Dla nierealizowania obietnic rządzący znaleźli wymówkę - czy aby nie za łatwą - żę w obecnej trudnej sytuacji finansowej państwa budżetu nie stać na takie ubytki wpływów z podatku dochodowego, jakie wiązałyby się z podwojenie kwoty wolnej w PIT do 60 tys. zł czy zwaloryzowaniem lub tym bardziej podwyższeniem progu podatkowego dla stawki PIT 32 procent.
Dlatego pojawiają się kolejne pomysły, inicjatywy i wskazówki - a niektóre przyjmują postać gotowych projektów prawnych i znalazły się już nawet w polskim Sejmie lub Senacie.
Obniżenie podatku dochodowego możliwe przez zmianę polityki społecznej?
Rewolucja w polityce społecznej państwa jest nieunikniona. Coraz trudniejsza sytuacja budżetu - deficyt rosnący teraz wskutek potężnych wydatków na zbrojenia i obronność to dostateczny argument, by przewartościować sposób tworzenia budżetu państwa. Dotyczy to zarówno strony dochodowej jak i wydatkowej. Wydatki na transfery społeczne, zwłaszcza te w najwyższych kwotach - muszą być mocno zweryfikowane.
Takim największym transferem jest oczywiście program 800 plus - prawie 65 miliardów złotych tylko w tym roku. Na dodatek wydatki te nie przynoszą zamierzonego efektu - a więc nie tylko radykalnej, ale jakiejkolwiek poprawy sytuacji demograficznej.
Z drugiej strony by dać większy impuls do wzrostu gospodarczego, a tym samym radykalnie zwiększyć dochody, trzeba obniżyć podatki. To motywuje do większych zarobków i tym samym rośnie wolumen wpływów podatkowych do budżetu. Nie tylko z PIT czy CIT, ale i z podatków pośrednich, w tym zwłaszcza z VAT, bo podatkiem tym obciążony jest każdy wydatek konsumpcyjny. Zarabia się zaś coraz więcej po to, by coraz więcej wydawać...
Najdroższe programy socjalne do likwidacji: 800 plus, trzynaste i czternaste emerytury
Dość przywilejów dla rodzin z dziećmi, których wielu rodziców wręcz uchyla się od pracy, a jeszcze więcej nie płaci podatków i nie dokłada się do budżetu państwa. Pieniądze z likwidacji 800 plus pozwolą na podwyższenie kwoty wolnej w PIT do 60 000 zł, na czym skorzystają solidarnie wszyscy płacący podatek dochodowy - taka jest idea.
W 2026 roku w Sejmie do podjęcia wiele ważnych decyzji. Do pilnego rozpatrzenia czeka projekt podwyższenia do 60 tys. zł kwoty wolnej w PIT dla wszystkich, kosztem likwidacji zasiłku 800 plus na dzieci oraz trzynastych i czternastych emerytur.
Jeśli nie w 2026 roku, to w roku następnym - i to raczej na początku 2027 - rząd, o ile koalicja wytrwa i nie dojdzie do zmian z przyczyn politycznych wcześniej - będzie musiał rozliczyć się z obietnic wyborczych z poprzedniej kampanii. I coś jednak wykonać, bo inaczej trudno będzie wygrać kolejne wybory. Najlepiej gdyby udało się jednak podwoić kwotę wolną w PIT do 60 tys. zł, ale jakakolwiek ulga w podatkach będzie dobrze widziana przez przyszłych wyborców.
Program 800 plus nie spełnia oczekiwań a jego likwidacja da korzyść wszystkim, nie wybranym jak teraz
Pod koniec 2025 roku do Sejmu wypłynęła propozycja likwidacji podatku od dochodów osobistych PIT z jednoczesnym zakończeniem wypłaty 800 plus, trzynastych i czternastych emerytur oraz innych zasiłków na dzieci.
