Szef PSL Waldemar Pawlak zamilkł z niedowierzania, gdy usłyszał, że Nelly Rokita miałaby startować w wyborach jako kandydatka jego partii. "Żadne fakty na razie nie zaszły" - powiedział, przyciskany przez DZIENNIK o komentarz. Po czym wziął od dziennikarzy numer telefonu do pani Rokity.
Wygląda jednak na to, że żona polityka PO nie jest do końca zdecydowana, którą wybrać partię. W rozmowie z "Faktem" deklaruje bowiem, że chętnie wystąpiłaby jako kandydatka... PiS. "Wiem, że w Sejmie mogłabym wiele zrobić choćby dla kobiet. A mąż uważa, że w każdej partii sobie poradzę. Choć zaakceptował mnie jedynie w PiS i PSL" - zwierza się gazecie. "Jest nam do siebie blisko" - odpowiada jej Adam Lipiński z PiS. - "Nelly Rokita zawsze była rzecznikiem porozumienia PiS i PO" - dodaje.
Jak pisze DZIENNIK, żona posła Rokity znana jest jednak nie od dziś z zaskakująco szczerych wyznań. Wielu uważa ją wręcz za femme fatale swojego męża. Na początku roku wywołała burzę ostentacyjnym rzuceniem legitymacją członkowską Platformy w proteście przeciwko nieodpowiedniemu potraktowaniu przez partię swojego męża. Chodziło o sprawę poparcia przez Rokitę w wyborach na prezydenta Krakowa kandydata PiS. Odchodząc, Nelly Rokita nie przebierała w słowach w krytyce władz PO, na czele z Donaldem Tuskiem. Lidera PO oskarżała o kierowanie się własnymi prezydenckimi ambicjami.
Sama jednak przed poprzednimi wyborami też stała się sporym kłopotem dla swojego męża. W apogeum kampanii wyborczej oświadczyła w jednym z wywiadów, że Platforma nie dojrzała do samodzielnych rządów. Niektórzy twierdzili, że ta opinia mogła przesądzić o ostatecznym wyniku wyborczym na korzyść PiS. Zawsze bardzo ciepło za to Nelly Rokita mówiła o ludowcach. Lansowała nawet potrzebę ścisłej współpracy tej partii z PO. Żona Jana Rokity już raz myślała o zostaniu posłanką, tyle że europarlamentu. Ostatecznie jednak nie dostała się na listy PO - przypomina DZIENNIK.
Anna Wojciechowska, DZIENNIK: Czy to prawda, że zastanawia się pani, by spróbować swoich sił w wyborach?
Nelly Rokita: Jako przewodnicząca Europejskiej Unii Kobiet jestem zainteresowana tym, żeby w Sejmie było jak najwięcej kobiet. I zachęcam kobiety, by startowały z list takich partii jak PiS, PO i PSL. Przy okazji one same pytają, czy ja też nie powinnam tym razem iść z nimi.
I co pani na to?
Właśnie się zastanawiam. Podejmę decyzję w ciągu tygodnia.
Podobno była pani zachęcana przez PiS?
Przez wszystkie trzy partie: PO, PiS i PSL, bo w każdej z nich mam przyjaciół. I wierzę w ich w porozumienie po wyborach, w taką dużą koalicję, bo tylko ona może popchnąć Polskę do przodu. Ale szczerze mówiąc, osobiście największą sympatią darzę PSL. Jestem z farmerskiej rodziny, lubię wieś.
Rozmawiała pani o tym już z szefem PSL Waldemarem Pawlakiem?
Tak! Ja jestem z nim zaprzyjaźniona. Bardzo lubię jego poczucie humoru, podoba mi się to, co on robi.
No to dlaczego pani się jeszcze zastanawia?
Bo z natury jestem leniwa. A z drugiej strony bardzo ambitna i jeśli już się czegoś podejmuję, to bardzo dużo pracuję. I wiem, że jak bym się zdecydowała, to będę się chciała bardzo wykazać, a to oznacza, że przez 24 godziny na dobę będę pracować.
A mąż co podpowiada?
Mąż oczywiście mnie namawia. On uważa, że powinnam więcej pracować. On w ogóle uważa, że wszyscy powinni, jak mogą, pracować dla Polski.