Aleksandra Dulkiewicz pytana w poniedziałek w RMF FM, czy będzie namawiała gdańskich radnych do usunięcia pomnika ks. Henryka Jankowskiego, przypomniała że na najbliższy czwartek zaplanowano sesję gdańskiej Rady Miasta, na której omawiany będzie "projekt dotyczący rozbiórki pomnika" przygotowany przez dwa kluby radnych - Koalicji Obywatelskiej i Wszystko dla Gdańska (z tego ruchu Dulkiewicz startowała w wyborach na prezydenta).

Nie ja jestem inicjatorką tego projektu, natomiast temat wokół pomnika nabrzmiał bardzo mocno. Moja opinia jest taka, że miejsce pomnika księdza prałata Henryka Jankowskiego jest na terenie prywatnym a nie w przestrzeni publicznej - powiedziała.

Dulkiewicz poinformowała, że – z jej inicjatywy, w środę dojdzie do spotkania z przewodniczącym Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ "Solidarność" Krzysztofem Doślą, który stał na czele komitetu społecznego budowy pomnika kapłana. Źle się stało to, co się stało w zeszłym tygodniu – powiedziała, wyjaśniając, że ma na myśli zarówno obalenie pomnika, jak i ponowne ustawienie go z naruszeniem prawa. Zarówno ci, którzy ten pomnik obalili, jak i ci, którzy go postawili wiedząc, że naruszają prawo, bo otrzymali takie pismo (...), postąpili niewłaściwie uniemożliwiając spokojny dialog - oceniła.

Pytana, czy rada miasta powinna podejmować decyzje w sprawie pomnika pomimo, że sprawa oskarżeń wobec ks. Jankowskiego nie została jeszcze wyjaśniona, Dulkiewicz odpowiedziała, że sprawa nie jest prosta.

I prosta nigdy nie będzie, bo jedna z zasadniczych stron tego sporu nie żyje. Myślę że dojść do prawdy będzie bardzo, bardzo trudne. Moim marzeniem byłoby, żeby powstała komisja, która zbada to, co mogłaby zbadać. Będę także do tego namawiała Radę Miasta Gdańska, by postarała się zapytać świadków, postarała się dojść prawdy, ale myślę, że będzie to bardzo trudne, ze względu na to, że ksiądz prałat Jankowski nie żyje i dojście do prawdy będzie niemożliwe – powiedziała.

Dulkiewicz poproszona została też o odpowiedź na pytanie, które – za pośrednictwem mediów, skierował do niej szef klubu PiS w gdańskiej Radzie Miasta – Kacper Płażyński. Pytał on, czy "prezydent Gdańska zrezygnuje z zasiadania w radach nadzorczych podległych miastu i czy zabroni urzędnikom w randze zastępcy prezydenta zasiadania w tych radach?".

Dulkiewicz przypomniała, że prawo zabrania prezydentom miast zasiadania w radach nadzorczych spółek. A ja nie mam w zwyczaju łamać prawa, więc będę je respektować, zrezygnuję z zasiadania w radzie nadzorczej, w której dzisiaj jestem – zadeklarowała. Jak dodała, wszystkich swoich zastępców będzie namawiała do tego, żeby z tego uprawnienia korzystać.

To jest jedno z zasadniczych narzędzi kontroli, nadzoru (...) Zarządzanie miastem odbywa się nie tylko przez Urząd Miejski, nie tylko przez jednostki organizacyjne, ale także przez spółki - chociażby spółkę, która jest właścicielem stadionu, chociażby spółkę, która zarządza wysypiskiem śmieci czy spółkę, która będzie budowała zakład termicznego przetwarzania odpadów - powiedziała Dulkiewicz.

Dulkiewicz była również pytana, "czy będzie korzystała z ochrony?". Przypomniała, że w ostatnim czasie wielu samorządowców otrzymywało pogróżki, a niektórzy z nich po zabójstwie Pawła Adamowicza – podobnie, jak ona, korzystali z ochrony. Nie chciałabym, żeby tak wyglądało nasze życie publiczne, ale dzisiaj chyba jest to konieczne" – powiedziała Dulkiewicz przypominając, że ochrona, która jej towarzyszy została wynajęta przez Urząd Miejski w Gdańsku. "Zadbali o to moi współpracownicy, którzy stwierdzili, że jest to potrzebne, konieczne, niezbędne - dodała Dulkiewicz.

39-letnia Aleksandra Dulkiewicz, prawniczka i samorządowiec, wygrała w I turze przedterminowe wybory prezydenta Gdańska uzyskując 82,22 proc. poparcia.