Projekt tak radykalnych zmian trafił do Sejmu i pracę nad nim rozpoczęto w Komisji ds. Petycji Sejmu. Może go ona odrzucić i wtedy na tym zakończy swój bieg. Może jednak także zaopiniować pozytywnie, co nie przesądza jeszcze, że takie zmiany wejdą w życie, ale szanse na to poważnie wzrosną.
Pewne jest jedno - przy obecnym deficycie budżetowym niezbędne są zmiany w konstrukcji przychodów i wydatków państwa. Trudno jest przy tym nie wywołując powszechnego niezadowolenia społecznego podwyższać podatki, a to praktycznie jedyna droga do zwiększenia przychodów państwa. Łatwiej za to dać wszystkim a zabrać nielicznym.
Trzynaste i czternaste emerytury zostały wprowadzone w celu ograniczenia skutków inflacji w odniesieniu do seniorów, zwłaszcza otrzymujących najniższe świadczenia. Program Rodzina 500 plus - poprzedniej wersji 800 plus - wdrożono w celu zwiększenia liczby narodzin. Inflacja w zasadzie ustała, a dzieci rodzi się mniej niż przed wdrożeniem programu.
Jednocześnie obniżenie podatków przez podwojenie kwoty wolnej w PIT było jednym z głównych filarów programu wyborczego obecnego rządu. Najpoważniejszą niezrealizowaną obietnicą, a kolejne wybory, w których nierozliczenie się z obietnic może przesądzić o porażce lub utrzymaniu władzy, są coraz bliżej.
Zresztą druga obietnica - już ze strony premiera i ministra finansów - jest taka, że podwyższenie kwoty wolnej w PIT nastąpi w czasie kadencji tego rządu, jeszcze przed wyborami. Rzecz w tym, że deficyt w budżecie państwa jest coraz większy i bez znaczącej redukcji wydatków, np. na transfery socjalne, nie da się także tej drugiej obietnicy zrealizować.
Co rząd powinien zrobić, by obniżyć podatek dochodowy dla wszystkich obywateli
Autorzy projektu wnoszą o tak rewolucyjne zmiany uzasadniając je koniecznością reformy finansów publicznych. Miałaby ona polegać na radykalnym ograniczeniu transferów publicznych za cenę zwolnienia wszystkich obywateli z podatku od dochodów osobistych – PIT oraz likwidacji wszelkich ulg w innych podatkach.
Rachunek jest prosty. Już przy okazji rezygnacji z natychmiastowego podwyższenia kwoty wolnej w PIT okazało się, że budżetu państwa nie stać na to, ponieważ zmniejszyłyby się z tego tytułu wpływy podatkowe wynoszące niemal tyle, ile potrzeba na finansowanie programu Rodzina 800 plus.
Teraz autorzy rewolucji polegającej na całkowitej likwidacji PIT od dochodów osobistych wyliczyli, że do budżetu z tego tytułu nie wpłynie 97,6 miliarda złotych. Z drugiej strony 97 mld zł wyniosłyby oszczędności w wydatkach budżetowych gdyby zamknięto program Rodzina 800 plus oraz zakończono wypłaty trzynastych i czternastych emerytur.
Waloryzacja progu podatkowego ze 120 tys. zł do 140 tys. zł to kolejny ubytek wpływów do budżetu, ale już nie tak wielki. Niewykluczone, że zahamowanie wzrostu obciążenia rosnących dochodów zachęciłoby do ich zwiększania - teraz gdy nie liczą zusu trzeba oddać od każdej złotówki 41 groszy: 32 grosze PIT i 9 proc. składki zdrowotnej - to zaciągnięty hamulec.
Z wyliczeń na okoliczność petycji wnoszącej nie o waloryzację, ale podwyższenie tego progu do 171 tys. zł wynika, że to ubytek prawie 21 mld - i to dopiero jest poważna przeszkoda, ale nie waloryzacja inflacyjna, uważają eksperci.