać autonomicznych wyborów mieszczących się w standardach demokratycznego państwa prawa". - Bytowanie w poprzedniej układance politycznej nie dawało szans na poprawę pozycji naszego regionu w Polsce - było tylko i wyłącznie trwaniem w miejscu, bez możliwość osiągania ważnych społecznie celów, zawartych chociażby w tak istotnym dokumencie jak Program dla Śląska – przekonywał.

Doniesienie polityków PO skrytykował wcześniej jeden z liderów PiS na Śląsku i członek władz krajowych tej partii poseł Wojciech Szarama. Określił je jako "absurdalne" i dowodzące "politycznej schizofrenii" polityków tej partii.

Kałuża został radnym Sejmiku Woj. Śląskiego z listy Koalicji Obywatelskiej, zdobywając w okręgu rybnickim ponad 25 tys. głosów. Jego decyzja o poparciu PiS, co umożliwiło temu ugrupowaniu stworzenie zarządu województwa, spotkała się z falą krytyki, głównie ze strony polityków PO i Nowoczesnej, którzy jeszcze w listopadzie ub.r. zapowiedzieli doniesienie do prokuratury.

Nieprzychylne pod adresem wicemarszałka komentarze pojawiły się też w internecie, a 24 listopada ponad 300 osób zgromadzonych na rynku w Żorach, gdzie mieszka Wojciech Kałuża, domagało się, by złożył on mandat radnego. Wicemarszałkowi zarzucano zdradę i oszukanie wyborców, padały też wulgarne określenia pod jego adresem.

W październikowych wyborach PiS uzyskało w Sejmiku Woj. Śląskiego 22 mandaty. Koalicja Obywatelska zdobyła 20 mandatów, SLD wprowadziło 2 radnych, a PSL - 1. Dzień przed pierwszym posiedzeniem sejmiku przedstawiciele KO, SLD i PSL informowali o zawarciu umowy koalicyjnej, kontynuującej dotychczasową współpracę w samorządzie woj. śląskiego. Dzień później, po odejściu z Koalicji Obywatelskiej radnego Kałuży, władzę w regionie przejął PiS, a marszałkiem województwa został Jakub Chełstowski z tego ugrupowania.