W lutym podczas debaty o języku ojczystym Jaśkowiak zacytował jeden z wulgarnych okrzyków padających podczas protestów Strajku Kobiet. Debata była transmitowana m.in. w lokalnych mediach oraz w mediach społecznościowych Miasta Poznania. Po niej do funkcjonariuszy wpłynęło zawiadomienie od osoby zbulwersowanej wypowiedzią prezydenta. W związku z tym zostało wszczęte postępowanie wyjaśniające. Prezydent został przesłuchany.
Nie doszło do wykroczenia
Jak poinformowała w czwartek PAP sierż. sztab. Marta Mróz z poznańskiej policji, funkcjonariusze badający sprawę uznali, że nie doszło do wykroczenia.
- - powiedziała. Informację o decyzji policji podało Radio Poznań.
Zawiadomienie policji
Sprawa dotyczy zdarzenia z lutego. Jacek Jaśkowiak był gościem debaty z okazji Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego pt. "Język w kryzysie". Otwierając to wydarzenie mówił, że gdy "jesienią ubiegłego roku na placach i ulicach rozległy się gniewne "w...ć", odniosłem wrażenie, że to nie tylko kobiety bronią się przed bezlitosnym prawem, ale broni się również język".
Spotkanie było transmitowane m.in. w mediach społecznościowych Miasta Poznania.
Policja u Jaśkowiaka
"Gazeta Wyborcza" informowała, że w związku z wypowiedzią prezydenta podczas debaty, w kwietniu u Jacka Jaśkowiaka pojawiła się policja. - – powiedział gazecie prezydent Poznania.
Wyjaśniając motywy, jakie nim kierowały, Jaśkowiak powiedział gazecie, że chciał zwrócić uwagę na dewaluację języka przez polityków. Dodał, że chciał też, żeby specjaliści w dziedzinie języka polskiego i językoznawstwa "powiedzieli, czy takie wypowiedzi można usprawiedliwić, czy nie".
Bralczyk zaskoczony?
Uczestnik debaty prof. Jerzy Bralczyk przyznał w jej trakcie, że raziło go użycie wulgaryzmu w pełnym brzmieniu przez prezydenta Jaśkowiaka. - – powiedział prof. Bralczyk.
Jacek Jaśkowiak przyznał, że w jego przypadku popełnienie wykroczenia może się wiązać z utratą mandatu. - - powiedział Jaśkowiak "Gazecie Wyborczej".
W 2018 r. była żona Jacka Jaśkowiaka, obecna posłanka KO Joanna Jaśkowiak trafiła przed sąd za to, że użyła wulgarnego słowa w przemówieniu wygłoszonym podczas demonstracji 8 marca 2017 roku. Poznański sąd rejonowy uznał ją winną popełnienia wykroczenia i wymierzył tysiąc złotych grzywny. Kobieta odwołała się od wyroku, sąd okręgowy uniewinnił ją od zarzuconego wykroczenia.
W uzasadnieniu wyroku sędzia Sławomir Jęksa, uznał, że sąd pierwszej instancji błędnie ocenił wypowiedź, bo "w oderwaniu od obecnej sytuacji politycznej".