Grzelak podczas środowych obchodów 74. rocznicy zakończenia II wojny światowej pod Pomnikiem "Tym, co za Polskość Gdańska" mówił m.in.: Na początku było słowo. Złe słowo. Słowo jednego przeciwko drugiemu. Złe słowo Polaka przeciwko innemu narodowi, Niemca przeciwko innemu narodowi. Europa została tym złym słowem podzielona". Wypowiedź Grzelaka wzbudziła kontrowersje. Po kilku godzinach wiceprezydent przeprosił za tę wypowiedź.

Kacper Płażyński, szef klubu PiS w Radzie Miasta Gdańska, powiedział na czwartkowej konferencji prasowej, że wiceprezydent Grzelak sugeruje, iż to "jakieś polskie słowa, jakaś polska mowa nienawiści miały doprowadzić do wybuchu II wojny światowej". - Powiem szczerze, że chyba w najnowszej historii Polski jeszcze żadna z osób publicznych w tak bezczelny sposób nie fałszowała polskiej historii. To jest rzecz zupełnie kuriozalna, niezwykła - ocenił Płażyński.

Jego zdaniem "takie słowa nigdy nie miały prawa paść". - I to, że pan prezydent Grzelak później złożył takie wymuszone przeprosiny, to nie zmienia faktu, że w naszych oczach ta wypowiedź zdyskredytowała pana Grzelaka - podkreślił radny PiS.

- Ale jak zaobserwujemy to, co się dzieje w Polsce, to jednak wypowiedź ta wpisuje się również w inne wypowiedzi. Tak się składa, że pan Piotr Grzelak reprezentuje obóz polityczny, który w ostatnim czasie prowokuje. I mamy takich prowokatorów jak pan Leszek Jażdżewski, pan Grzelak, którzy wywołują bardzo trudne, wrażliwe tematy, w tym przypadku wręcz fałszując historię. I mamy ich patronów - mamy pana Donalda Tuska i panią Aleksandrę Dulkiewicz - zaznaczył.

Płażyński ubolewał, że "tak się w Polsce robi politykę". - Bo są pewne tematy, w których musimy znać granice naszych słów i nigdy jej nie przekraczać - oświadczył.

- Chciałbym, aby z tak bolesnej prowokacji powstał zaczyn do czegoś dobrego. W Gdańsku potrzebny jest program edukacyjny z prawdziwego zdarzenia, właśnie w tym celu, aby takie słowa nigdy nie trafiły na podatny grunt. Program edukacyjny uczniom ostatnich klas szkół podstawowych i pierwszych klas szkół średnich pokazywałby, jakie były trudne losy Polaków tutaj mieszkających w czasach międzywojennych i podczas II wojny światowej - powiedział Płażyński.

Jak dodał, taki program edukacyjny przypominałby losy Polaków, którzy "chronili naszą polską kulturę i tożsamość w bardzo trudnych czasach opresyjnego, faszystowskiego reżimu, który szczególnie w latach 30. w Wolnym Mieście Gdańsku rządził". - Żeby młodzi Polacy mieli świadomość, jak te polskie losy wyglądały, żebyśmy mogli z tej polskiej części historii być naprawdę dumni i nie dali się manipulować politykom - podkreślił polityk PiS.

Poinformował też, że rozmawiał o tym telefonicznie z wiceministrem kultury i dziedzictwa narodowego Jarosławem Sellinem, od którego uzyskał zapewnienie, że resort jest przychylny temu pomysłowi.

- Liczę, że taki program edukacyjny można stworzyć ponad podziałami. Liczę, że prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz jeszcze dzisiaj wobec tych okropnych słów, które w dniu wczorajszym padły, pozytywnie się odniesie do tej propozycji i wspólnie będziemy mogli zadbać o to, żeby młodzież w Gdańsku wiedziała, co tak naprawdę wydarzyło się latach 20. 30. i w czasie II wojny światowej na naszej pomorskiej ziemi - powiedział samorządowiec PiS.

Według niego program edukacyjny polegałby głównie na wyjazdach młodzieży szkolnej do miejsc kaźni Polaków, takich jak Lasy Piaśnickie i Stutthof oraz wykładach w miejscach związanych z polskością w międzywojennym Gdańsku.

Piotr Grzelak podczas środowych uroczystości rocznicowych zakończenia II wojny światowej mówił o tym, że światowy konflikt pochłonął dziesiątkach milionów ofiar. Przypomniał, że jedną z nich była "Erwina Barzychowska, 11-letnia wychowanka dozorcy, który opiekował się Pocztą Polską w Gdańsku". Wspomniał też o eksponowanym w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku domku dla lalek należącym do "dziewczynki, Niemki, która w oblężonym Berlinie chowała się w schronieniu, tymi lalkami się bawiła".

- Tym dwóm dziewczynom, młodym kobietom, odebrano dzieciństwo, odebrano życie, odebrano to, czym możemy się dzisiaj wszyscy cieszyć. A co było na początku? Na początku było słowo. Złe słowo. Słowo jednego przeciwko drugiemu. Złe słowo Polaka przeciwko innemu narodowi, Niemca przeciwko innemu narodowi. Europa została tym złym słowem podzielona. I warto dzisiaj, wydaje się, przypomnieć słowa przewodniczącego Rady Europejskiej, który mówił, że dzisiaj język powoli też zmienia się w złą stronę – podkreślił Grzelak.

- Coraz częściej używamy spójnika "albo", a nie używamy spójnika "i". Nie szukamy tych spójników, które łączą, tylko tych spójników, które dzielą. Dzisiaj możemy - i powinniśmy - czcić pamięć ofiar II wojny światowej, ale przed nami o wiele większe zadanie. Zadanie, żeby szukać tego, co łączy. To, co łączy Polaków i teraz, w najbliższym czasie, co łączy Europę – zakończył przemówienie Grzelak.