Stany Zjednoczone wystosowały do Polski, Litwy i Ukrainy nieoficjalne pismo. Departament Stanu prosi w nim o odblokowanie korytarzy transportowych dla białoruskiego giganta nawozowego – firmy Biełaruśkalij. Dokument wyciekł do mediów za sprawą Radia Wolna Europa.
Mimo amerykańskiego lobbingu, sytuacja prawna pozostaje jasna. Unia Europejska utrzymuje restrykcje wobec Mińska, a Ursula von der Leyen potwierdziła, że Bruksela nie widzi podstaw do zmiany tej polityki.
Czy wojsko jest kartą przetargową?
W przestrzeni publicznej pojawiły się obawy, czy USA nie wykorzystają kwestii bezpieczeństwa – w tym obecności swoich żołnierzy w Polsce – jako narzędzia nacisku. Eksperci kategorycznie odrzucają ten scenariusz.
Aleksander Olech z Baltic Defence College podkreśla, że jedyne, czego mogą chcieć Amerykanie, to wyrozumiałość dla opóźnień w dostawach sprzętu, ale nie wiążą tego z nawozami. Podobnego zdania jest Andrzej Dąbrowski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM). Twierdzi on, że podważanie obecności wojsk przez Donalda Trumpa byłoby sprzeczne z jego własnymi, jasnymi deklaracjami. Dlaczego nagle mieliby stawiać na szali swoje dobre imię i własną decyzję w imię interesu prywatnego? – pyta retorycznie ekspert.
Według analityków, cała sprawa ma charakter czysto biznesowy. USA traktują potaż jako surowiec krytyczny – kraj importuje ponad 90 proc. tego minerału, głównie z Kanady i Rosji.
Eksperci wskazują, że amerykańskie naciski nie wynikają z chęci odciągnięcia Mińska od Moskwy. To raczej próba zabezpieczenia dostaw, które leżą w prywatnym interesie administracji Trumpa. W polskiej racji stanu leży natomiast przekonanie Amerykanów, że tranzyt przez nasze terytorium jest po prostu nieopłacalny – logistyka drogowa jest zbyt mało wydajna, by zaspokoić potrzeby rynku.
Ryzyko przemytu i "rosyjski bypass"
Eksperci ostrzegają przed niebezpiecznym precedensem. Jeśli tranzyt ruszy, może dojść do sytuacji znanej z rynku ropy naftowej. Istnieje duże ryzyko, że pod płaszczykiem białoruskich nawozów na rynek trafią surowce pochodzenia rosyjskiego. Białoruś jest krajem stricte przemytniczym, w którym przemyt jest wmontowany w system państwowy – wyjaśnia Jakub Biernat, ekspert ds. Białorusi.
Umożliwienie tranzytu może więc niechcący dostarczyć "tlenu" rosyjskiej gospodarce, co bezpośrednio podważa skuteczność zachodnich sankcji. Polska i kraje bałtyckie stoją zatem przed trudnym zadaniem: muszą tłumaczyć sojusznikowi zza oceanu, że gra w nawozy może przynieść więcej szkód niż pożytku.