Jak podkreśliła była premier, w formacji koalicyjnej, zwłaszcza w momencie rekonstrukcji rządu, czymś naturalnym są różnice zdań wynikające z różnic programowych.

Reklama

W takich chwilach musimy przedefiniować i dostosować priorytety uprawianej polityki, ale nie zapominajmy, że ostatecznym celem jest stworzenie sprawniejszego rządu, by skutecznie realizować nasz program. Podobną zapowiedź usłyszałam z ust premiera Mateusza Morawieckiego, który chce szybciej podejmować kluczowe decyzje. Po ostatnich wyborach faktycznie jego gabinet mocno się rozrósł. Rozumiem, że nastąpiła refleksja - powiedziała Szydło.

Dopytywana o informacje dotyczące tego, że jednym z celów rekonstrukcji rządu ma być wzmocnienie roli Komitetu Stałego Rady Ministrów, odpowiedziała że nie sądzi, aby jego rola zmalała.

Dodała, że trudno powiedzieć "w jaką stronę pójdzie Mateusz Morawiecki, ale ministerstwa muszą mieć pewną autonomię w wyznaczaniu długofalowych kierunków prowadzonej przez siebie polityki".

Nie wyobrażam sobie, aby minister konstytucyjny nie miał wpływu na to, w jaki sposób jego resort współtworzy politykę rządu. W końcu to jego odpowiedzialność wynikająca z ustawy zasadniczej - stwierdziła Szydło.

Jak zaznaczyła, nie da się również zlikwidować konsultacji międzyresortowych, które czasami spowalniają prace, ale są wymogami legislacyjnymi w Polsce. Prawdą jest jednak, że mamy obecnie wiele resortów, bardzo rozbudowaną Radę Ministrów, wielu wiceministrów i podmiotów kształtujących prawo - moim zdaniem chodzi o ich konsolidację, a nie cele polityczne - mówiła była premier.

W jej opinii, przy tak dużych reformach często okazuje się, że po czasie wymagają one uzupełnienia, czy doprecyzowania. Mówi o tym wprost Jarosław Kaczyński, akcentując konieczność konsolidacji i uwspółcześnienia zarządzania państwem. Na koniec chodzi jednak o to, aby skuteczniej wdrażać nasz program, a nie o to, by zajmować się samą mechaniką rządzenia - stwierdziła Szydło.

Pytana o koalicjantów, którzy obawiają się, że stracą na cięciach, zaznaczyła, że "owszem redukcje będą, ale na nich tracą przecież wszyscy".

Wskazała także, że jeżeli mowa o PiS, to jest on dominującym podmiotem Zjednoczonej Prawicy. Stąd też wyższa liczba resortów, która trafi pod nasze skrzydła. Nie oznacza to jednak, że nie będzie można do nich dokooptować wiceministrów z Porozumienia, czy Solidarnej Polski. Dzisiaj musimy pamiętać, że największą siłą Zjednoczonej Prawicy są jedność i wspólny program, któremu nasi wyborcy już wielokrotnie zaufali i który sprawdził się w praktyce. To powinno być nadrzędnym celem w dyskusjach koalicyjnych, a nie to kto, ile i jakich synekur otrzyma - podkreśliła Szydło.