Jak słyszymy w partii rządzącej, chęć reformy prawa wyborczego wynika z faktu, że obecny kodeks nie przystaje już do rzeczywistości i jest momentami niespójny dlatego potrzebny jest nowy. - Tak naprawdę to zlepek trzech ordynacji.
Mamy potencjalnie trzy lata bez wyborów i dobry czas na rozpoczęcie takich prac – przekonują nasze źródła w PiS, które znają kulisy tych działań.
Pomysły są zlepkiem trzech ordynacji. Mamy potencjalnie trzy lata bez wyborów i dobry czas na rozpoczęcie takich prac – przekonują nasze źródła w PiS, które znają kulisy tych działań. Najważniejsze zmiany, które zostaną zaproponowane, to:
Spisy wyborców w rękach PKW. Obecnie trwają na ten temat rozmowy koalicyjne w Zjednoczonej Prawicy. Oznaczałoby to odebranie spisów samorządom. ale pozwoliłoby uniknąć sytuacji, jak ta majowa, gdy włodarze odmówili wydania danych wyborców Poczcie Polskiej na potrzeby wyborów korespondencyjnych.
Korekty w publikacji sondaży. Jeden z pomysłów zakłada zakaz publikacji wyników sondaży w określonym czasie przed wyborami, np. tydzień przed dniem głosowania. Inny wariant zakłada publikowanie sondaży jedynie przez certyfikowane ośrodki badawcze. Ma to pozbawić wpływu na kampanię powoływanych ad hoc sondażowni, które próbują kreować rzeczywistość polityczną, a nie ją opisywać.
Zniesienie lub ograniczenie ciszy wyborczej. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych zapisów obecnego kodeksu jest cisza wyborcza. PiS zastanawia się nad jej zniesieniem lub poważną korektą. Miałoby to być wyjście naprzeciw postulatom zgłaszanym wielokrotnie przez PKW.
Większe limity kampanijne. Obecne limity wydatków na kampanię są zdaniem autorów projektu za małe, dlatego trzeba dążyć do ich urealnienia. Miałyby wynieść co najmniej dwa razy tyle, co obecnie. rozważane jest wprowadzenie mechanizmu ich automatycznej indeksacji. Na przykład powiązanie ze średnią krajową. – – zauważa polityk PiS. Likwidacja obligu podpisów dla partii, które są w Sejmie. Ten pomysł, choć pojawia się w szeregach obozu władzy, budzi mieszane uczucia wśród niektórych działaczy. Jak wskazują, zbieranie podpisów to często element prowadzenia kampanii wyborczej, co najlepiej ostatnio udowodnił komitet Rafała Trzaskowskiego.
Nowe wybory według zasad prezesa
Niewykluczone, że do działań polityków Zjednoczonej Prawicy zainspirowali samorządowcy, którzy w kwietniu storpedowali plan przeprowadzenia wyborów prezydenckich w formie korespondencyjnej (uznając, że nie ma podstawy prawnej dla wydania spisów wyborców Poczcie Polskiej). Dlatego w PiS mówi się nie tylko o zmianach w samym kodeksie wyborczym, ale również o stworzeniu odrębnego korpusu urzędników wyborczych, o którym pisaliśmy w DGP w lipcu. Korpus miałby funkcjonować poza strukturami samorządów, które dziś współorganizują wybory razem z Krajowym Biurem Wyborczym.
Mimo to samorządowcy są skłonni rozmawiać na temat zmian w prawie wyborczym. –– zdradza nam pracownik jednej z większych korporacji samorządowych. – r. – dodaje nasz rozmówca.
Były szef PKW Wojciech Hermeliński co do zasady popiera pomysł zniesienia lub radykalnego ograniczenia ciszy wyborczej lub podniesienia limitów kampanijnych wydatków, choć jego zdaniem trzeba to wyważyć, by nie tworzyć sytuacji, w której faworyzowane będą komitety czy kandydaci partyjni. Nie przekonuje go natomiast pomysł, by sondaże mogły publikować tylko certyfikowane instytucje. – zastanawia się Hermeliński. Podobne wątpliwości budzi u niego zdjęcie obowiązku zbierania podpisów przez ugrupowania zasiadające w Sejmie. – – twierdzi Wojciech Hermeliński.
Pytanie jak pomysły PiS zostaną przyjęte, gdy trafią do parlamentu. Waldy Dzikowski z PO, który pracował nad pierwotną wersją kodeksu wyborczego z 2011 r., zwraca uwagę, że niektóre z dziś proponowanych koncepcji były rozważane już wcześniej. –– podkreśla Dzikowski. Jednak PO podchodzi do tych zmian z dużą rezerwą. – – mówi Jan Grabiec z PO. Opozycja nie wyklucza jednak, że może wziąć udział w dyskusji nad przepisami korygującymi wady kodeksu wyborczego. –mówi Krzysztof Paszyk z PSL.
Faktycznie obok prac nad kodeksem regulującym ogólne zasady przeprowadzania wyborów PiS zastanawia się nad możliwościami zmian w ordynacji wyborczej do Sejmu. Chodzi o zwiększenie liczby okręgów np. do 50 czy 100 z obecnych 41 – zauważa Waldy Dzikowski z PO. Efektem takiego kroku byłoby zmniejszenie liczby mandatów poselskich przypadających na dany okręg co w praktyce oznacza zwiększenie tzw. efektywnego progu wyborczego, czyli wielkości poparcia potrzebnego do zdobycia mandatu. – Najmniejszy okręg w Polsce, Częstochowa, ma siedem mandatów i by zdobyć tam miejsce w Sejmie, ugrupowanie musi mieć co najmniej kilkanaście procent poparcia – wyjaśnia ten mechanizm Marcin Palade, układający wyborcze prognozy. –– zauważa Palade. Takie rozwiązanie obniżyłoby próg potrzebny do uzyskania samodzielnej większości w Sejmie.